Na początek warto przypomnieć, że bezpieczeństwo żywnościowe zaczyna się nie w sklepie, a w gospodarstwie, które ma warunki do produkcji i rozwoju. Polskie rolnictwo zaś opiera się głównie na gospodarstwach towarowych, produkujących na rynek, zdolnych inwestować i powiązanych z całym łańcuchem rolno-spożywczym. Z nich pochodzi baza surowcowa dla przetwórstwa, eksportu i rynku krajowego. Jeśli produkcja zwierzęca słabnie, to uderza szerzej: w popyt na zboża paszowe, w wykorzystanie nawozów organicznych, w przetwórstwo i w całą stabilność systemu żywnościowego.

Dlatego tak ważne jest to, co aktualnie dzieje się w kwestii rolnictwa. Po pierwsze trwają prace nad ustawą o ochronie produkcyjnej funkcji wsi. 30 marca Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozpoczęło konsultacje projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Resort poinformował, że projekt ma dotyczyć konfliktów społecznych związanych z działalnością rolniczą oraz warunków prowadzenia produkcji na obszarach wiejskich. W materiałach ministerstwa są odniesienia do zmian w Kodeksie cywilnym i Kodeksie wykroczeń oraz do obowiązku informowania o typowych oddziaływaniach działalności rolniczej. Uwagi do projektu można zgłaszać do 30 kwietnia.

Po drugie, 7 kwietnia do Sejmu trafił prezydencki projekt ustawy o ochronie funkcji produkcyjnej wsi. W materiałach Kancelarii Prezydenta zapisano, że chodzi o spory związane z typowymi oddziaływaniami działalności rolniczej, takimi jak zapachy, hałas, pylenie oraz ruch maszyn i pojazdów, zwłaszcza tam, gdzie obok gospodarstw pojawia się zabudowa mieszkaniowa. Projekt przewiduje też próbę polubownego rozwiązania sporu, zanim sprawa trafi do sądu.

Te dwa projekty dotyczą przede wszystkim gospodarstw już istniejących i konfliktów, które powstają wokół ich codziennego funkcjonowania. Chodzi o sytuacje, w których komuś przeszkadza zapach, hałas, ruch maszyn albo prace prowadzone wcześnie rano czy sezonowo z większą intensywnością. Problem jest istotny, bo zabudowa mieszkaniowa coraz częściej zbliża się do terenów, na których produkcja rolna była prowadzona od lat. Ale z punktu widzenia hodowców i całego łańcucha żywnościowego równie ważne jest dziś coś innego, a mianowicie możliwość realizacji nowych inwestycji. I właśnie tutaj zaczyna się temat, który branża uważa za podstawowy. W praktyce coraz trudniej jest bronić istniejącej produkcji, ale przede wszystkim trudności dotyczą budowania nowej. Chodzi tu o wszystkie podstawowe obiekty produkcji zwierzęcej, czyli obory, chlewnie, kurniki, ale też zbiorniki na gnojowicę, płyty obornikowe, magazyny paszowe, silosy, instalacje wentylacyjne i całą infrastrukturę towarzyszącą. W tym samym pakiecie bardzo często pojawiają się biogazownie, które dla części gospodarstw nie są dodatkiem, ale częścią nowoczesnego modelu prowadzenia produkcji.

Ten problem wygląda podobnie w wielu gospodarstwach. Stara obora czy chlewnia stoi w środku zwartej zabudowy wsi, często w miejscu, gdzie nie da się już zwiększyć skali produkcji ani dostawić nowej infrastruktury. Nawet gdy rolnik chciałby zainwestować, dołożyć nowoczesne rozwiązania albo po prostu zbudować większy i bardziej funkcjonalny budynek, często nie ma gdzie tego zrobić. Rozbudowa w dotychczasowej lokalizacji bywa technicznie niemożliwa albo nie daje realnego efektu ekonomicznego.

