Rzążewski: Nie można wykluczyć manipulacji

W północno-zachodniej Polsce w ogóle jest więcej głosów nieważnych niż w części południowo- wschodniej – podkreśla badacz Kazimierz Rzążewski w rozmowie z Agnieszką Kalinowską.

Aktualizacja: 17.12.2014 10:16 Publikacja: 17.12.2014 01:00

Rzążewski: Nie można wykluczyć manipulacji

Foto: Fotorzepa/Darek Golik

Przygotował pan wykresy dotyczące głosów nieważnych w ostatnich wyborach samorządowych. Co na nich widzimy?

Zobacz dużą grafikę

Na jednym z tych dwóch rysunków pokazany jest rozkład frekwencji w wyborach samorządowych dla poszczególnych obwodów. W Polsce jest ich ponad 27 tysięcy, ale w danych na podstawie, których stworzyłem wykres brakuje Warszawy i Ciechanowa, czyli wykres uwzględnia dane z ok. 26 tysięcy obwodów. Na osi poziomej mamy procentową frekwencję, a na osi pionowej - liczbę obwodów, w której dana frekwencja wystąpiła.

I co obserwujemy?

Symetrię i „ładny" wygląd tego rozkładu, który jest zgodny z najprostszym statystycznym założeniem niezależności tych zjawisk. W różnych obwodach ludzie różnie chodzili do wyborów, nie konsultowali się ze sobą czy iść czy nie. Taki rozkład w statystyce nosi nazwę normalnego. Jest taki, jakiego wielu fachowców by się spodziewało.

Czyli tak jak wygląda wykres po każdych wyborach?

W 2010 roku frekwencja miała podobny rozkład, tyle że dla poprzednich wyborów samorządowych dysponowałem tylko wynikami z gmin, a im mniej danych tym trudniej mówić o gładkim rozkładzie. Ale w 2010 roku wykres też był symetryczny.

To pierwszy wykres, a ten drugi?

Na osi poziomej jest procent głosów nieważnych, na pionowej liczba obwodów. Ten wykres nie jest symetryczny, budzi ciekawość, ale nie podsuwa żadnych odpowiedzi. Jest jakiś powód, dla którego on nie jest symetryczny, ale na razie go nie znamy.

Badania profesora Przemysława Śleszyńskiego, geografa z PAN pokazują rozłożenie głosów nieważnych w porównaniu do granic województw. W wielu miejscach miejsca występowania dużej liczby głosów nieważnych pokrywają się z granicami obwodów wyborczych...

Nie tylko przy wyborach z 2010 roku, ale też z 2006 i 2002 roku mapy wyglądają podobnie, o czym niewielu wie.

Czyli to czwarte wybory, przy których granice obwodów pokrywają się z granicami podobnych ilości głosów nieważnych?

Warto jeszcze wspomnieć, że zadziwiające własności map stworzonych przez profesora Śleszyńskiego nie dotyczyły kompletu głosów nieważnych, a tylko głosów nieważnych poprzez skreślenie dwóch lub więcej krzyżyków. Zgodnie z nowym kodeksem wyborczym, z 2011 roku, zrezygnowano z monitorowania podziału na dwa typu głosów nieważnych. Mój wykres dotyczy kompletu głosów nieważnych, a nie tylko głosów dwukrzyżykowych.

Czyli teraz już nie jesteśmy w stanie zbadać, dlaczego głosy są nieważne?

Wedle przepisów prawa nie, a przypominam, że to właśnie te nieważne głosy spowodowane dwoma krzyżykami miały szczególnie wyraźne granice województw

O czym może świadczyć niesymetryczny wykres głosów nieważnych w stosunku do liczby obwodów wyborczych?

Jedną z hipotez mogą być oczywiście fałszerstwa wyborcze, ale na razie ciężko ją stawiać odpowiedzialnie, ponieważ przesłanki są ciągle jeszcze słabe.

A inne wytłumaczenia?

Żeby powiedzieć coś więcej potrzeba dalszych badań, zwłaszcza sprawdzających korelacje z wynikami partyjnymi.

Jakie sprawy należałoby ze sobą porównywać?

Na przykład przyrostu i zmiany poparcia w stosunku do roku 2010 dla różnych partii po obwodach albo przynajmniej po gminach. Drugą zmienną byłby przyrost głosów nieważnych w tych gminach. Jak wiadomo liczba głosów nieważnych wzrosła o prawie 50 procent w stosunku do 2010.

O czym to świadczy?

Są hipotezy, które na pewno coś tłumaczą - rozpowszechnienie się książeczek do głosowania zamiast płacht na pewno przyczyniło się do wzrostu liczby głosów nieważnych, ale nie wiemy, w jakim stopniu.

