Procedury sądowe powinny być nie tylko zrozumiałe dla obywateli, ale tym bardziej racjonalne, a sądy powinny baczyć by ich nieracjonalność nie blokowała prawa do sądu, gdyż podcina to zaufanie do nich i bywa po prostu niesprawiedliwe.

W ostatni czwartek siedmiu sędziów Izby Pracy SN badało jedną z takich widocznych gołym okiem nieracjonalności w sprawach o dobrowolne ubezpieczenia chorobowe, masowo w Polsce stosowane i arcyważne dla ubezpieczonych. Otóż w tych sprawach tzw. próg kasacyjny ustalony jest na 10 tys. zł, co znaczy, że wartość sporu musi przekraczać tę kwotę, aby odwołanie mogło trafić do Sądu Najwyższego, często ostatniej deski ratunku.

Czytaj więcej

Ryszard Sadlik: Minął trudny rok w sądownictwie

Nie było jasności, jak go liczyć, a wcześniejsza praktyka była taka, że liczono go na podstawie składki ubezpieczeniowej nawet w części nieoddającej wagi sprawy.

Powódka, która przegrała w niższych instancjach, oznaczyła go na 18 tys. zł jako wartość spodziewanego świadczenia, a sąd ustalił ją na 130,6 zł – jako sumę uiszczonych składek w tym okresie, więc skarga kasacyjna została odrzucona, nie docierając do SN. Na jej szczęście do SN trafiło pytanie prawne, jak sądy powinny postępować w takich sytuacjach.

Prawnik powódki mówił, że ubezpieczonym chodzi o konkretne świadczenia macierzyńskie lub chorobowe, a nie składki oczywiście znacznie niższe od świadczenia. A prawnik ZUS, że w wielu sprawach spór dotyczy tylko składek, a nie świadczeń, które zresztą na tym etapie trudno ustalić, i czy sąd byłby w stanie to weryfikować. Być może należałoby znieść ten próg, jak to jest przy obowiązkowych ubezpieczeniach społecznych. Sąd Najwyższy nie zraził się tymi dodatkowymi zadaniami i orzekł, że o dostępie do SN decydować powinna realna wartość sporu. Tam gdzie chodzi o świadczenie – jego wysokość, a gdzie o składki – ich wartość.

Nie ma niestety procedur sądowych bez formalnych rygorów, terminów, progów odwoławczych, i rozlicznych obowiązków procesowych, choćby związanych z covidem i postępującą, ale wciąż nieopanowaną przez wszystkich elektronizacją sądów. Zwykle są one ustanawiane, aby usprawnić sądową maszynerię, odciążyć ją od błahych spraw zwłaszcza w wyższych instancjach, zwłaszcza w SN. Ale te obciążenia nie mogą być nieracjonalne i sądy powinny je szybko dostrzegać.