„A król Roboam zasięgnął rady starszych, którzy stanowili otoczenie jego ojca, Salomona, za jego życia, mówiąc: »Jak mi doradzacie odpowiedzieć temu ludowi?«” (1 Krl 12,6), czyli o konsekwencjach braku synodalności
W ostatnich tygodniach media donoszą o zadziwiających, a jednocześnie niezwykle gorszących zdarzeniach z duchownymi w rolach głównych. I nie chodzi tym razem o skandale seksualne. Od lata nie cichnie sprawa związana ze sprzedażą Osiedla Maltańskiego przez Archidiecezję Poznańską. W ostatnim tygodniu dziennikarze „Gazety Wyborczej” ujawnili dokumenty, z których może wynikać, że poznańska kuria wprowadziła Stolicę Apostolską w błąd co do stanu zabudowy gruntu podlegającego sprzedaży, pomijając istotny problem społeczny. Wkrótce odbędą się kolejne rozprawy w sprawie Fundacji Profeto i 100 mln zł dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, w której jednym z oskarżonych jest ksiądz. Pod koniec października zapadnie wyrok karny w sprawie ordynariusza tarnowskiego. Można odnieść wrażenie, że Kościół w Polsce przeżywa przesilenie. Czy jest to koniec pewnej epoki?
Czytaj więcej
Cała Polska żyje w tych dniach sprawą proboszcza z Grojca w diecezji bielsko-żywieckiej, którego z urzędu odwołał biskup Roman Pindel. Nie wchodząc...
Sprawa parafii w Grojcu. Dlaczego proboszcz został odwołany?
Dziś postanowiłem przyjrzeć się historii parafii w Grojcu, położonej niedaleko Oświęcimia. Niemal pobito tam biskupa, gdy przyjechał, aby ogłosić usunięcie proboszcza z urzędu. Spór dotyczący parafii św. Wawrzyńca przypomina słaby serial z lat 80. Wieloletni proboszcz, ks. Józef Zborek, został odwołany przez biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla w związku ze stwierdzonym przestępstwem kanonicznym. Biskup wraz z kurialistami przyjechał do Grojca na spotkanie z radą parafialną. Po zakończeniu spotkania doszło do gwałtownej konfrontacji z częścią zgromadzonych wiernych. Emocje były tak duże, że doszło do przepychanek. Biskup musiał salwować się ucieczką i wezwać na odsiecz policję. Opuszczenie terenu parafii umożliwiły mu dopiero asysta mundurowych i pośrednictwo policyjnej negocjatorki…
Długo nie było wiadomo, dlaczego proboszcz został odwołany. Sam zainteresowany najpierw twierdził, że nie zna powodów. Brak informacji tylko podgrzewał emocje parafian. Biskup zdecydował się nagrać film, w którym poinformował o popełnieniu przez księdza „poważnych przestępstw kanonicznych”, ale z uwagi na jego prawo do prywatności uznał, że nie będzie ujawniał zarzutów. Tak rozumiana troska o prywatność sprawiła, że pojawiły się plotki o obyczajowym charakterze przestępstwa. Z kolei ks. Zborek kontynuował rozgrywkę z ordynariuszem, twierdząc, że w zasadzie nie wie, jakie zarzuty zostały mu postawione. Wiarygodność tego twierdzenia należy oceniać choćby w świetle odwołania od decyzji biskupa – w toku postępowania kanonicznego proboszcz złożył rekurs do Dykasterii ds. Duchowieństwa. Dopiero po pewnym czasie, wobec obstrukcji byłego proboszcza, kuria opublikowała pełne oświadczenie, w którym wskazano treść zarzutów, rozwiewając wszelkie wątpliwości.
Zniszczenie księgi intencji mszalnych w prawie kanonicznym
„Poważnym przestępstwem” okazało się zniszczenie księgi intencji mszalnych (kan. 1391 n. 1 KPK). Proboszcz wyczerpał tryb odwoławczy – złożył rekurs, a Dykasteria ds. Duchowieństwa podtrzymała decyzję biskupa. Następnie sprawa trafiła do Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, który zakończył postępowanie z przyczyn formalnych, ponieważ ksiądz z nieznanych powodów nie ustanowił wymaganego przez przepisy pełnomocnika.
