Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak dwa strategiczne szlaki morskie stały się narzędziem presji w konflikcie na Bliskim Wschodzie.
  • Kim są jemeńscy rebelianci Huti i jaką rolę odgrywają w strategii geopolitycznej Iranu.
  • W jaki sposób blokada cieśniny Bab al-Mandab wpływa na światowe ceny ropy i transportu towarów.
  • Dlaczego reakcja Stanów Zjednoczonych na kryzys może doprowadzić do dalszej eskalacji napięć w regionie.

O ile przez pierwszą z cieśnin przepływała przed wojną z Iranem piąta część światowych dostaw ropy, to przez drugą 12 proc. ropy i 8 proc. skroplonego gazu oraz 12 proc. światowego ruchu towarowego. Obie newralgiczne drogi morskie nie są wprawdzie całkowicie zamknięte, jednak transport w tych miejscach został mocno ograniczony. Widać to na stacjach benzynowych niemal na całym świecie. Jest to niewątpliwie sukces reżimu w Teheranie, który wykorzystuje wszystkie dostępne możliwości presji nie tylko na Stany Zjednoczone, ale całą światową gospodarkę w nadziei, iż doprowadzi do zmiany kursu przez Donalda Trumpa. 

Po tym, jak Iran odkrył broń, której nie odważył się użyć w czasie niemal pół wieku konfrontacji z USA, jaką stała się blokada cieśniny Ormuz, kolejnym asem w rękawie reżimu w Teheranie okazali się jemeńscy Huti. Są wyznawcami jednego z odłamów szyizmu. Walczą z sunnickimi władzami Jemenu od niemal dwóch dekad, wspieranymi zbrojnie i finansowo przez Arabię Saudyjską. Sami korzystają z militarnej pomocy Iranu.

Czytaj więcej

Cieśnina Bab al-Mandab w zasięgu Huti. Rebelianci dotarli do strategicznego miasta

Bab al Mandab we władzy rebeliantów

W ostatnim czasie Huti notują spektakularne sukcesy, rozszerzając kontrolę na ponad jedną trzecią terytorium zamieszkałego przez dwie trzecie z 34 mln ludności Jemenu. Nie kontrolują jednak jemeńskich pól naftowych. Ich władzę uznaje jedynie reżim w Teheranie. 

W miniony czwartek zdobyli port Mokkę nad Morzem Czerwonym, a dzień później zdołali opanować strategicznie ważną wyspę Perim w cieśninie Bab al Mandab, pomiędzy Jemenem a Dżibuti. 

Huti ogłosili natychmiast, że cieśnina jest zamknięta dla statków wrogiej Arabii Saudyjskiej. Równocześnie z ich ofensywą pochodzące z Iraku drony wywołały pożar na dwóch stacjach pomp saudyjskiego ropociągu, przecinającego Półwysep Arabski ze złóż na wschodzie Arabii Saudyjskiej do Morza Czerwonego, skąd transportowana była poprzez Kanał Sueski do Europy lub cieśninę Bab al Mandab do krajów Azji. Był to alternatywny szlak eksportowy omijający cieśninę Ormuz. Od piątku ropociąg nie działa. Oznacza to, że w najbliższym tygodniu cena ropy może łatwo przekroczyć 100 dol. za baryłkę. 

Czytaj więcej

Arabia Saudyjska zamknęła rurociąg Wschód-Zachód. Ceny ropy znów mogą wystrzelić

 Istnieje ryzyko, że cieśnina Bab al-Mandab zostanie faktycznie zamknięta dla żeglugi, zwłaszcza dla dużych tankowców. Pogłębi to kryzys energetyczny, wywoła wzrost cen ropy i benzyny oraz wywrze dodatkową presję na administrację USA. Jeśli Iran uzna, że nie jest w stanie całkowicie kontrolować cieśniny Ormuz, będzie chciał pokazać, że potrafi zakłócić ruch morski prowadzący przez Morze Czerwone, wykorzystując Huti, swoich jemeńskich sojuszników – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Volker Perthes, szef prestiżowego niemieckiego think tanku Wissenschaft und Politik. 

