Kiedy słyszymy o problemie dzikich zwierząt w Warszawie, pierwsza myśl pada na Polski Związek Łowiecki. Słusznie?

Niesłusznie – i to jest jedno z najczęstszych nieporozumień w tej debacie. Polski Związek Łowiecki gospodaruje populacjami zwierząt na terenach obwodów łowieckich. Warszawa – podobnie jak większość polskich miast – obwodem łowieckim nie jest. Kto więc zarządza dzikami w mieście? To zależy od miasta. W Warszawie robią to Lasy Miejskie, w Olsztynie dwóch panów z Ekopatrolu, w Gdańsku Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Włodarze miast zlecają konkretnym podmiotom wypłaszanie, odławianie, uśmiercanie. Prawo łowieckie – art. 45, ust. 4 – mówi tylko tyle, że gdy decyzja administracyjna przewiduje odstrzał, musi go wykonać członek PZŁ. Ale to nie jest polowanie.

Czytaj więcej

Podróż z psem, kotem lub fretką - nowe zasady w całej Unii

Skala problemu w Warszawie jest faktycznie tak poważna, jak się mówi?

Jeszcze dwa lata temu zakładano, że w Warszawie żyje około tysiąc dzików. W zeszłym roku przeprowadzono inwentaryzację termowizyjną z nalotami samolotowymi – wyszło ponad trzy tysiące osobników. Dziś może być ich już pięć tysięcy. Do tego dochodzą twarde liczby: ponad 120 ataków na ludzi w ubiegłym roku, ponad 8800 interwencji służb, 341 kolizji drogowych, kilkadziesiąt ataków na psy. Mamy przykłady z Brwinowa, gdzie dziki rozszarpały maltańczyka, z Otwocka, gdzie zabiły kundelka, z Chrzanowa, gdzie ofiarą padł kot. Nie mówię, że to wina dzika – pies podbiegnie, szczeknie, warchlak kwiknie i locha może stać się agresywna. To normalne zachowanie. Ale my nie jesteśmy w stanie ocenić, czy locha leżąca pod blokiem jest bezpieczna. Przejdę koło niej tysiąc razy. A za tysiąc pierwszym razem coś jej się nie spodoba – zapach, kolor kurtki, cokolwiek i może zaatakować.

Skąd taki przyrost populacji?

Kilka czynników nakłada się naraz. Po pierwsze – baza pokarmowa. Każdy śmietnik to dla dzika restauracja. Ulice, parki, osiedla – to jest dla nich fast food na każdym rogu. Po drugie – klimat. Gdy za Warszawą jest minus 15, w mieście jest minus 10. Dzik nie musi wydatkować tyle energii, żeby przeżyć zimę. Po trzecie – zmiany w biologii samego zwierzęcia. Kiedyś locha rodziła w wieku trzech lat, przy wadze około 70 kilogramów. Dziś loszka ważąca 30 kilo, urodzona w styczniu, jesienią może już mieć warchlaki. Okres godowy – huczka – kiedyś przypadał na listopad i grudzień. Teraz trwa praktycznie przez cały rok, choć apogeum pozostaje w tych samych miesiącach. Zwiększyła się też liczba młodych w jednym miocie. Kiedyś miot liczył 7-8 warchlaków, dzisiaj potrafi być ich nawet 14-15.

Dlaczego nie można dzików po prostu złapać i wywieźć za miasto?

To byłoby najlepsze rozwiązanie, ale niestety jest to niemożliwe. Problemem jest ASF – afrykański pomór świń. Rozporządzenie wykonawcze Komisji Europejskiej z 2023 r. zakazuje relokacji dzików i jest to zakaz bezwzględny, na poziomie unijnym. Należy pamiętać, że Polska jest jednym z liderów produkcji trzody chlewnej, a ASF właśnie zagraża tej produkcji. Warszawa leży w niebieskiej strefie ochronnej – za Lasem Kabackim zaczyna się już strefa różowa, więc nie ma żadnej możliwości na odławianie i przewożenie dzików z tych terenów.