Plany, czyli bariera

W takiej sytuacji jedynym wyjściem staje się przeniesienie produkcji poza zwartą zabudowę, na nowe miejsce. I właśnie tu pojawia się największa bariera. A są nią dziś coraz częściej plany ogólne gmin. Reforma planowania przestrzennego wprowadziła plan ogólny jako podstawowy dokument, który ma zastąpić dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. W połowie kwietnia rząd poinformował, że termin obowiązywania studiów został wydłużony do 31 sierpnia 2026 roku. Daje to gminom więcej czasu na uchwalenie planów ogólnych. Te dokumenty będą podstawą dalszego planowania lokalnego i decyzji o warunkach zabudowy.

Przepisy wykonawcze przewidują w planach ogólnych strefy, w których mogą pojawić się funkcje związane z rolnictwem. Mowa m.in. o strefie wielofunkcyjnej z zabudową zagrodową i strefie produkcji rolniczej. W tych strefach można przewidzieć teren zabudowy zagrodowej, teren produkcji w gospodarstwach rolnych, wielkotowarową produkcję rolną, a jako funkcje dodatkowe także biogazownie. Innymi słowy: prawo dopuszcza takie rozwiązania.

Jednak samo dopuszczenie nie oznacza jeszcze, że konkretna gmina zostawi na nie miejsce w swoim planie. I na tym polega dziś sedno problemu. W wielu gminach, zwłaszcza tam, gdzie rolnicy stanowią już niewielką część mieszkańców, a wieś coraz częściej pełni funkcję mieszkaniową albo rekreacyjną, rośnie presja, by nie przewidywać przestrzeni dla inwestycji, które mogą zostać uznane za uciążliwe. W praktyce może to oznaczać prosty mechanizm: stary budynek jeszcze zostaje, ale nowego już nie da się postawić. Rolnik może więc dalej prowadzić produkcję w dawnej lokalizacji, ale nie może jej przenieść w lepsze miejsce ani zbudować nowoczesnego obiektu kilometr dalej, nawet na własnym gruncie. To dotyczy i wielkich ferm, które budzą największe emocje, ale także inwestycji średnich i mniejszych, które z punktu widzenia gospodarstwa są po prostu próbą dostosowania się do współczesnych wymogów.

Wieś się starzeje

Produkcja zwierzęca jest dziś kapitałochłonna i obciążająca czasowo. Jeżeli ma się utrzymać, musi dawać dochód porównywalny z tym, co można osiągnąć w innych zawodach. Tymczasem gospodarstwo, które nie może zwiększyć skali, poprawić organizacji produkcji albo przenieść jej do nowoczesnego budynku, będzie miało coraz słabsze podstawy do rozwoju. Do tego dochodzi jeszcze problem demografii. Średni wiek rolnika w Polsce to około 46 lat. Produkcja zwierzęca wymaga dużych nakładów, codziennej pracy i stałej obecności w gospodarstwie, a następców jest coraz mniej. To oznacza, że jeśli ma się utrzymać, musi dawać szansę na rozwój i dochód porównywalny z tym, co można osiągnąć poza rolnictwem. Bez nowych inwestycji będzie o to coraz trudniej.

Dla produkcji zwierzęcej ten problem ma szczególne znaczenie. Nie jest to segment, który da się prowadzić przy okazji, jako dodatkowe zajęcie. Wymaga codziennej pracy, dużych nakładów i długiego planowania. Jeżeli młody człowiek ma zostać w takim gospodarstwie, musi widzieć sens ekonomiczny i perspektywę rozwoju. Gospodarstwo, którego nie można zmodernizować, zwiększyć skali albo przenieść produkcji do lepszej lokalizacji, będzie miało z tym coraz większy problem. W praktyce oznacza to, że część gospodarstw nie znajdzie następców nie tylko dlatego, że praca jest trudna, ale dlatego, że bez inwestycji nie daje ona już szansy na konkurencyjny dochód.

Skutki dla całego łańcucha

Branża podnosi też jeszcze jedną kwestię: bez rozwoju produkcji zwierzęcej słabnie sens części produkcji roślinnej. Krajowa produkcja zbóż znajduje ekonomiczne uzasadnienie również dzięki temu, że jest zagospodarowana w paszach. Gdy maleje pogłowie zwierząt, słabnie popyt na zboża paszowe, rośnie presja nadwyżek, pogarsza się sytuacja części gospodarstw roślinnych, a cały system staje się bardziej zależny od innych rynków. To nie jest więc temat zamknięty tylko do hodowli. To sprawa całego łańcucha żywnościowego.

