Gdy piszę felieton, trwają właśnie włoskie zimowe igrzyska olimpijskie w kilku lokalizacjach, z których te sztandarowe to Mediolan i Cortina d’Ampezzo. Pierwszy weekend rywalizacji przysporzył już dramatu amerykańskiej narciarce alpejskiej Lindsey Vonn oraz niewielkiej przegranej w ćwierćfinale polskiej snowboardzistce – Aleksandrze Król-Walas.
O zimowych igrzyskach na pewno jeszcze napiszę (gdy tylko się skończą), ale moja felietonowa zaległość obejmuje jeszcze jedną imprezę sportową o randze kontynentalnej. Piłkarski Puchar Narodów Afryki zdobyła reprezentacja Senegalu. W finale, dramatycznym i burzliwym, pokonała 1: 0 gospodarzy turnieju – reprezentację Maroka. Gospodarze meczu (i turnieju) finałowego robili wszystko, aby go wygrać. Senegalczycy schodzili nawet z boiska na znak protestu, podyktowany dla gospodarzy rzut karny nie został wykorzystany, a sam mecz potrwał o 25 minut dłużej. Wydaje mi się jednak, że puchar wywalczyła najlepsza drużyna turnieju.