W ostatnich dniach dwa nagrania stały się hitem w mediach społecznościowych. Na jednym z nich widać Edwarda Warchockiego, humanoidalnego robota wyposażonego w osobowość internetowego influencera, który zagania dziki do lasu. Wcześniej humanoid m.in. złożył wizyty w Sejmie i w studiu Tańca z Gwiazdami, ale dopiero nagranie z dzikami przyniosło mu międzynarodową sławę. O jego wyczynie napisały portal Euronews i agencja Reutera, a tylko na profilu Warchockiego w serwisie X nagranie wyświetlono 3,8 mln razy.

Na drugim filmiku widać, jak prezes PiS Jarosław Kaczyński, podczas spotkania z dziennikarzami w Sejmie, opowiada o swoich doświadczeniach z dzikami. Nie byłoby w tym pewnie nic zaskakującego, gdyby nie odgłos chrumkania, który postanowił osobiście zaprezentować polityk.

I choć nagrania te mogą wywołać uśmiech, pokazują też skalę problemu  z obecnością dzików, z którym mierzy się część polskich miast.

Ostatnie tygodnie przyniosły szereg doniesień na temat dzików w miastach

Doniesienia lokalnych mediów z ostatnich tygodni wskazują, że można mówić o prawdziwej inwazji. Oto dobrze ilustrujące problem informacje – 12 kwietnia mieszkańcy Brwinowa w woj. mazowieckim zaalarmowali, że agresywna locha rozszarpała suczkę rasy shih tzu, wyprowadzoną na smyczy przez właściciela. Atak miał nastąpić tak szybko, że właściciel nie zdążył zareagować. Z kolei dyrektorka pobliskiego żłobka ograniczyła spacery dzieci z powodu strachu przed dzikami.

Czytaj więcej

Dzik, zwierzę niepożądane w mieście. Jak miasta ograniczają ich populacje?

W tym samym czasie warszawskie media poinformowały, że przy ul. Ceramicznej na Białołęce locha urodziła warchlaki wprost pod jednym z balkonów. W pobliżu, podobnie jak w Brwinowie, mieści się żłobek, a także przedszkole i szkoła. Wezwany na miejsce leśnik jedynie oznaczył teren taśmą i ustawił tabliczkę: „Uwaga dziki! Locha z warchlakami. Prosimy się nie zbliżać”.

Ludzie zaczynają kojarzyć się dzikom z jedzeniem, co powoduje, że wchodzą głębiej do miast. Zwierzęta dostrzegają też, że są to strefy wolne od polowań

Dr inż. Anna Wierzbicka, Wydział Leśny Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Taśmy i barierki ustawiono również na kampusie Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Warszawie. „Informujemy, że na terenie dziedzińca przyszły na świat młode dziki. W trosce o bezpieczeństwo wszystkich osób przebywających na terenie obiektu prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności” – wynika z komunikatu zamieszczonego przez uczelnię w mediach społecznościowych.

Bardziej zdecydowane kroki podjęto w święta wielkanocne na warszawskim Mokotowie. Tam uśmiercono siedem dzików: lochę oraz sześć młodych, które weszły na plac zabaw, a następnie ich zwłoki zapakowano do pojemników na odpady. Ponieważ działo się to na oczach mieszkańców, w tym dzieci, w sieci zawrzało, a do sprawy odniósł się nawet prezydent miasta Rafał Trzaskowski. Szczególnie że parę dni wcześniej dziki uśmiercono również na placu zabaw, tym razem w innej dzielnicy miasta – Bemowie.

– Populacja dzików rośnie w tempie geometrycznym i musimy coś z tym zrobić, bo bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Mamy coraz więcej ataków na ludzi; kiedyś ich albo nie było, albo były bardzo sporadyczne. W momencie, gdy dostajemy informację, że dziki są na placu zabaw, to musimy interweniować – powiedział prezydent. – Rozumiem wzburzenie obrońców praw zwierząt, ale jeżeli pytamy ich, czy widzą jakąkolwiek alternatywę, która mogłaby zadziałać w oparciu o obowiązujące przepisy, to ja żadnego racjonalnego pomysłu nie słyszałem – dodaje.

Przed epidemią ASF wyłapywane w miastach dziki wywoziło się do zagród leśnych. Dziś nielegalne jest tworzenie dużych skupisk tych zwierząt, więc dziki po prostu się zabija

dr inż. Anna Wierzbicka, Wydział Leśny Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Trzaskowski wyjaśnił, że w związku z przepisami, mającymi ograniczyć rozprzestrzenianie się Afrykańskiego Pomoru Świń, nie można dzików odławiać, a jedyną możliwością jest uśmiercenie. Liczba incydentów z udziałem tych zwierząt rośnie. Według informacji warszawskich Lasów Miejskich, w 2025 r. odnotowano 8,8 tys. zgłoszeń dotyczących dzików, w 2024 r. – 5,1 tys., a w 2023 r. – 4,7 tys. W ciągu dwóch lat ich liczba więc prawie się podwoiła.

Dlaczego w polskich miastach jest coraz więcej dzików

Dr inż. Anna Wierzbicka z Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu mówi „Rzeczpospolitej”, że uśmiercenie dzików na placu zabaw w Warszawie spowodowało zwrócenie uwagi opinii publicznej na obecność tych zwierząt w przestrzeni miejskiej, jednak problem rzeczywiście narasta. – Niektóre miasta borykają się z nim od co najmniej 20 lat, np. Trójmiasto. W innych dziki pojawiły się stosunkowo niedawno, np. w Poznaniu dopiero w okolicach pandemii – mówi badaczka. – Gdybym miała wskazać moment, w którym nastąpił splot warunków powodujących, że populacja dzików w miastach zaczęła szybko rosnąć, to byłoby to około dziesięć lat temu – dodaje.

