83-letni Oldenburg jest twórcą i legendą popartu na równi z Andym Warholem, Royem Lichtensteinem, Tomem Wesselmannem. Słynie z gigantycznych rzeźb, stojących w miastach Europy, Ameryki i Azji. Monumenty te przedstawiają prozaiczne przedmioty takie jak, scyzoryk, pędzel. Na pierwszy rzut oka można je pomylić z trójwymiarową reklamą.
Artysta twierdzi jednak, że to sztuka, która wyszła z muzeum wprost do ludzi – na place, ulice, do parków miast. W przestrzeni publicznej stworzył ponad 40 prac. Najnowszy 15-metrowy świecący pędzel („Paint Torch") stanął w 2011 roku w Filadelfii.
Filadelfię artysta obdarzył już wcześniej blisko 14-metrowy spinaczem do bielizny, stojącym w centrum. Wzorował się na spinaczach, jakich pełno ma w swoim nowojorskim studiu, bo używa ich do modelowania mniejszych miękkich rzeźb. Twierdzi, że rzeźba ma architektoniczne walory, bo świetnie koresponduje z wieżą ratusza i z sąsiednimi wieżowcami.
Oldenburg ma poczucie humoru. W Tokio przed międzynarodowym Centrum Wystawowym umieścił ponad 15-
-metrową piłę z ostrzem ze stali, które wydaje się rozcinać chodnik. Na Biennale w Wenecji ozdobił fasadę pałacu na placu św. Marka potężnym ogonem lwa, sugerującym, że cały lew ukrył się w muzeum.
W ogrodzie rzeźb Walker Art Center w Minneapolis zaprojektował fontannę w kształcie deserowej łyżeczki (długości, bagatela,15 m) z czerwoną wisienką na czubku. Z jej ogonka tryska woda. Pierwotnie Oldenburg zamierzał ograniczyć się do powiększenia łyżeczki, ale jego druga żona Coosje van Brugger uznała, że warto dorzucić dekoracyjną wisienkę.
Z Coosje poznali się podczas wystawy Oldenburga w Stedelijk Museum w Amsterdamie, której ona była kuratorem. Przeżyli razem ponad 30 lat, do jej śmierci w 2009 roku. Większość monumentalnych projektów jest ich wspólnym dziełem.
Pozornie banalnym przedmiotom Oldenburg dodaje także metaforycznych mocy. Tak jak gigantycznej czerwonej pomadce, którą umieścił na gąsienicach czołgu, niczym wielki pocisk, tworząc ponad 7-metrowy antywojenny pomnik. Stoi na terenie Yale University w New Haven, na którym artysta studiował. Claes Oldenburg z pochodzenia jest Szwedem, ale od dziecka mieszka w USA, gdzie jego ojciec był dyplomatą.
Z realizacji Oldenburga w Europie uwagę przyciąga odwrócony lód waniliowy na szczycie wieżowca w centrum Kolonii. Wydaje się, że ten 10-metrowy gigant z plastiku i stali za chwilę spadnie na ulicę. Architektonicznie żartobliwie nawiązuje do wież katedry kolońskiej. A zarazem symbolizuje współczesny komercyjny róg obfitości, bo mieści się na szczycie centrum handlowego. Artysta jawnie kpi z konsumpcjonizmu i kultu materialnych dóbr.
Obecnie w Museum Ludwig w Kolonii artysta prezentuje wielką wystawę „Claes Oldenburg. The Sixties" (czynną do 30 września) z 250 nieco mniejszymi rzeźbami i grafikami. Wśród nich jest m.in. leżący wariant lodowego rożka uszyty z materiału. Należy on do serii „The Store" („Dom towarowy") z początku lat 60. Zaliczają się do niej też obiekty naśladujące męskie marynarki, damską bieliznę i suknie. – To co erotyczne lub seksualne jest istotą sztuki, jej pierwszym impulsem – zauważa artysta. – Dziś jednak seksualność skupia się bardziej na namiastce, np. na ubraniach, niż na osobie. Na fetyszach potęgujących intensywność obiektu. I to właśnie chciałbym oddać w swojej sztuce.
„The Store" oferuje również bogaty wybór sztucznych fast foodów i deserów. Od potężnego podwójnego cheeseburgera do kawałka tortu piętrzącego się na podłodze. Wiele z nich wygląda jak doskonała podróbka oryginału w rozmiarze maxi. Z czasem Oldenburg zaczął zaznaczać, że to artystyczne obiekty z innego tworzywa. Warstwy tortu nie udają, że są z ciasta, lecz z piankowych „materaców". Podobnie „frytki z ketchupem", jak również dwumetrowe „frytki wysypujące się z torby" zdradzają, że uszyto je z materiału.
Naturalną kontynuacją cyklu „The Store" stała się seria „The Home". Składają się na nią obiekty naśladujące sprzęty i urządzenia domowe. Często wyglądają, jakby dotknął je kataklizm i zostały połamane, sprasowane lub zgniecione. Winylowa „Miękka wanna" („Soft Bathub") sprawia absurdalne wrażenie, jakby świeżo wyciągnięto ją z pralki po praniu. A czarny wentylator („Giant Soft Fan") z obwisłymi skrzydłami przypomina upiora z filmu grozy. Artystę pociągają metamorfozy obiektów zależnie od użytych materiałów.
W swoich pracach udowadnia, że wszystko może być tematem i materiałem sztuki. Współcześnie nie ma już podziału na materiały gorsze i szlachetne, na sztukę wysoką i niską. – Za wszystkimi moimi wysiłkami stoi chęć przetestowania, kiedy coś zaczyna być sztuką – głosi.