Eksmisje mieszkańców Osiedla Maltańskiego w Poznaniu budzą ogromne emocje i podziały. Sprawa jest konsekwencją głośnej transakcji na rynku nieruchomości, w ramach której spółka deweloperska kupiła od Archidiecezji Poznańskiej 12-hektarową działkę w Poznaniu. Teren od dekad był zamieszkany przez kilkaset osób, które, nie pytając nikogo o zgodę, postawiły tam lepszej lub gorszej jakości zabudowania mieszkalne. Zarządca gruntu prowadzi szereg działań zmierzających do usunięcia mieszkańców, w szczególności oferując im programy pomocowe. Jeśli jednak nie uda się osiągnąć porozumienia, sięga po eksmisje. Jedni bronią mieszkańców, uważając, że zostali oszukani i pokrzywdzeni, a drudzy stoją za właścicielami gruntu, którzy tylko egzekwują swoje „święte”, nomen omen, prawo własności. Zdjęcia z Osiedla Maltańskiego zmuszają do postawienia pytania, czy można pogodzić misję Kościoła z działalnością na rynku nieruchomości?
Czytaj więcej
Nagonka na anglistkę ze szkoły w Kielnie ws. krzyża jest zaprzeczeniem Ewangelii i profanacją chrześcijańskich wartości.
Rys historyczny. Historia Osiedla Maltańskiego w Poznaniu
Historia tego terenu jest bardzo ciekawa. Należał do parafii św. Jana Jerozolimskiego za Murami od XIX w. W 1931 r., w okresie kryzysu gospodarczego, ks. Karol Mazurkiewicz w geście dobrej woli wydzierżawił teren na pracownicze ogródki działkowe, bez prawa zabudowy. Po wojnie zarząd nad terenem przejęły Pracownicze Ogródki Działkowe „Wolność”, które funkcjonowały na tym terenie do końca 1993 roku. Choć wiele źródeł wskazuje na nacjonalizację gruntu i zwrot nieruchomości parafii w latach 90., informacja ta wydaje się nieprawdziwa. Natomiast rzeczywiste władztwo parafii nad gruntem w okresie PRL i bezpośrednio po nim zdaje się bardzo ograniczone, skoro dopiero począwszy od 2002 roku zaczęto zawierać stosowne umowy dzierżawy gruntu. Archidiecezja przyznaje, że część działek zajmowana była bezumownie.
Uwarunkowania historyczne skutkują również skomplikowanym stanem prawnym, który pozostaje niejasny. W okresie PRL na terenie osiedla zaczęły powstawać całoroczne domy. W latach 60. czy 70. inaczej podchodzono do prawa własności. Możliwe, że parafia z przyczyn politycznych nie zajmowała się terenem zarządzanym przez „Wolność”. Mieszkańcy płacili podatki, zgłaszali zameldowanie. Nie jest jasne, czy i w ilu przypadkach doszło do zasiedzenia nieruchomości. Umowy dzierżawy zawierane od 2002 r. przerywały okres zasiedzenia, ale tylko w przypadku, gdy skutek prawny nie nastąpił wcześniej. Nie wszyscy jednak zgodzili się na podpisanie umów. Zapewne konieczne będą rozstrzygnięcia sądowe – w jednej ze spraw sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu. Część mieszkańców osiedla to osoby o niskim statusie materialnym, często bezrobotne. Eksmitowana na początku września mieszkanka osiedla zamieszkiwała tam 33 lata. Podany do publicznej wiadomości wyrok eksmisyjny był zaoczny. Fakty te wskazują, że mogła nie otrzymać odpowiedniej pomocy prawnej.
Kwota 421 mln zł robi wrażenie. To jedna z największych transakcji na poznańskim rynku deweloperskim ostatnich lat. Grupa Mirbud poinformowała o niej w raporcie bieżącym, podając cenę nabycia nieruchomości. Archidiecezja ograniczyła się do informacji o sprzedaży działki, uzasadniając, że „dalsza realizacja zadań infrastrukturalnych, jak również przystosowanie terenu do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, przekraczały możliwości dotychczasowego właściciela nieruchomości”. Poinformowała również o realizowanym od 3 lat programie indywidualnego wsparcia dla osób przebywających na terenie działek bez tytułu prawnego.
Czytaj więcej
Szczytny cel, za jaki uważam generalnie obronę życia, obliguje do stosowania etycznie nienagannych środków.
Pasmo niezręczności. Komunikacja związana ze sprzedażą osiedla szwankowała
Komunikat kończył się lakoniczną informacją o przeznaczeniu środków uzyskanych ze sprzedaży: „zostaną wykorzystane zgodnie z przepisami prawa kościelnego”. To bardzo ciekawe zdanie – z jednej strony zawiera kuriozalne zapewnienie, że środki nie zostaną wykorzystane wbrew przepisom (sic!), a z drugiej nie wskazuje, że choć część uzyskanej kwoty będzie przeznaczona na relokację mieszkańców Osiedla Maltańskiego. Zresztą niezręcznych wypowiedzi i niedopowiedzeń w tej sprawie jest multum. Znaleźć można choćby zapewnienia lokalnego proboszcza, że do eksmisji nie dojdzie. Z kolei abp Zieliński, niechętnie komentujący sprawę, zapewnił, że środki zostaną przeznaczone na cele statutowe Kościoła – budowę i utrzymanie kościołów oraz Caritas…
Zarządzająca terenem spółka Komandoria oferuje mieszkańcom trzy programy pomocowe – pomaga skompletować dokumenty, wypełnić wniosek i prowadzić sprawę o przyznanie mieszkania z zasobu miasta Poznania, a dla osób niespełniających kryterium dochodowego pomaga wyremontować lokal wskazany przez zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. Dla mieszkańców o wyższych dochodach oferowana jest pomoc poza programami miejskimi – tu możliwy jest najem mieszkania z zasobu Archidiecezji Poznańskiej albo wsparcie finansowe dotyczące lokalu znalezionego samodzielnie. Archidiecezja poinformowała, że porozumienia podpisała już z ponad 120 rodzinami. Działania te wskazywane są jako znacznie wykraczające poza rozwiązania stosowane przez deweloperów. Krytycy podnoszą jednak, że władze miasta w zadziwiająco preferencyjny sposób traktują mieszkańców osiedla, wspierając „oczyszczanie” terenu.
Czytaj więcej
Niewykluczone, że gdyby w polskim prawie funkcjonowały związki partnerskie, orzeczenie TSUE miałoby inną treść.
Wizerunek Kościoła
Poznańska transakcja wydaje się bardzo niekorzystna dla wizerunku Kościoła. Ale jak wykażę poniżej, nie chodzi tu o sam wizerunek. Chodzi o jej zgodność z nauczaniem Kościoła.
Można postawić tezę, że nawet jeżeli działania archidiecezji wykraczały ponad przyjęte standardy, a oferowana pomoc nie została przyjęta jedynie przez osoby o złej woli, to nie zadbano o odpowiedni przekaz medialny. Obraz kordonu policji wynoszącego protestujących i ekipy komornika usuwającej drzwi oraz okna przylgnie nie tylko do poznańskiej kurii. Jednocześnie warto zauważyć, że powyższego kryzysu można byłoby uniknąć, gdyby Kościół w Polsce nie ignorował konsekwentnie własnych ustaleń i sprofesjonalizował organy zajmujące się zarządzaniem majątkiem. Obowiązek powoływania rad ekonomicznych został wprowadzony w kodeksie prawa kanonicznego w 1983 roku. O ile można zrozumieć, że do odzyskania niepodległości w 1989 r. ryzyko infiltracji struktur Kościoła przez agentów reżimu mogło być argumentem przeciwko angażowaniu świeckich (choć, jak wiadomo, wielu tajnych współpracowników nosiło koloratki), to zastanawiać musi niechęć do wdrażania prawa w kolejnych dekadach.
II Polski Synod Plenarny w 1999 r. zwrócił uwagę na „brak odpowiednio szerokiej współpracy kapłanów ze świeckimi w planowaniu przedsięwzięć duszpasterskich i materialnych w parafii”. Zauważono brak lub fasadowość rad duszpasterskich i ekonomicznych. Jednak niewiele z tego wyniknęło. W 2015 r. w instrukcji Komisji Episkopatu Polski (KEP) wskazano, że „każda kościelna osoba prawna powinna mieć własną radę do spraw ekonomicznych (por. kan. 1280 KPK). Członkowie rad powinni być biegli w sprawach finansowo-ekonomicznych i prawnych. Zaleca się, aby członkami rad ekonomicznych byli przede wszystkim kompetentni wierni świeccy”.
Mecenas Paweł Stopczyński w szczegółowej analizie opublikowanej na portalu Więź.pl ustalił, że w składzie archidiecezjalnej rady ekonomicznej w Poznaniu nie ma ani jednego świeckiego. Poza arcybiskupem jej członkami są trzej biskupi pomocniczy, trzej proboszczowie, ekonom i wiceekonom archidiecezji – wszyscy pozostający w relacji podległości prawno-kanonicznej wobec arcybiskupa. Nie dziwi więc, że obecność w radzie ekonoma i wiceekonoma jest niezgodna z zaleceniami wspomnianej instrukcji, postulującej kontrolną rolę rady oraz jej przynajmniej częściową niezależność.
Czytaj więcej
Tajemnica stworzona wokół procesu Rupnika, brak spójnej polityki informacyjnej i transparentności postępowania stworzyły przestrzeń dla internetowe...
Odniesienie do zasad i tradycji Kościoła
A jak postępowanie poznańskiej kurii ma się do najnowszego nauczania Kościoła? Pierwsza encyklika Papieża Leona XIV „Magnifica Humanitas. O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji” przypomina podstawowe zasady katolickiej nauki społecznej. Warto przytoczyć fragmenty tych rozważań w kontekście omawianej sprawy, a punkty 66 i 78 encykliki in extenso: „Istnieje prawo do własności prywatnej, które ma swój sens i właściwą sobie funkcję, ale zawsze pozostaje podporządkowane powszechnemu przeznaczeniu dóbr. Według św. Jana Pawła II podporządkowanie to stanowi złotą regułę życia społecznego i „pierwszą zasadę całego porządku społeczno-etycznego”. Tradycja Kościoła postrzegała własność jako środek służący strzeżeniu dóbr i zarządzaniu nimi tak, aby mogły one lepiej służyć dobru wspólnemu. Ponieważ „tradycja chrześcijańska nigdy nie uznawała prawa do własności prywatnej za absolutne i nienaruszalne”, społeczna funkcja własności nie powinna być uważana za zwykłą opinię teologiczną, lecz za pewną doktrynę Kościoła, obecną już w Piśmie Świętym i u Ojców. Dlatego Papież Franciszek przypomniał, że solidarność przeżywana w całej swej głębi oznacza także „zwrócić ubogiemu to, co mu się należy” (MH 66).
„Najnowsze Magisterium podkreślało, że sprawiedliwość społeczna wymaga spojrzenia rozpoczynającego się od owych ostatnich. Św. Jan Paweł II mówił o opcji preferencyjnej na rzecz ubogich, która winna kształtować wybory osobiste i społeczne, podczas gdy Papież Franciszek piętnował „kulturę «odrzucenia»”, rodzącą coraz to nowe formy wykluczenia. W tej perspektywie sprawiedliwość społeczna domaga się patrzenia na osoby i narody, wychodząc od tych, którzy są najbardziej bezbronni: od ubogich, migrantów, uchodźców, od osób przesiedlonych w obrębie własnego kraju, ofiar przemocy, osób żyjących na peryferiach miejskich i egzystencjalnych” (MH 78).
„Pojęcie „sprawiedliwości społecznej” pomaga uznać, że niesprawiedliwości nie rodzą się wyłącznie z błędnych decyzji poszczególnych osób, lecz również ze struktur, mechanizmów oraz układów ekonomicznych i kulturowych, które niemal automatycznie powodują nierówność” (MH 79).
„Nauka społeczna Kościoła nie jest jedynie słowem skierowanym do społeczeństwa: jest ona także rachunkiem sumienia dla Kościoła – domu i szkoły komunii, zawsze wezwanego do sprawdzania, czy zasady przedstawione w tym rozdziale są urzeczywistniane przede wszystkim w jego własnym wnętrzu. (...) Dokument końcowy Synodu pośród praktyk decydujących o przemianie misyjnej wymienia kulturę przejrzystości, rozliczalności i oceny” (MH 86).
„Żyć sprawiedliwością w Kościele znaczy oczyszczać relacje i struktury kościelne z tych wypaczeń, które powodują nierówności, nieprzejrzystości i nadużycia. (...) Każdy urząd jest w służbie Ludu Bożego. Ta diakonia wyraża się nie tylko w wierze celebrowanej i przeżywanej w sakramentach oraz w przyswajaniu stylu synodalnego, lecz także w konkretnym dzieleniu się dobrami: na wzór Kościoła pierwotnego zasoby kościelne winny rzeczywiście stawać się wspólne, aby nikt pośród nas nie cierpiał niedostatku (por. Dz 4, 34) i aby zarządzanie nimi wspierało misję głoszenia Ewangelii najuboższym. (...) W ten sposób Kościół jest zdolny dać społeczeństwu wiarygodny znak tego, że wspólne dążenie do dobra wszystkich – we współodpowiedzialności i braterstwie – nie jest utopią, lecz realną możliwością” (MH 89).
Czytaj więcej
Mam wrażenie, że biskupi, zagłębiając się w niuansach prawnych dotyczących komisji do spraw wykorzystywania małoletnich w Kościele, zgubili po drod...
Moralny obowiązek Kościoła w kwestii gruntów
Z encykliki oczywiście nie należy wyciągać wniosku, że archidiecezja nie powinna była sprzedawać gruntu, a oddać go ubogim, albo że postąpiono wbrew woli papieża. Zresztą, zgodnie z prawem kanonicznym, sprzedaż ziemi wymagała zgody Stolicy Apostolskiej. Skoro jednak własność – w szczególności kościelna – ma służyć dobru wspólnemu, a sama nauka społeczna Kościoła ma być „rachunkiem sumienia dla Kościoła”, to zarządzanie i rozporządzanie majątkiem powinno mieć na względzie nie tylko ekonomiczną racjonalność, lecz również aksjologię społecznej misji Kościoła, w duchu synodalności. A wracając na polski grunt, w jednym z dokumentów II Polskiego Synodu Plenarnego zauważono, że Kościół ma „moralny obowiązek: wydzierżawiania gruntów na budownictwo socjalne”. Nie sposób się nie zgodzić.
Autor jest radcą prawnym, mediatorem