Stojąc na pustej scenie krakowskiego Teatru im. Słowackiego, w fascynujący sposób daje przypowieść o magii teatru, ale też ludzkim losie. Opowiada o człowieku w chwilach triumfu, jak też zwątpienia i klęski. Rozprawia o jego słabościach, a równocześnie o sile marzeń. Znakomicie żongluje konwencjami. Wielokrotnie zaskakuje.
Andrzej Seweryn potrafi być tragiczny, wzruszający, patetyczny, czasem ironiczny i prześmiewczy. Ze wzruszeniem słucha się jego spowiedzi Króla Leara. W pamięci pozostaje monolog Henryka V. Na początku kreowany przezeń bohater przypomina strzęp człowieka: starego, zmęczonego, wyczerpanego. Nagle, gdy widzi scenę, młodnieje w oczach, ma „świeży wygląd i promienne oko”, „zmęczenie kryjąc dostojeństwa blaskiem”. „Wszystkich obdziela dumnym spojrzeniem”, które ma stopić jego „lód przerażenia”.
Aktor potrafił nawet przeobrazić się w Julię, która ufnie marzy o wielkiej miłości. Majstersztykami są etiudy wpisane w monolog Jakuba z „Jak wam się podoba”.
Gdy zaś wygłaszał monolog Makbeta o władzy – widz miał wrażenie, iż Andrzej Seweryn mógłby zabić wzrokiem.
W spektaklu „Wyobraźcie sobie” dworuje też z tzw. eksperymentów teatralnych, które tak bardzo lubią młodzi reżyserzy. Najsłynniejszy monolog Hamleta wypowiadał więc w „ogromnym napięciu”, przykładając do żyły rozbitą butelkę.
Kpi z modnego dziś niemieckiego ekspresjonizmu. Kwestie rzemieślnika Pyrama i jego pomysły inscenizacyjne ze „Snu nocy letniej” są w tej właśnie konwencji. Fragment jednego
z monologów wypowiada więc, paląc spuszczonego na linie papierosa. W innym – towarzyszy mu kamera, która na zawieszonym w głębi ekranie potrafi wyeksponować każdą zmarszczkę na jego twarzy.
A jako Tymon Ateńczyk po słowach „zostawiam wam moją nagość” zrzuca ubranie i wędruje w głąb sceny, jakby chciał powiedzieć widowni: tak mogę też zagrać Szekspira. Pytanie tylko, po co.
To spotkanie z Szekspirem i Sewerynem jest wielką lekcją teatru, ale i przejmującą opowieścią o samotności artysty.