Zniszczenie księgi miało jednak swoją przyczynę – proboszcz miał bezprawnie przekraczać zakaz odprawiania więcej niż jednej mszy św. dziennie. Jak twierdzi kuria, w niedziele regularnie odprawiał nawet sześć, co jest znacznym nadużyciem kanonicznym. Sęk w tym, że powyższe wiąże się z zarzutami finansowymi – „stypendia” uzyskiwane za drugą i kolejne msze św. odprawiane danego dnia powinny trafiać do kurii. Tyle że zniszczona księga intencji nie pozwala na zweryfikowanie, czy tak było. Zresztą nie wiadomo, czy ksiądz pobierał te stypendia, ile ich było i co z nimi robił, a żył ponoć skromnie. Co więcej, popularność proboszcza z Grojca mogła naruszać interesy, także finansowe, innych okolicznych proboszczów… Parafianie uznali więc, że chodzi głównie o pieniądze, zarzucając biskupowi chciwość.
Okazało się również, że ks. Zborek był człowiekiem niezwykle oddanym swojej posłudze, a także bezinteresownym. Ignorując przepisy, odprawiał wiele mszy każdego dnia. Według parafian udzielał sakramentów, których odmawiali inni proboszczowie, jeździł nocą do umierających i nigdy nie domagał się pieniędzy. Nie można się więc dziwić, że był niezwykle ceniony przez parafian. Jak jednak wskazał ks. dr Jacek Prusak, nie można być Robin Hoodem w sutannie. Porządek prawny należy szanować, szczególnie jeśli pełni się kościelny urząd. A jednocześnie przez ponad ćwierć wieku nie słyszano, aby kuria zgłaszała zastrzeżenia do praktyk proboszcza z Grojca, a przynajmniej nikt nie tłumaczył parafianom, że nie należy mnożyć mszy świętych.
Czytaj więcej
Parafianie protestowali w niedzielę podczas wizyty biskupa, a odwołany proboszcz odmawia komentarza. Według nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej...
Wójt Gminy Oświęcim przyznał ks. Zborkowi, z okazji Dnia Edukacji Narodowej, nagrodę za całokształt działalności, w szczególności za 29-letnią pracę na rzecz Szkoły Podstawowej w Grojcu i pomoc uczniom. Wójt Mirosław Smolarek ujawnił, że ksiądz przez 29 lat przeznaczał całe wynagrodzenie za nauczanie religii na potrzeby szkoły i dzieci, w tym na obiady dla najmłodszych z ubogich rodzin, pomoce dydaktyczne i naukowe, a także remonty. Przez lata miał nalegać, by nie nagłaśniać tej sprawy i nie przyznawać mu nagród.
Obecnie parafianie domagają się wyjaśnień od ordynariusza, dopytując o rozliczenia finansowe i wieloletni brak zainteresowania życiem i potrzebami parafii. Nie zmierza to w dobrą stronę. Podobne spory w historii kończyły się odłączaniem się wspólnot od Kościoła. Frustracja parafian jest o tyle zrozumiała, że w ostatnich latach media nagłaśniały sprawy rażących przestępstw popełnionych przez duchownych, które nie doczekały się adekwatnej reakcji. Tu reakcja może wydawać się zbyt mocna, ale przede wszystkim – niespodziewana i niewłaściwie wyjaśniona.
Niektórzy publicyści wskazują, że przyczyną wydarzeń w Grojcu jest promowana przez Watykan synodalność, rozumiana jako zrównanie wagi głosu wiernych i biskupa. Jeden z medialnych księży profesorów powiedział ostatnio, że „czas pokaże, czy neologizm »synodalność« zaproponował katolikom Duch Święty, czy też duch tego świata”. Wypowiedź ta podsumowywała dość sceptyczne rozważania dotyczące „synodalnego eksperymentu”, jak nazwał Synod o synodalności zwołany przez papieża Franciszka. Profesor przywoływał również sceptycznych kardynałów, z których jeden określił Synod jako „toksyczny koszmar”, a inny ironicznie pytał, jak to możliwe, by Bóg zapomniał, że Kościół powinien przez 20 wieków istnienia realizować synodalność jako swoją konstytutywną cechę?
Czytaj więcej
Skoro własność kościelna ma służyć dobru wspólnemu, zarządzanie i rozporządzanie majątkiem powinno uwzględniać nie tylko ekonomiczną racjonalność,...
Czym jest synodalność?
Wydaje się jednak, że jest zupełnie odwrotnie. Synodalność nie daje wiernym prawa do unieważnienia decyzji biskupa, ale każe zadać pytanie, jak prowadzić dialog ze wspólnotą, która nie rozumie lub nie akceptuje rozstrzygnięcia. Synodalność rzeczywiście zakłada słuchanie, konsultację i wspólne rozeznawanie. Jest włączeniem wszystkich zainteresowanych w proces podejmowania decyzji, ale nie oznacza ani wprowadzenia demokracji, ani zwolnienia z odpowiedzialności tych, którym Kościół powierzył władzę rządzenia. Polega przede wszystkim na wysłuchaniu i rozeznawaniu doświadczenia wspólnoty, a także wzięciu jej głosu pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, co nie oznacza, że decyzja powinna być zgodna ze zdaniem większości.
Ks. dr Grzegorz Strzelczyk tłumaczy, że „w teologii czasem dzieją się rzeczy zaskakujące: dopiero po wiekach zauważamy, że od początku mieliśmy w rękach coś kluczowego, tyle że nikt nie nazwał tego wprost”. Twierdzi, że rozpoznanie synodalności jako konstytutywnego elementu Kościoła „nie przeminie w teologii, bo to jest istotne teologiczne dopowiedzenie tego, jaki Kościół jest”. Duch Święty w Kościele działa poprzez wszystkich ochrzczonych wierzących, a nie tylko przez hierarchię, a co więcej – „działa, jak chce”. „My tylko daliśmy nazwę »synodalność« temu, co już w różnych formach istniało niezależnie od siebie, np. nauczanie o kolegialności biskupów czy sensus fidei i sensus fidelium, czyli zmyśle wiary ludu Bożego” – tłumaczy. I właśnie synodalność może być lekiem na chorobę klerykalizmu, na którą chorują zarówno duchowni, jak i świeccy.
Również w Starym Testamencie można znaleźć przykłady sytuacji, w których ówczesna wspólnota Izraela próbowała działać w sposób, który obecnie nazwalibyśmy synodalnym
Jak to się ma do sprawy proboszcza z Grojca? Gdyby ordynariusz, proboszcz i cała wspólnota parafialna funkcjonowali w rzeczywistym duchu synodalności – wzajemnego słuchania w duchu wrażliwości i szacunku – możliwe, że do gorszących scen nigdy by nie doszło. Może proboszcz sam ustąpiłby z urzędu, dbając o płynne przekazanie władzy w parafii, a parafianie zrozumieliby wagę nadużyć. Może biskup znalazłby sposób, aby przeprowadzić tę zmianę w porozumieniu z parafianami, doceniając zasługi proboszcza. Wreszcie może zmiana wcale nie byłaby konieczna, gdyby wcześniejszy dialog, przejrzyste zasady rozliczeń i regularna kontrola pozwoliły wykryć nieprawidłowości na wczesnym etapie, ograniczyć napięcia i zapobiec eskalacji konfliktu.
Mówiąc o synodalności, często przywołuje się Dzieje Apostolskie. Tymczasem również w Starym Testamencie można znaleźć przykłady sytuacji, w których ówczesna wspólnota Izraela próbowała działać w sposób, który obecnie nazwalibyśmy synodalnym. W Pierwszej Księdze Królewskiej znajdziemy opis objęcia rządów przez Roboama, syna Salomona. Gdy lud skarżył się na ciężary nałożone przez króla Salomona, Roboam postanowił zasięgnąć rady starszych i swoich przyjaciół. Starsi doradzili: „Jeśli teraz będziesz uległy temu ludowi i zechcesz wyświadczyć im przysługę, i odpowiedzieć im oraz przemówić do nich słowami łagodnymi, to będą ci sługami przez całe życie” (1 Krl 12,7). Młodzieńcy zaś doradzili, aby powiedział: „Mój ojciec nałożył na was jarzmo ciężkie, a ja dołożę do waszego jarzma. Mój ojciec karcił was biczami, ja zaś będę was karcił biczami z kolców” (1 Krl 12,11). I z tej ostatniej rady skorzystał młody i nieroztropny król, przeciwstawiając się głosowi ludu i starszych. Na skutek jego decyzji Izrael trwale podzielił się na dwa królestwa. Sam Roboam musiał uciekać do Jerozolimy i panował tylko nad miastami Judy. Samo zasięgnięcie rady nie wystarcza, jeżeli rządzący nie dopuszcza, by usłyszane argumenty miały rzeczywisty wpływ na jego osąd. Skutkiem zignorowania ważnego głosu wspólnoty był jej podział.
Autor jest radcą prawnym, mediatorem