Tym razem Komitet Noblowski zachował się comme il faut. Nie szokuje, nie wzbudza kontrowersji i - raczej - nie stawia na ludzi, którzy mogą się w przyszłości okazać dalecy od idei przyświecającej temu wyróżnieniu. W dzisiejszych czasach, gdy pożądane są proste przekazy multiplikowane w galopującym tempie przez nowe media, urosło ono do rangi koronacji autorytetu moralnego - drogowskazu dla świata.
W takiej roli nie sprawdza się ani rozpoczynający urzędowanie prezydent najważniejszego mocarstwa i z konieczności żandarma globu (co widać po nagrodzonym w 2009 roku Baracku Obamie), ani wielogłowe instytucje takie jak Unia Europejska czy organizacja ds. zakazu broni chemicznej.