MATERIAŁ POWSTAŁ W RAMACH PROJEKTU BEZPIECZEŃSTWO ŻYWNOŚCIOWE    

O sile sektora decydują dziś gospodarstwa towarowe, czyli te, które produkują na rynek, są zdolne do rozwoju i są powiązane z całym łańcuchem żywnościowym. Potwierdzają to statystyki. Dane GUS pokazują, że polskie rolnictwo od dawna nie produkuje już tylko na własne potrzeby. W 2023 r. 77,6 proc. gospodarstw prowadziło produkcję na rynek, a 71 proc. produkowało głównie lub wyłącznie na sprzedaż. Jednocześnie 60,1 proc. gospodarstw prowadziło wyłącznie produkcję roślinną, 39,4 proc. łączyło produkcję roślinną i zwierzęcą, a tylko 0,5 proc. zajmowało się wyłącznie produkcją zwierzęcą.

W porównaniu z 2020 r. liczba gospodarstw prowadzących tylko produkcję zwierzęcą spadła o 30,4 proc., a gospodarstw mieszanych – o 15,2 proc. Te liczby pokazują kierunek zmiany. Polska nadal ma sporo małych gospodarstw, ale to nie one w największym stopniu decydują o zaopatrzeniu przetwórstwa i o pozycji eksportowej kraju. Eksperci zwracają uwagę, że podstawą sektora są dziś gospodarstwa towarowe. To one tworzą bazę surowcową dla przemysłu rolno-spożywczego, a więc dla tej części gospodarki, która ma znacznie większe znaczenie, niż zwykle się zakłada.

Potwierdzają to dane o eksporcie i produkcji przemysłowej. W 2025 r. wartość sprzedaży polskich towarów rolno-spożywczych za granicę osiągnęła rekordowe 58,4 mld euro, import wyniósł 38,6 mld euro, a dodatnie saldo handlu sięgnęło 19,8 mld euro. Rok wcześniej dział „Artykuły spożywcze” miał największy udział w wartości produkcji sprzedanej wyrobów przemysłowych w Polsce i wyniósł 19,2 proc. W samym tym dziale największą pozycję stanowiły mięso i wyroby z mięsa – 31,2 proc.

Jaka przyszłość rolnictwa

To oznacza, że rolnictwa nie da się dziś analizować osobno od przemysłu spożywczego. Z punktu widzenia gospodarki oba te obszary tworzą jeden system. Jeśli słabnie produkcja rolna, z czasem słabnie też przetwórstwo. Jeśli maleje krajowy surowiec, rośnie zależność od importu. Jeśli nie opłaca się hodowla lub uprawa, problemy zaczynają dotykać też zakładów, transportu, handlu i eksportu. W tym sensie pytanie o model gospodarstwa jest jednocześnie pytaniem o trwałość polskiej suwerenności żywnościowej. Eksperci zwracają uwagę, że jednym z najważniejszych punktów jest dziś opłacalność produkcji. W wielu segmentach, zwłaszcza w produkcji roślinnej, coraz trudniej utrzymać się bez odpowiedniej skali albo specjalizacji. O wyniku ekonomicznym decyduje nie tylko plon, ale również koszt nawozów, energii, suszenia, transportu, kredytu i presja cenowa na rynku światowym. Dlatego bardziej odporne są gospodarstwa większe, wyspecjalizowane albo dobrze powiązane z rynkiem zbytu. Najbardziej narażona pozostaje rozdrobniona produkcja roślinna, zwłaszcza tam, gdzie nie ma stabilnego odbioru.

Na przyszłość rolnictwa wpływa też relacja między produkcją roślinną i zwierzęcą. Duża część krajowej produkcji zbóż znajduje ekonomiczne uzasadnienie wtedy, gdy jest zagospodarowana w produkcji paszowej. Gdy spada pogłowie zwierząt, problem nie dotyczy wyłącznie hodowców. Oznacza też słabszy popyt na zboża, większą presję nadwyżek na rynku i pogorszenie sytuacji gospodarstw nastawionych na produkcję roślinną. Dane GUS pokazują, że pogłowie świń w Polsce nadal pozostaje niskie. Na początku grudnia 2025 r. wynosiło 9225,2 tys. sztuk i było tylko o 1,6 proc. wyższe niż rok wcześniej. W praktyce oznacza to raczej niewielkie odbicie niż zasadniczą zmianę trendu. To ważne nie tylko z punktu widzenia rynku wieprzowiny. Spadek znaczenia hodowli świń zmienia także strukturę popytu na zboża paszowe.

