Po II wojnie światowej do kanonu sporów polsko-niemieckich należały polska granica zachodnia i powojenne przymusowe wysiedlenia Niemców, niedotyczące jedynie naszego kraju, ale także na mocy postanowień poczdamskich Czechosłowacji i Węgier. Po rozpadzie bloku państw komunistycznych i zawarciu polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 14 listopada 1990 r. zmora dyskusji o granicy odeszła zasadniczo do przeszłości, straszyła w Niemczech jedynie w części ziomkostw i na skrajnej prawicy.
Jak pamięć o przymusowych wysiedleniach poróżniła Polaków z Niemcami
Z pamięcią o historii powojennych przymusowych wysiedleń Niemców było trudniej, bo pamięć zmienia się wolniej niż polityczne układy. Przy tym nadal widoczna była, mimo dokonujących się zmian, różnica ocen między Niemcami (gdzie silna była narracja o bezprawiu wysiedlenia) a Polską. U nas dyskutowano o konieczności rozliczenia się z okrucieństwem i zbrodniami popełnionymi podczas wysiedlenia Niemców z Polski, ale uważano je jednak za nieuniknione następstwo agresji niemieckiej, wojny i okupacji.
Czytaj więcej
Sensem polityki historycznej jest przyszłość. Należy ją więc prowadzić nie przeciw Niemcom, a w i...
W końcówkę XX w. obydwa państwa weszły więc nadal z historycznymi obciążeniami. W Polsce niechętnie pamiętano o obozach dla Niemców i przemocy wobec wysiedlanych, w RFN eksponowano coraz mocniej historię Niemców jako ofiar. W obydwu krajach problematyka ta osadzona była w polityce wewnętrznej, by przypomnieć wymianę rezolucji Bundestagu i oświadczenia Sejmu z 1998 r.
Co zrozumiałe, projekt utworzenia w Berlinie muzeum poświęconego powojennym wysiedleniom Niemców budził, szczególnie w Polsce, kontrowersje dotyczące jego lokalizacji, koncepcji i udziału w radzie Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie kontrowersyjnej przewodniczącej Związku Wypędzonych w Niemczech Eriki Steinbach. Być może starsi czytelnicy pamiętają emocje, jakie ona budziła i jak burzliwie odbierano przygotowaną przez nią wystawę.