Czytaj więcej

Kukurydziany rekord nad Wisłą

O jakich warunkach mowa? Jak wskazuje dr inż. Anna Wierzbicka, jednym z kluczowych powodów zwiększenia się populacji dzików w Polsce są coraz popularniejsze uprawy kukurydzy. – Dobre odżywienie dzięki tej uprawie powoduje, że samice przystępują szybciej do rozrodu i mogą mieć nawet trzy mioty rocznie. Szczególnie że część kukurydzy zostaje na polach aż do zimy, bo robi się z niej kiszonki. Większa przeżywalność młodych dzików jest też oczywiście spowodowana ociepleniem klimatu – dodaje.

Jej zdaniem dochodzą do tego czynniki typowo miejskie, jak chaotyczne planowanie przestrzenne, bez uwzględniania tzw. korytarzy ekologicznych. – Obserwuję to np. w Poznaniu, gdzie miasto rozrasta się w kierunku kompleksów leśnych w pobliżu Warty. Zwierzęta, w tym dziki, wykorzystują rzeki jako trasy wędrówek, zdobycia pożywienia, a gdy uniemożliwiają to siedliska ludzkie, wchodzą na posesje, gdzie uczą się zdobywania resztek ze śmietników. Ludzie zaczynają kojarzyć im się z jedzeniem, co powoduje, że dziki wchodzą głębiej do miast. Dostrzegają też, że są to strefy wolne od polowań – mówi.

O tym, jak to wygląda w praktyce, świadczy grafika, jaką zamieścił w mediach społecznościowych Michał Żmihorski, profesor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Widać na niej zdjęcia satelitarne fragmentu Warszawy z 2002 i 2025 r., z których porównania wynika, jak bardzo rozrosła się w tych latach zabudowa terenu. „Ach te wstrętne zwierzęta, coraz bardziej wchodzą do miast…” – napisał ironicznie.

Co można z tym zrobić? – Polskie rolnictwo w dużej mierze oparte jest o wieprzowinę, a rząd czuje się zobowiązany do ochrony tego sektora produkcji rolnej. Wynikają stąd rygory w walce z epidemią Afrykańskiego Pomoru Świń, przenoszonego przez dziki – mówi dr inż. Anna Wierzbicka. – Przed epidemią ASF wyłapywane w miastach dziki wywoziło się do zagród leśnych. Dziś nielegalne jest tworzenie dużych skupisk tych zwierząt, więc dziki po prostu się zabija – dodaje.

Zauważa, że uśmiercanie zwierząt w miastach, oprócz wątpliwości natury etycznej, wiąże się z wysokimi wydatkami. – Strzelanie z ostrej amunicji jest zabronione w pobliżu zabudowań, więc w takich sytuacjach używa się specjalnej broni do usypiania. Taka broń jest droga, dochodzą do tego wydatki na przeszkolenie personelu – mówi. I zaznacza, że w związku z tym musimy robić wszystko, by dziki po prostu nie wchodziły do miast.

Część mieszkańców miast uważa zabijanie dzików za niehumanitarne

Obecność dzików w pobliżu siedlisk ludzkich nie powoduje jednak tylko konfliktu na linii człowiek–natura, ale również napięcia społeczne. Chodzi o to, że część mieszkańców dużych miast uważa zabijanie tych zwierząt za niehumanitarne, czy wręcz za „rzeź”. Takie słowo znalazło się w nazwie protestu, który odbył się w środę przed warszawskim ratuszem.

Rozumiem wzburzenie obrońców praw zwierząt, ale jeżeli pytamy ich, czy widzą jakąkolwiek alternatywę, która mogłaby zadziałać w oparciu o obowiązujące przepisy, to ja żadnego racjonalnego pomysłu nie słyszałem

Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy

„23 marca br. Rafał Trzaskowski wydał kolejną decyzję o odstrzale i odłowie z uśmierceniem kolejnych 500 dzików, w tym dziczych matek z młodymi. W ciągu ostatnich kilku dni już doszło do tragicznych wydarzeń. Na placu zabaw na Bemowie zabito 4 matki z 12 maluchami. 5 kwietnia, w czasie Wielkanocy, życie straciło 7 dzików, w tym sześć młodych” – napisała w zaproszeniu na protest koalicja na rzecz zwierząt „Niech Żyją”. „Zabijanie trwa, bo dla wąskiej grupy osób jest opłacalne! Nie ma naszej zgody na przedmiotowe traktowanie zwierząt, na ich śmierć i cierpienie, na pogarszanie zdrowia psychicznego mieszkańców, będących co chwila świadkami okrutnych, barbarzyńskich praktyk” – zaprotestowała grupa.

Przeciw zabijaniu dzików protestują też takie inicjatywy jak „Dziki Zostają”, „Nie Trzaskać Dzików” i „Warszawski Ruch Antyłowiecki”. Ich zdaniem zabijanie dzików z powodu ASF jest absurdalne, bo z próbek pobranych w Warszawie nie wynika, by akurat w tym mieście zwierzęta przenosiły tego wirusa. Aktywiści zwracają też uwagę, że dziki w stolicy zachowują się najczęściej łagodnie.

– Proces synantropizacji, czyli przenoszenia się gatunków zwierząt do miast, nasila się od dziesięcioleci. W Europie nie ma już w zasadzie miasta, które nie miałoby problemu z którymś z gatunków. Jednocześnie obserwujemy zjawisko idealizowania przyrody przez część osób i nadawania zwierzętom cech ludzkich. Te dwie tendencje powodują, że konflikty społeczne mogą się niestety nasilać – podsumowuje dr inż. Anna Wierzbicka.