Czytaj więcej

Dziki w miastach - czy naprawdę trzeba strzelać? Przepisy i interpretacje

Jakie metody faktycznie są stosowane?

Dwie główne. Odłów z uśmierceniem i odstrzał – tam, gdzie to możliwe, czyli z dala od zabudowań. Obowiązuje przepis 150 metrów od budynków, musi być bezpieczne pole ostrzału. Aktualne decyzje administracyjne przewidują odstrzał około stu osobników. Pozostałe – około czterystu – to odłów z uśpieniem i następnie uśmiercenie. I właśnie takie uśmiercenie miało miejsce na Bemowie, gdzie lochy z warchlakami zostały zamknięte na placu zabaw. W tym przypadku nie było możliwości bezpiecznego ich wypędzenia do lasu. Poza tym nie było wiadomo, jak zareagowałaby locha.

Kiedyś locha rodziła w wieku trzech lat, przy wadze około 70 kilogramów. Dziś loszka ważąca 30 kilo, urodzona w styczniu, jesienią może już mieć warchlaki.

Słyszę argument, że myśliwi sami płoszą dziki do miast swoją działalnością.

To można włożyć między bajki. Gdyby to polowanie wpędzało dziki do miast, to w obwodach łowieckich tych dzików już by nie było. A tak się nie dzieje, cały czas jest ich bardzo dużo. I nie jest tak, że dziki wchodzą do miast z sąsiadujących z aglomeracjami obwodów. Bywa nawet odwrotnie. Ja poluję w pierwszym obwodzie pod Warszawą – kilka lat temu strzelaliśmy tam 4-5 dzików rocznie. Dwa lata temu – 12. W ostatnim sezonie – 50. I to nie są dziki, które urodziły się w tym obwodzie i tu bytują, duża część z nich przychodzi do nas na okres wiosenno-jesienny właśnie z miasta, a potem wracają. Dlaczego? Bo młode, które urodzą się w mieście traktują je jako teren bezpieczny, nie znają innego środowiska i dlatego też nawet wypędzone poza miasto po jakimś czasie do niego wracają. Ponadto dziki to inteligentne zwierzęta i szybko uczące się.

A antykoncepcja dla dzików?

Jak na razie żaden środek antykoncepcyjny nie jest w Polsce dopuszczony do stosowania. Poza tym sam sposób podawania jest niewyobrażalny w praktyce – wysypywać im to z karmą? Ale wtedy jedzą też inne gatunki. Uśpić każdego dzika i podać zastrzyk? Przy pięciu tysiącach osobników to jest nierealne. Mówi się też o rozwiązaniu wzorowanym na szczepionce przeciw wściekliźnie dla lisów – rozkładanej w terenie. Ale jaki przyniesie efekt i kiedy? Trudno powiedzieć.

Jak pan widzi wyjście z tej sytuacji?

Nie ma jednego prostego rozwiązania – trzeba stosować wszystkie metody równocześnie. Redukcja populacji przez odłowy i odstrzały – choć 500 sztuk to kropla w morzu przy miejskiej populacji, która liczona jest już w tysiącach osobników. Zmiana gospodarki przestrzennej, i tutaj trzeba zaznaczyć, że Lasy Miejskie już to robią, a najlepszym przykładem jest 300 tysięcy nasadzeń dębu, buka, czereśni, żeby przyciągnąć dziki z powrotem do lasów. I przede wszystkim – edukacja społeczeństwa. Trzeba zrozumieć, że miasto nie jest przestrzenią do życia dla tych zwierząt – nie w takiej liczbie. A problem będzie narastał, dopóki nie zmienią się przepisy dotyczące relokacji. Lasy Miejskie zwracały się w tej sprawie do ministerstwa wielokrotnie.

Czytaj więcej

Dziki „podbijają” polskie miasta. „Konflikty będą eskalować”