Eksperci wskazują, że kiedy maleje krajowa produkcja zwierzęca, zwłaszcza w jednym z najważniejszych segmentów, skutki szybko rozchodzą się po całym sektorze. Zmienia się opłacalność upraw, słabnie baza surowcowa dla części przetwórstwa, rośnie presja importowa, a stabilność całego systemu staje się mniejsza.

Rolnik jak przedsiębiorca

Szczególnie ważna jest tu branża mięsna. Z jednej strony należy ona do najmocniejszych części polskiego sektora spożywczego. Z drugiej – to tu najbardziej widać zmianę modelu gospodarowania. W przypadku drobiu Polska pozostaje liderem w Unii Europejskiej. Według Eurostatu w 2024 r. odpowiadała za 20,5 proc. całej produkcji mięsa drobiowego w UE, czyli za 2,9 mln ton. Silna pozycja nie oznacza jednak braku problemów. Branża musi jednocześnie odpowiadać na wymagania środowiskowe, regulacyjne, społeczne i kosztowe. Właśnie dlatego coraz częściej mówi się nie tyle o rolniku, ile o producencie działającym jak przedsiębiorca. Jak mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, jesteśmy świadkami bardzo wyraźnej zmiany modelu funkcjonowania gospodarstw. – Nie powiedziałbym, że kończy się epoka tradycyjnego rolnika, ale na pewno przestaje ona wystarczać w warunkach dzisiejszego rynku. Skala, efektywność i zdolność do inwestowania pozostają kluczowe, ale dochodzą do nich nowe kompetencje: zarządzanie ryzykiem, znajomość regulacji, wykorzystanie technologii czy budowanie relacji w łańcuchu dostaw – zauważa prezes Choiński.

Jego zdaniem dzisiejszy producent mięsa coraz częściej funkcjonuje jak przedsiębiorca: analizuje dane, optymalizuje koszty, inwestuje w automatyzację, a jednocześnie musi odpowiadać na oczekiwania dotyczące dobrostanu zwierząt, śladu środowiskowego czy transparentności produkcji. To oznacza przejście od modelu opartego głównie na doświadczeniu do modelu opartego na wiedzy, kapitale i zarządzaniu. Ta transformacja nie jest wyborem, tylko koniecznością. Presja regulacyjna i rynkowa powoduje, że gospodarstwa, które nie będą w stanie się profesjonalizować i integrować – czy to poprzez współpracę, czy większą skalę – będą stopniowo wypychane z rynku. – Jednocześnie trzeba powiedzieć, że ta zmiana wymaga wsparcia, stabilnych regulacji, dostępu do finansowania i partnerskich relacji w całym łańcuchu. Bez tego trudno oczekiwać, że wszyscy producenci będą w stanie przejść tę transformację w równym tempie – uważa prezes Choiński.

Punkt zwrotny branży mięsnej

Nie chodzi więc o prosty podział na rolnika tradycyjnego i farmera nowoczesnego, tylko o to, że doświadczenie, ciężka praca i przywiązanie do gospodarstwa już nie wystarczają, jeśli produkcja ma się rozwijać i konkurować. Potrzebne są także kapitał, wiedza, dostęp do technologii, stabilne regulacje i możliwość inwestowania. Na tę zmianę nakłada się jeszcze jedno zjawisko: wzrost wymagań wobec całego sektora mięsnego. Dotyczy to dobrostanu zwierząt, śladu środowiskowego, emisyjności, przejrzystości łańcucha dostaw, ale też komunikacji z konsumentem. To nie są już kwestie poboczne. Coraz mocniej wpływają na koszty, możliwości inwestycyjne i przewagę rynkową.

– Branża mięsna jest dziś w momencie przesilenia, ale nie nazwałbym go wyłącznie kryzysem. To raczej punkt zwrotny, który wymusza redefinicję modelu działania. Nie wystarczy już bronić się przed presją regulacyjną czy wizerunkową. Oczywiście, musimy reagować na nieproporcjonalne lub niespójne regulacje, ale równolegle konieczna jest aktywna przebudowa sektora w kierunku większej efektywności środowiskowej, lepszej komunikacji z konsumentem i większej transparentności – mówi Witold Choiński.