Jak można ograniczyć problem tak dużej ilości głosów nieważnych?

Można zastanowić się nad wprowadzeniem nowej możliwości głosowania, zwłaszcza do sejmików wojewódzkich. Na karcie do głosowania mogłaby pojawić się krateczka, którą zaznaczałby wyborca, gdy chce się wstrzymać od głosu. Funkcjonuje pogląd, że znaczna część głosów pustych to rodzaj protestu głosującego wobec list wyborczych. Wyborcę nie obchodzi dana część wyborów, w tym wypadku listy do sejmików, ale w innych chce uczestniczyć. W kilku krajach, nawet w wyborach parlamentarnych jest możliwość zagłosowania na nikogo. Poza tym jednym ze sposobów zredukowania książeczki wyborczej do niedużej płachty byłoby zastosowanie czegoś, co w teoriach wyborczych nazywa się listą zamkniętą.

Czym są listy zamknięte?

Stosuje się ją m.in. w Belgii, ale trzeba też pamiętać, że tam uczestnictwo w wyborach jest obowiązkowe i trzeba było dać wyborcy możliwość głosu protestu. Zamiast długich wykazów nazwisk, które w przypadku sejmików wojewódzkich niemal nikomu nic nie mówią, na karcie wyborczej umieszcza się wyłącznie nazwy komitetów wyborczych. Do publicznej wiadomości podane są listy wyborcze z odpowiednio uporządkowanymi kandydatami. Wtedy obywatel wybierałby tylko partię czy komitet wyborczy, natomiast w zależności od ilości zdobytych w okręgu głosów z przeliczenia metoda d'Hondta do sejmiku wchodziłyby kolejne osoby z listy danej partii czy komitetu wyborczego. Tak głosuje się np. w Izraelu w wyborach parlamentarnych.

I wprowadzenie takich rozwiązań zmniejszyłoby liczbę głosów nieważnych?

Tak, bo możliwość oddania głosu na nikogo odcedziłoby tych, którzy wrzucają puste kartki jako protest. Z kolei używanie list zamkniętych wyeliminowałoby masę problemów związanych z koniecznością przebrnięcia przez całą książeczkę wyborczą i weryfikację nazwisk.

Ostatnia zmiana systemu głosowania i wprowadzenie książeczek mogła aż tak znacząco wpłynąć na zwiększenie ilości głosów nieważnych?

Ciężko ocenić, jaki procent przyrostu głosów nieważnych wynika ze zmiany systemu głosowania. Jest jeszcze jedna ciekawa prawidłowość. Poza „plamami wojewódzkimi", czyli tym, co na swoich mapach pokazał profesor Śleszyński, zależnością granic okręgów wyborczych i konkretnych terenów z pewną ilością głosów nieważnych. W północno-zachodniej Polsce w ogóle jest więcej głosów nieważnych niż w części południowo- wschodniej. Jest wyraźna granica.

Wiadomo, dlaczego?

Socjologowie pewnie powiedzą, że ma to związek z wciąż widocznymi pozostałościami po granicach zaborów i być może częściowo tak jest. Ale z tego należałoby wysnuć wniosek, że na terenach byłego zaboru pruskiego wyrośli głupsi ludzie. O tym się nie mówi.

Może z takim wyjaśnieniem ciężko się pogodzić?

Jest jeszcze jedna próba wyjaśnienia. Ponieważ na północnym zachodzie Polski więcej ludzi chodzi do wyborów, w związku z tym głosuje tam więcej ludzi, którzy nie potrafią oddać głosu prawidłowo. Dla mnie także to jest niezbyt przekonujące. Zapewne mamy do czynienia z kombinacją wielu czynników, ale wśród nich całkowicie poważnie należy potraktować możliwość pewnych manipulacji.

Ale czy statystycznie procent głosów nieważnych jest zawsze taki sam niezależnie od frekwencji?

Istnieje pogląd, według którego, im większa frekwencja, tym więcej wśród głosujących jest gorzej wykształconych, którzy oddają głosy nieważne, a im mniejsza grupa idzie do wyborów, tym bardziej świadomi są to wyborcy- przy małej frekwencji tylko takim „chciało się" iść zagłosować. Ale nie wydaje mi się, żeby taka hipoteza wyjaśniała w pełni tak wysoki procent głosów nieważnych.

Prof. Kazimierz Rzążewski jest fizykiem. Pracuje w Centrum Fizyki Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk

Przygotował pan wykresy dotyczące głosów nieważnych w ostatnich wyborach samorządowych. Co na nich widzimy?

Zobacz dużą grafikę

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami