Zadania z zakresu gospodarowania populacją dzików są w polskim prawie rozproszone. Polski Związek Łowiecki, który pierwszy przychodzi na myśl w tej sprawie, gospodaruje zwierzyną w obwodach łowieckich, a te – co do zasady – nie obejmują miast. Na terenach zurbanizowanych działania wykonują podmioty wyznaczane przez władze miast, np. w Warszawie są to Lasy Miejskie, w Olsztynie Ekopatrol, a w Gdańsku – Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Przepisy prawa łowieckiego zastrzegają tylko, że fizyczne wykonanie odstrzału decyzyjnego należy do członka PZŁ.
Samorządy i podmioty wykonujące interwencje podnoszą przede wszystkim argument bezpieczeństwa. Mariusz Wrona z warszawskich Lasów Miejskich w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wskazuje na skalę zjawiska: „Tylko w tym roku, od stycznia, Lasy Miejskie odnotowały już 1400 interwencji związanych z dzikami. W zeszłym roku było ich blisko 9 tys.”. Dodaje również, że 121 zgłoszeń w zeszłym roku dotyczyło ataków. Choć część z nich może wynikać z subiektywnych odczuć mieszkańców, to są one wyrazem realnej obawy o bezpieczeństwo.
Poza tym fizyczne ataki się zdarzają. – W Wołominie dzik zaatakował starszą kobietę. W kwietniu na Bemowie ranny został mieszkaniec – trafił do szpitala z głęboką raną uda. W Gdyni konieczna była interwencja ratująca życie. Odnotowuje się także ataki na psy, w tym śmiertelne. Choć nie znam przypadku śmiertelnego ataku na człowieka, to poważne obrażenia są faktem – relacjonuje Wrona.
Czytaj więcej
– Nastąpił splot warunków, powodujących szybkie zwiększanie się populacji dzików w dużych ośrodkach miejskich – mówi „Rzeczpospolitej” ekspertka. P...
Zachowanie zwierzęcia bywa nieprzewidywalne. Miasto ma więc obowiązek reagować wcześniej, zanim dojdzie do ciężkiego incydentu. – Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy locha leżąca pod blokiem nie stwarza zagrożenia. Przejdę koło niej tysiąc razy. A za tysiąc pierwszym coś jej się nie spodoba – zapach, kolor kurtki czy cokolwiek innego. I może zaatakować – mówi „Rzeczpospolitej” Wacław Matysek z Polskiego Związku Łowieckiego, myśliwy z 30-letnim stażem.
Ten argument nie zamyka jednak sporu. W ocenie dr hab. Cezarego Błaszczyka z Wydziału Prawa i Administracji UW w przypadku argumentu dotyczącego bezpieczeństwa ludzi, trzeba zachować proporcje. – Zwierzęta na ogół unikają kontaktu z człowiekiem, a przypadki ataków, choć realne i czasem groźne, pozostają mimo wszystko rzadkie w relacji do skali obecności dzików – zaznacza w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
– To nie znaczy, że problem można zlekceważyć. Miasto ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo mieszkańców. Ale państwo ma również obowiązki wobec zwierząt, także dzikich, bo ochrona zwierząt nie kończy się na tych domowych czy gospodarskich. Właśnie dlatego nie wolno sprowadzać całego problemu do prostego hasła: dzik pojawił się w mieście, więc trzeba strzelać – dodaje prawnik.
Czytaj więcej:
Gdy dziki stanowią realne zagrożenie, gmina może wystąpić do starosty o wydanie decyzji zezwalającej na odstrzał redukcyjny. Sama nie może zlecać b...
Pro
Spór o art. 45 ust. 3 Prawa łowieckiego
Podstawą prawną decyzji o uśmierceniu dzików na terenie miasta jest art. 45 ust. 3 Prawa łowieckiego. – Prawo łowieckie przewiduje, że w przypadku szczególnego zagrożenia dla funkcjonowania obiektów publicznych, decyzję wydaje starosta. Warszawa jest miastem na prawach powiatu – wyjaśnia Wrona. I dodaje, że obecnie Lasy Miejskie dysponują decyzją uprawniającą do odłowu z uśmierceniem 400 dzików i odstrzału kolejnych 100.
Ekspert z Wydziału Prawa i Administracji UW porządkuje przy tym dwie dostępne ścieżki administracyjne. – W realiach miejskich odstrzał powinien być wyjątkiem, bo jego przeprowadzenie wymaga odpowiednio dużej odległości od zabudowań i bezpiecznych warunków. Dlatego w mieście mówimy raczej o odłowie, a następnie o uśmierceniu zwierzęcia, a nie o klasycznym odstrzale – zaznacza Błaszczyk. Druga ścieżka wynika z przepisów weterynaryjnych dotyczących zwalczania chorób zakaźnych zwierząt. Wówczas decyzje podejmują organy weterynaryjne lub wojewoda.
W tym właśnie miejscu rozpoczyna się spór prawny. Adw. Karolina Kuszlewicz, która specjalizuje się w ochronie praw zwierząt, uznaje warszawską praktykę za wadliwą. – Zabijanie dzików w mieście nie jest ani polowaniem, ani odstrzałem sanitarnym związanym z afrykańskim pomorem świń (ASF) – mówi „Rzeczpospolitej”. Przypomina też, że art. 45 ust. 3 Prawa łowieckiego ma dotyczyć postępowania wyjątkowego, które nie jest przewidziane do masowego, regularnego stosowania jako podstawowej metody reagowania na obecność dzików.
Adwokatka wskazuje na ustawowy próg kwalifikowanego zagrożenia. – Decyzja może być wydana wyłącznie w sytuacji szczególnego, kwalifikowanego zagrożenia – tzw. zagrożenia drugiego stopnia, a nie potencjalnego ryzyka – dla konkretnych obiektów użyteczności publicznej bądź produkcyjnych. W Warszawie to prawo zostało kompletnie wypaczone. Wydawane są blankietowe decyzje na odstrzał nawet do 500 dzików, oparte na ogólnie sformułowanym zagrożeniu – ocenia.
Jej zdaniem, w obecnej sytuacji samorządy mają przede wszystkim obowiązek stosować metody nieśmiercionośne, co wynika również z ustawy o samorządzie gminnym, która nakłada obowiązek działań m.in. w zakresie ochrony środowiska.
ASF blokuje relokację
Druga oś sporu biegnie na poziomie unijnym. – Rzeczywiście dziś relokacja dzików jest prawnie niedopuszczalna. Obowiązujące przepisy pozwalają co najwyżej na odłów połączony z uśmierceniem zwierzęcia albo, w określonych warunkach, na odstrzał. W praktyce kluczowe znaczenie ma tu prawo unijne. Rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) 2023/594 w art. 48 wprowadza surowe ograniczenia w przemieszczaniu dzikich świń z obszarów objętych ograniczeniami. I to właśnie ten reżim prawny zamyka dziś drogę do zwykłej relokacji – tłumaczy Błaszczyk.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi potwierdza tę wykładnię w odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”. – Zakaz dotyczy przemieszczania zarówno między państwami członkowskimi, jak i wewnątrz jednego kraju, a jego modyfikacja wymaga inicjatywy legislacyjnej na poziomie unijnym. Obecnie nie ma informacji o prowadzonych pracach w tym zakresie – informuje resort.
Czytaj więcej:
Ponad 20 mld zł kosztowała Polskę nieskuteczna walka z Afrykańskim Pomorem Świń. Dlaczego tak nieskutecznie zwalczamy ASF i jak to zaszkodziło pols...
Pro
Minister Stefan Krajewski w TVN24 zajął stanowisko jeszcze bardziej stanowcze. – Cała Europa ma podobne podejście. Nikt nie wyłącza żadnych obszarów w Polsce. Walczymy z ASF i musimy słuchać ekspertów, naukowców. Zdanie polityków, samorządowców, działaczy społecznych musi zejść na drugi plan, jeśli chcemy tę walkę wygrać – powiedział.
