Rząd chce uporządkować rynek pośrednictwa. Proponuje zmiany w ustawie o gospodarce nieruchomościami. Koniec z pobieraniem prowizji od obu stron transakcji – od sprzedającego i kupującego, wynajmującego i najemcy. Koniec z publikowaniem ofert nieruchomości bez zgody właściciela. 

Zakaz publikacji ofert spoza portfela pośrednika 

Propozycję publikowania ogłoszeń wyłącznie na podstawie umowy pośrednictwa popiera ogólnopolska sieć biur nieruchomości Freedom. – Publikowanie ofert bez wiedzy właściciela, klonowanie ofert czy podszywanie się pod prywatnych ogłoszeniodawców to praktyki, które wywołują chaos informacyjny i obniżają zaufanie do całego rynku – mówi Agnieszka Dąbrowska, dyrektor operacyjny Freedom. – Pośrednik publikujący ofertę powinien mieć do tego umocowanie wynikające z zawartej umowy, a klient powinien móc łatwo zidentyfikować przedsiębiorcę publikującego ofertę. To regulacja, która uderza w konkretną nieprawidłową praktykę, a jednocześnie wzmacnia pozycję profesjonalnie działających uczestników rynku.

Czytaj więcej

Marta Żółkowska: Agent AI pomoże pośrednikowi. Technologia nie służy jednak do zabawy

Anton Bubiel, ekspert SonarHome.pl, platformy do darmowej wyceny mieszkań, uważa, że kierunek zmian jest pozytywny. – Projekt co do zasady uderza w praktyki, które rzeczywiście psują rynek. To kopiowanie cudzych ofert bez zgody właściciela czy uzależnianie prezentacji mieszkania od podpisania umowy i zapłaty prowizji przez osobę, która sama znalazła ofertę mieszkania lub jest już obsługiwana przez innego pośrednika – mówi. – Dobrze też, że ustawodawca chce jasno określić, dla kogo pośrednik pracuje i za co dostaje wynagrodzenie.

Ekspert zaznacza, że przepisy muszą być bardzo precyzyjne. – Zakaz publikowania oferty bez bezpośredniej umowy z właścicielem nie powinien uderzać w legalną współpracę między biurami i systemy wymiany ofert – podkreśla. – Jeśli sprzedający zgodził się, by jego agent współpracował z innymi pośrednikami i szerzej dystrybuował ofertę, to jest to normalny sposób zwiększania szans na sprzedaż, a nie kopiowanie cudzej oferty.

Czytaj więcej

Aneta Gawrońska: Dla kogo będzie pracował pośrednik

Od kogo prowizja dla agenta

Dużo emocji budzi propozycja zakazu pobierania prowizji od obu stron transakcji przez jednego pośrednika. – Praktyka, w której pośrednik reprezentujący przede wszystkim sprzedającego pobiera później wynagrodzenie od kupującego, bywa dla kupujących niezrozumiała i budzi społeczny sprzeciw, szczególnie gdy za tą prowizją nie stoi żadna wyraźnie określona usługa, a kwoty są spore – mówi Anton Bubiel. – Rzeczywiście, sam fakt, że kupujący znalazł ofertę i chce obejrzeć mieszkanie, z jego perspektywy nie powinien automatycznie oznaczać obowiązku zapłaty wynagrodzenia pośrednikowi sprzedającego.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Klient woli mieszkania nie kupić, niż przepłacić

Pro

Anton Bubiel zauważa jednak, że są transakcje, w których ten sam pośrednik wykonuje konkretne czynności również na rzecz kupującego: pomaga w kompletowaniu dokumentów, prowadzi negocjacje, pomaga z kredytem. – Można sobie wyobrazić model, w którym świadczy usługę obu stronom i od obu otrzymuje wynagrodzenie – mówi. – Największym problemem jest potencjalny konflikt interesów, szczególnie przy negocjowaniu ceny, ponieważ sprzedający chce sprzedać jak najdrożej, a kupujący kupić jak najtaniej. Dlatego kluczowa jest dla mnie nie tyle sama liczba stron płacących prowizję, ile pełna transparentność: kogo pośrednik reprezentuje, jakie konkretnie usługi świadczy każdej ze stron i za co dokładnie każda z nich płaci. Jeżeli te kwestie są jasno określone, obie strony się na nie godzą i kwestie ewentualnego konfliktu interesów są odpowiednio uregulowane, nie widzę powodu, żeby taki model z góry wykluczać. Trzeba jednak zachować możliwość, żeby sprzedający miał swojego agenta, kupujący swojego, a każdy z nich reprezentował i rozliczał się ze swoim klientem.

SonarHome.pl podaje, że najczęściej stosowane prowizje przy sprzedaży mieszkania to 2–3 proc. wartości nieruchomości. Stawka zależy od zakresu usługi, jest ustalana indywidualnie.

– Już dziś działają agencje i pośrednicy, którzy pobierają wynagrodzenie wyłącznie od jednej strony transakcji, więc nie byłaby to rewolucja nieznana polskiemu rynkowi – mówi Anton Bubiel. – W takim modelu sprzedający zleca pośrednikowi sprzedaż i płaci za usługę, kupujący może obejrzeć i kupić nieruchomość bez obowiązku zawierania umowy z agentem sprzedającego. Jeżeli natomiast kupujący chce mieć własnego doradcę, który będzie reprezentował jego interesy, powinien nadal mieć możliwość zatrudnienia osobnego pośrednika i rozliczenia się właśnie z nim.

Czytaj więcej

Mniej mieszkań z drugiej ręki. Ostra konkurencja z deweloperami

Pomysł pobierania wynagrodzenia tylko od jednej strony transakcji budzi wątpliwości ekspertów Freedom. – Rozumiemy intencję ustawodawcy, jaką jest zwiększenie przejrzystości i eliminowanie sytuacji, w których klient nie wie, komu i za co płaci. Nie zgadzamy się jednak z założeniem, że samo otrzymywanie wynagrodzenia od obu stron transakcji automatycznie oznacza konflikt interesów – mówi Łukasz Kruszewski, członek zarządu Freedom. – Kupujący i sprzedający mogą mieć zupełnie inne potrzeby, a pośrednik może świadczyć na ich rzecz dwie odrębne usługi – podkreśla.

Jak dodaje, sprzedający oczekuje przygotowania nieruchomości do sprzedaży, promocji oferty, znalezienia nabywców i prowadzenia procesu transakcji. – Kupujący potrzebuje wyszukania nieruchomości, analizy dokumentów, oceny ryzyka, wsparcia w finansowaniu czy przeprowadzenia przez proces zakupu – wylicza. – Dlatego konfliktu interesów nie powinno się definiować wyłącznie na podstawie tego, kto płaci. Znacznie ważniejsze jest to, komu pośrednik świadczy usługę, jaki jest jej zakres, jakie przyjmuje obowiązki oraz czy klient ma pełną wiedzę o modelu współpracy i wynagrodzeniu.