Na tym tle branża zgłasza konkretne uwagi do obu projektów: prezydenckiego i ministerialnego.". Po pierwsze, chce, by ustawa mówiła wprost tak o utrzymaniu produkcji, jak i o jej modernizacji i rozwoju jako elemencie bezpieczeństwa żywnościowego. Po drugie postuluje, by przepisy obejmowały również budowę nowych budynków inwentarskich w legalnie działających gospodarstwach. Po trzecie, proponuje powiązanie ustawy z planowaniem przestrzennym w taki sposób, by przy ocenie warunków miejscowych uwzględniać plan ogólny i plan miejscowy, a funkcja rolnicza albo zabudowa zagrodowa w tych dokumentach miały większe znaczenie w sprawach spornych. Po czwarte: by przy sprzedaży nieruchomości na terenach rolniczych albo z dopuszczoną zabudową zagrodową nabywca otrzymywał informację, że w takim miejscu mogą występować typowe oddziaływania działalności rolniczej, to znaczy zapachy, hałas, pylenie i ruch maszyn.

Najdalej idą postulaty dotyczące samego procesu inwestycyjnego. Branża chce, by dla inwestycji związanych z modernizacją i rozwojem produkcji rolnej wprowadzić sztywne terminy postępowań administracyjnych: do 90 dni w pierwszej instancji i do 30 dni w drugiej. Proponuje też zasadę, że brak decyzji w terminie oznacza rozstrzygnięcie zgodne z wnioskiem inwestora. Wśród uwag jest także postulat jednej zintegrowanej decyzji administracyjnej, która obejmowałaby decyzję lokalizacyjną, środowiskową, uzgodnienia branżowe i pozwolenie na budowę. Chodzi o to, by inwestor nie musiał przechodzić przez wieloletni, rozproszony i wieloetapowy proces, w którym każda kolejna decyzja może być blokowana lub wydłużana.

Kolejna grupa uwag dotyczy postępowań środowiskowych i odwołań. Tu znalazły się postulaty dotyczące zawężenia katalogu stron w postępowaniu o decyzję środowiskową dla inwestycji związanych z modernizacją i rozwojem produkcji rolnej. Następnie – określenie warunków, jakie musiałaby spełnić organizacja ekologiczna, by uczestniczyć w takim postępowaniu na prawach strony, a także zasadę jednego odwołania na każdym etapie i zakaz składania tożsamych odwołań przez podmioty powiązane kapitałowo lub organizacyjnie. To jeden z najbardziej spornych elementów propozycji, ale jest wskazywany jako część problemu inwestycyjnego.

W praktyce cały spór sprowadza się dziś do pytania, czy Polska chce jedynie chronić gospodarstwa, które już istnieją, czy również stworzyć warunki do powstawania nowych, nowoczesnych i bezpiecznych obiektów. Dla hodowców nie wystarczy odpowiedź, że stara obora może jeszcze stać, jeśli jednocześnie nie można zbudować nowego budynku poza zwartą wsią. Nie wystarczy też sama ustawa, jeśli równolegle plan ogólny gminy nie przewiduje dla takiej inwestycji miejsca.

Stąd też dla polskiego rolnictwa obecny moment jest decydujący. Z jednej strony powstają przepisy, które z nazwy mają chronić produkcyjną funkcję wsi. Z drugiej strony kończą się prace nad planami ogólnymi, które mogą przesądzić, gdzie w ogóle będzie można lokować nowe inwestycje. Jeżeli oba te procesy zakończą się bez rozwiązań ułatwiających budowę nowoczesnych obiektów, skutkiem może być utrwalenie obecnego stanu: stare gospodarstwa zostaną, ale droga do ich modernizacji i przenoszenia produkcji w lepsze miejsca pozostanie zamknięta. A przecież produkcja zwierzęca jako część bezpieczeństwa żywnościowego, utrzymuje popyt na pasze, daje nawozy organiczne, zasila przetwórstwo i podtrzymuje krajową bazę surowcową. Jeżeli nie będzie mogła się rozwijać, skutki nie zatrzymają się na poziomie jednego gospodarstwa. Odbiją się na całym systemie rolno-spożywczym.