Samorządy bezskutecznie próbowały uruchomić tryb derogacji. – W kwietniu 2025 r. wystąpiliśmy do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z postulatem, żeby ministerstwo zwróciło się do Komisji Europejskiej o niestosowanie artykułu 48 – tego zakazującego przemieszczania dzików. Dostaliśmy odpowiedź, że ministerstwo nie widzi takiej możliwości – przypomina Wrona.
Luka, której nie sprawdzono? Wyjątek weterynaryjny
Adw. Kuszlewicz zwraca uwagę, że prawo unijne zakazuje relokacji dzików i adresuje ten zakaz do operatorów – każdego podmiotu sprawującego pieczę nad zwierzęciem, ale z wyjątkiem lekarza weterynarii. – Nikt, ani miasto, ani Ministerstwo Rolnictwa, nie chcą się zastanowić, czy przy udziale lekarza weterynarii nie można byłoby w uzasadnionych przypadkach przewieźć dzików – wskazuje.
– Skoro np. niedawno na Mokotów przyjeżdżała lekarz weterynarii, by podać środki farmakologiczne do uśmiercenia zwierzęcia, to pytanie, dlaczego ten sam lekarz nie mógłby uczestniczyć w bezpiecznym przewiezieniu. Zwłaszcza, że badania pokazują, iż nosicielstwo ASF wśród dzików jest naprawdę rzadkie. Wszyscy powtarzają jak mantrę, że nic się nie da zrobić. Ale to wymaga weryfikacji – dodaje.
Czytaj więcej
W listopadzie Małgorzata Golińska, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, w piśmie urzędowym do myśliwych, pisze „proszę o dalsze intensywne p...
Sporu nie rozstrzyga też epidemiologia. – W debacie o ASF często upraszcza się mechanizm rozprzestrzeniania choroby. Przyrodnicy od dawna zwracają uwagę, że to nie wygląda tak, iż dzik podchodzi do chlewu, ociera się o świnie i w ten sposób automatycznie przenosi wirusa. Istotnym wektorem bywa człowiek, który po kontakcie z dzikami, także podczas polowań, może przenosić wirusa na odzieży, obuwiu czy sprzęcie, choć sam na ASF nie choruje – zauważa Błaszczyk.
Co ciekawe, uśmiercone dziki są badane pod kątem ASF. Jednak zbadanie żywego dzika – jak przekonują Lasy Miejskie – nadal prawnie nic by nie zmieniło, bo unijne rozporządzenie zakazuje wprost przemieszczania dzików na całym terytorium państwa – niezależnie od tego, czy są zdrowe, czy nie.
Prawo zawęża wybór, ale nie kończy sporu
Społeczne emocje wywołał też sposób przeprowadzenia interwencji w stolicy, co ujawniły w mediach społecznościowych zdjęcia – tusze zwierząt leżące na trawniku czy wkładane do kontenerów. – To prawda – w tamtym przypadku cały proces był widoczny dla postronnych. Będziemy starać się, żeby tak nie było. Rozważamy stosowanie parawanów lub płacht zasłaniających – zapowiada Wrona. Sprawą zajął się też rzecznik praw obywatelskich, wskazując m.in. na wątpliwości co do wymaganej odległości 150 metrów od zabudowań podczas odstrzału.
Podsumowując, w sprawie dzików w miastach państwo ma niewielkie pole manewru. Rząd i miasta uznają art. 48 unijnego rozporządzenia za bezwzględną przeszkodę w relokacji dzików, dlatego sięgają po odłów z uśmierceniem albo odstrzał. Spór nie dotyczy więc już tylko samych interwencji, ale także tego, czy spełnione są przesłanki do wydania takich decyzji. Wydaje się, że dopóki sprawa nie zostanie zweryfikowana w postępowaniu przed sądem, samorządy będą tkwić w potrzasku między obowiązkiem zapewnienia bezpieczeństwa a zakazem wywozu dzików, nawet jeśli nie są one nosicielami wirusa ASF.