Polska chce wiedzieć, co świat powiedział o wyborach prezydenckich. A na razie powiedział niewiele. Należy jednak uważać i nie dopuścić do tego, by przeciwnicy Andrzeja Dudy zmobilizowali opinię publiczną, zwłaszcza europejską, tak jak to się stało po tym, gdy Viktor Orbán został premierem Węgier w 2010 roku.
Hasło do ataku rzucił już naczelny redaktor „Gazety Wyborczej", wygłaszając orędzie do narodu, w którym oznajmił, że wybór Dudy to „aksamitna droga do dyktatury". Oczywiście można (a nawet trzeba) śmiać się z Adama Michnika, ale należy też być bardzo czujnym. Podoba nam się to czy nie, ale redaktor ma w wielu krajach fanów, którzy tłumaczą jego mądrości na wiele języków, i niewielu jest, niestety, tak szeroko cytowanych polskich autorów.
W USA cisza
Druga tura wyborów w Polsce nie odbiła się głośnym echem na świecie. Poniedziałek 25 maja był jednym z najważniejszych świąt w Stanach Zjednoczonych: Memorial Day, Dniem Pamięci, ustanowionym ku czci poległych w wojnach, a dokładniej: na polu chwały, czyli ku czci tych, którzy zginęli, służąc w wojsku. Dzień Pamięci powstał z połączenia dwóch różnych dat ustanowionych przez Północ i Południe, by czcić swoich poległych w wojnie domowej (1861–1865), i jest dniem, w którym bez żadnej pompy Amerykanie demonstrują swój patriotyzm. Pojawiają się amerykańskie flagi na domach, wiele osób idzie na cmentarze i pod pomniki, by złożyć kwiaty. Prezydent Barack Obama i pracownicy Departamentu Stanu nie mieli specjalnego powodu, by się zebrać i omówić wybory w Polsce.
W Wielkiej Brytanii też był to dzień wolny od pracy, tak zwany Bank Holiday, więc David Cameron cieszył się chyba z wyboru Andrzeja Dudy w gronie rodziny i przyjaciół.
W części Azji również było święto: urodziny Buddy (nie ma zgody co do dokładnej daty jego urodzin ponad 2500 lat temu), ale tam nawet wybór pani Magdaleny Ogórek nie wzbudziłby podniecenia.