Bez dramatu (na razie)

Sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna. Blokada Huti obejmuje jak na razie jedynie tankowce saudyjskie. W poniedziałek na spotkaniu Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) dyskutowana będzie wspólna propozycja Iranu oraz członka rady, jakim jest Oman, w sprawie żeglugi w cieśninie Ormuz. Zgodnie z nią miałby zostać tymczasowo otwarty  szlak w cieśninie w pobliżu irańskich brzegów. Wygląda na to, że taka propozycja zostanie przyjęta. Iran jednak oczekuje, iż w zamian USA zniosą blokadę irańskich portów naftowych, pozbawiającą Teheran wpływów finansowych z eksportu ropy. Tymczasem Waszyngton unika zaangażowania się w nowy konflikt z rebeliantami Huti i nie reaguje na prośbę Arabii Saudyjskiej, aby wspomóc lotnictwo tego kraju w atakach na pozycje Huti. 

Czytaj więcej

Władze Jemenu: Całe jemeńskie wybrzeże Morza Czerwonego jest w rękach Hutich

– Nie jest wykluczone, że Amerykanie i Saudyjczycy nie będą gotowi do tolerowania obecności Huti na wyspie Perim, skąd ich siły mogą skutecznie kontrolować 20 km pas cieśniny do wybrzeży Dżibuti w Afryce – mówi „Rz” Richard Dalton, były brytyjski ambasador w Iranie. Nie wyklucza to oczywiście działań zbrojnych w samym Jemenie pomiędzy Huti a siłami rządowymi przy udziale Saudyjczyków. Zdaniem Daltona jest jednak mało prawdopodobne, aby eskalacja zbrojna w Jemenie doprowadziła do natężenia wojny USA z Iranem. 

Trump dobrej myśli

Od samego początku wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem było jasne, że Teheran uruchomi wszystkich swych sojuszników na Bliskim Wschodzie. Po libańskim Hezbollahu przyszła kolej na Huti. To dzięki wsparciu Iranu bojownicy wywołali wojnę domową, zajmując w 2014 r. stolicę kraju, Sanę. Po ostatnich sukcesach Huti zagrożony jest Aden, ostatni bastion sił rządowych.

Waszyngton przygląda się sytuacji z udawanym spokojem. – Wszystko będzie dobrze – odpowiedział jedynie Trump na pytania reporterów w sobotę w czasie wizyty w Irlandii. Poinformował, że jego administracja otrzymała zapewnienia Huti, że nie chcą walczyć z USA.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Arabia Saudyjska prosiła Trumpa o atak na Hutich, prezydent USA odmówił

Cytowany przez agencje anonimowy wysoki rangą przedstawiciel administracji Trumpa stwierdził, że USA koncentrują się na interesach związanych z bezpieczeństwem narodowym – takich jak zapewnienie swobody żeglugi na Morzu Czerwonym – „jednocześnie umożliwiając partnerom regionalnym przejęcie wiodącej roli w radzeniu sobie z wyzwaniami dla bezpieczeństwa w regionie i ich rozwiązywaniu”.  Innymi słowy USA nie mają planu. Huti już w niedalekiej przeszłości atakowali statki na Morzu Czerwonym. Zwiększyli swą militarną aktywność trzy lata temu po odwetowej izraelskiej kampanii na Hamas w Gazie w ramach solidarności z Palestyńczykami. 

Na początku swej kadencji Donald Trump ogłosił Huti organizacją terrorystyczną i rozpoczął bombardowanie ich pozycji. W maju 2025 r. Stany Zjednoczone niespodziewanie zawarły z Huti porozumienie o zawieszeniu broni. Zdaniem „New York Times” stało się to w sytuacji, gdy koszty kampanii bombardowań wzrosły, a Huti udzielili poufnych zapewnień, że nie będą atakować amerykańskich jednostek na Morzu Czerwonym.

Czytaj więcej

Doradcy ostrzegli Donalda Trumpa. Wojna z Iranem może potrwać dłużej niż jego kadencja

Po rozpoczęciu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem wydawało się, że rebelianci nie będą się angażować. Zmienili zdanie w chwili, gdy zawieszenie broni z Iranem okazało się fiaskiem. 

Volker Perthes, podobnie jak wielu komentatorów, jest zdania, że w najbliższym czasie nie ma mowy o uspokojeniu sytuacji w regionie. – USA podejmują pewne wysiłki, aby przynajmniej ustabilizować sytuację na liniach Izrael–Liban oraz Izrael–Syria. Nowa szansa na działania pokojowe może pojawić się po październikowych wyborach w Izraelu. Nie wcześniej – mówi.