Po wyborach przewodniczącej PE, które w cuglach wygrała Roberta Metsola, przyszedł czas na obsadzenie innych stanowisk parlamentarnych. Poczynając od góry, czyli od prezydium PE, poprzez kierownictwa komisji parlamentarnych, a na rolach w grupach politycznych kończąc.
Czytaj więcej
Roberta Metsola została po raz drugi wybrana na przewodniczącą Parlamentu Europejskiego głosami o...
Jedną z 14 wiceprzewodniczących PE została Ewa Kopacz, z drugim wynikiem w głosowaniu. To miły wyraz uznania dla byłej premier, świadczący o tym, że jej dotychczasowy sposób sprawowania tej funkcji został doceniony. Wiele jednak dla Polski z tego nie wynika, chyba że Kopacz zajęłaby się wreszcie kwestią popierania Polaków na stanowiska w administracji parlamentarnej, czego do tej pory nie robiła. Z wyjątkiem stanowiska dla swojej asystentki.
PiS chce Komisję Petycji
W prezydium znajdzie się też Kosma Złotowski z PiS, jako jeden z pięciu kwestorów, czyli osób zajmujących się kwestiami administracyjnymi i finansowymi dotyczącymi europosłów. Złotowski wszedł do prezydium z najgorszym wynikiem, co jest efektem jego przynależności partyjnej – PiS nie cieszy się sympatią eurodeputowanych z partii głównego nurtu, czyli chadecji, socjalistów, liberałów czy Zielonych. Ale fakt, że jednak został kwestorem, dowodzi, że on sam jest doceniany – europoseł z doświadczeniem dwóch kadencji, znany ze swojego profesjonalizmu, a nie politycznych awantur.
Teoretycznie PiS może obsadzić stanowisko przewodniczącego parlamentarnej Komisji Petycji. Nie jest ważna w sensie legislacyjnym, ale pozwala na zaistnienie w przestrzeni publicznej w kraju pochodzenia. Szczególnie teraz, gdy PiS jest w opozycji, a wymiar sprawiedliwości ściga jej polityków, Komisja Petycji mogłaby być takim europejskim forum nagłaśniania różnych ważnych dla PiS spraw. Nieoficjalnie mówi się, że na to stanowisko miałby kandydować Bogdan Rzońca, ale nie wiadomo, czy zostanie zaakceptowany. PiS probuje zastosować ten sam manewr, co ze Złotowskim: proponuje kandydatów mniej znanych i przez to mniej kontrowersyjnych dla konkurentów politycznych.