Według prezesa Związku Polskie Mięso przyszłość branży będzie zależeć od kilku kluczowych czynników. Po pierwsze, od zdolności do adaptacji: wdrażania technologii, ograniczania emisji, poprawy dobrostanu i efektywności produkcji. Po drugie, od siły organizacji branżowych i spójnego głosu sektora w dialogu z administracją i opinią publiczną. Po trzecie, od tego, czy uda się utrzymać konkurencyjność kosztową wobec producentów spoza Unii Europejskiej. – Ci, którzy będą w stanie się dostosować, mogą wyjść z tego procesu silniejsi, bardziej konkurencyjni i lepiej przygotowani na wymagania rynku globalnego. Natomiast cena braku zmiany będzie bardzo konkretna: utrata konkurencyjności, marginalizacja na rynku, a w skrajnym przypadku wypchnięcie produkcji poza Europę. I to byłby scenariusz niekorzystny nie tylko dla branży, ale także dla bezpieczeństwa żywnościowego i gospodarki kraju – zaznacza Witold Choiński.

Brakuje strategii

Dyskusja o przyszłości rolnictwa nie może zatem ograniczać się do pytania o wielkość gospodarstwa. Ważniejsze staje się to, czy gospodarstwo potrafi funkcjonować w nowym otoczeniu. Oznacza to umiejętność liczenia kosztów, korzystania z danych, zarządzania ryzykiem, dostosowania się do regulacji i współpracy w ramach całego łańcucha dostaw. W tym sensie coraz częściej używa się słowa „farmer” nie jako określenia wielkiego właściciela ziemskiego, ale nowoczesnego producenta rolnego. Pozostaje on związany z miejscem i gospodarstwem, ale musi je prowadzić coraz bardziej jak przedsiębiorstwo. Na tempo tej zmiany wpływa nie tylko rynek. Duże znaczenie ma też otoczenie instytucjonalne. Eksperci zwracają uwagę na brak długiej strategii wobec struktury gospodarstw, produkcji zwierzęcej, formalizacji dzierżaw, biogazowni czy inwestycji w nowe obiekty inwentarskie.

W praktyce rolnictwo reaguje dziś głównie na kolejne kryzysy: cenowe, kosztowe, geopolityczne i klimatyczne. Znacznie słabiej widać rozwiązania, które miałyby porządkować strukturę sektora i wzmacniać jego zdolność do rozwoju. Duże znaczenie ma też kwestia finansowania. Gospodarstwo towarowe potrzebuje dziś obok ziemi i sprzętu zdolności kredytowej i stabilnych warunków inwestowania. Tam, gdzie ziemia jest rozdrobniona, a dzierżawy mają nieformalny charakter, trudniej korzystać z kredytu, wykazać trwałość gospodarstwa i planować rozwój na kilka lat naprzód.

To szczególnie ważne w produkcji zwierzęcej, która wymaga dużych nakładów i długiego horyzontu inwestycyjnego. Dlatego przyszłość polskiego rolnictwa będzie zależała przede wszystkim od gospodarstw towarowych zdolnych produkować na rynek, inwestować i utrzymać bazę surowcową dla przemysłu spożywczego. A równocześnie cały system pozostaje wrażliwy: na spadek pogłowia zwierząt, zaburzenia rynku zbóż, wzrost kosztów, presję regulacyjną i konkurencję spoza Unii Europejskiej. Z dzisiejszych danych i diagnoz ekspertów wynika więc, że coraz większe znaczenie ma model farmera rozumianego jako nowoczesny producent rolny. Nie zrywa on z tradycją ani lokalnością, ale ma świadomość, że w rolnictwie coraz trudniej będzie utrzymać się bez skali, specjalizacji, wiedzy, inwestycji i powiązania z całym łańcuchem rolno-spożywczym. I to od takich gospodarstw będzie w największym stopniu zależeć pozycja polskiej żywności na rynku oraz znaczenie krajowej suwerenności żywnościowej.

MATERIAŁ POWSTAŁ W RAMACH PROJEKTU BEZPIECZEŃSTWO ŻYWNOŚCIOWE