Reklama

Piotr Madajczyk: Wysiedlenia znów rozpalają emocje. Niemiecko-polski powrót do przeszłości

Można odnieść wrażenie, że kanclerz Friedrich Merz postanowił spłacić powyborczy dług za zaangażowanie ziomkostw kosztem relacji polsko-niemieckich – pisze prof. Piotr Madajczyk, historyk z PAN specjalizujący się w problematyce przymusowych przesiedleń ludności w Europie Środkowo-Wschodniej.

Publikacja: 14.01.2026 04:30

Friedrich Merz

Friedrich Merz

Foto: REUTERS/Angelika Warmuth

Po II wojnie światowej do kanonu sporów polsko-niemieckich należały polska granica zachodnia i powojenne przymusowe wysiedlenia Niemców, niedotyczące jedynie naszego kraju, ale także na mocy postanowień poczdamskich Czechosłowacji i Węgier. Po rozpadzie bloku państw komunistycznych i zawarciu polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 14 listopada 1990  r. zmora dyskusji o granicy odeszła zasadniczo do przeszłości, straszyła w Niemczech jedynie w części ziomkostw i na skrajnej prawicy.

Jak pamięć o przymusowych wysiedleniach poróżniła Polaków z Niemcami

Z pamięcią o historii powojennych przymusowych wysiedleń Niemców było trudniej, bo pamięć zmienia się wolniej niż polityczne układy. Przy tym nadal widoczna była, mimo dokonujących się zmian, różnica ocen między Niemcami (gdzie silna była narracja o bezprawiu wysiedlenia) a Polską. U nas dyskutowano o konieczności rozliczenia się z okrucieństwem i zbrodniami popełnionymi podczas wysiedlenia Niemców z Polski, ale uważano je jednak za nieuniknione następstwo agresji niemieckiej, wojny i okupacji.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Polska może uprawiać lepszą politykę historyczną niż Niemcy

W końcówkę XX w. obydwa państwa weszły więc nadal z historycznymi obciążeniami. W Polsce niechętnie pamiętano o obozach dla Niemców i przemocy wobec wysiedlanych, w RFN eksponowano coraz mocniej historię Niemców jako ofiar. W obydwu krajach problematyka ta osadzona była w polityce wewnętrznej, by przypomnieć wymianę rezolucji Bundestagu i oświadczenia Sejmu z 1998 r.

Co zrozumiałe, projekt utworzenia w Berlinie muzeum poświęconego powojennym wysiedleniom Niemców budził, szczególnie w Polsce, kontrowersje dotyczące jego lokalizacji, koncepcji i udziału w radzie Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie kontrowersyjnej przewodniczącej Związku Wypędzonych w Niemczech Eriki Steinbach. Być może starsi czytelnicy pamiętają emocje, jakie ona budziła i jak burzliwie odbierano przygotowaną przez nią wystawę.

Reklama
Reklama

Centrum przeciwko Wypędzeniom i Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie

Żeby uciąć kontrowersje kanclerz Angela Merkel postanowiła przejąć inicjatywę. Projekt Centrum przeciwko Wypędzeniom zastąpiony został w 2005 r. rządowym projektem Widocznego Znaku – muzeum poświęconego pamięci o historii niemieckich wysiedlonych pokazanej w europejskim kontekście. W drugiej dekadzie XXI w. prace przyspieszyły dzięki przezwyciężeniu kryzysu w międzynarodowej radzie naukowej Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, po ustąpieniu z niej prof. Tomasza Szaroty i prof. Kristiny Kaiserowej z Czech, a następnie zmianie dyrektora Centrum.

Czytaj więcej

Brak asertywności wobec Niemiec będzie zwycięstwem prawicy

Przyjąć można było, że ten rozdział w polsko-niemieckich dyskusjach o historii zakończono. Udało się wypracować koncepcję stałej wystawy w powstałym Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, która akceptowalna była dla większości w Polsce i w Niemczech. Pokazywała genezę wysiedleń po II wojnie światowej, czyli narodowy socjalizm oraz niemiecką agresję i politykę okupacyjną. Wychodziła także w okres późniejszy, aż do uciekinierów przed rosyjską agresją przeciwko Ukrainie. W 2021 r. Łukasz Grajewski mógł napisać w „Tygodniku Powszechnym”, informując o otwarciu tego centrum – „dialog popłaca”. Samo otwarcie przyjęto w Polsce spokojnie. Osoba dyrektor Gunduli Bavendamm gwarantowała merytoryczną działalność Centrum.

Jak wysiedlenia znowu stały się w Niemczech ważnym tematem

Po cóż więc ten tekst? Rzecz w tym, że historia zatoczyła koło. W 2025 r. odbyły się w RFN wybory parlamentarne i utworzona została koalicja rządząca, w której główną rolę odgrywa chadecja. Chadecja to ogólnoniemiecka CDU i kanclerz Friedrich Merz, ale także bawarska CSU, w której tradycyjnie silny wpływ mają organizacje potomków niemieckich wysiedleńców, tzw. ziomkostwa z ich najważniejszą strukturą – Bund der Vertriebenen (BdV). Wcześniej zmarginalizowane w polityce niemieckiej zaczęły się teraz dopominać o zwiększenie wpływu na politykę historyczną, w tym na kształt i obsadę personalną Centrum Dokumentacji.

Centrum podlegało Urzędowi Kanclerskiemu i pełnomocnikowi rządu federalnego ds. kultury i mediów, co tworzyło nad nim swego rodzaju parasol ochronny. Po ostatnich wyborach przeszło jednak pod nadzór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym wpływ wzmocniły ziomkostwa.

Czytaj więcej

Muzeum wypędzonych. Tak, jak się obawiała Polska
Reklama
Reklama

Widoczne jest dążenie do zmiany koncepcji Centrum, prawdopodobnie pod hasłem: „mniej historycznego kontekstu, więcej cierpienia niemieckich ofiar”. Dobrze byłoby mieć w tym celu dyrektora bardziej dyspozycyjnego niż Bavendamm, trochę zmienić prawną konstrukcję Centrum, by wzmocnić wpływ BdV. Działanie to umożliwiane jest przez silną reprezentację sześciu przedstawicieli BdV w radzie Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, z których dwóch najbardziej znanych to Bernd Fabritius (CSU) i szczególnie aktywny, chociaż mniej znany członek CDU, wiceprzewodniczący BdV i przewodniczący Landsmannschaft Ostpreußen, Stephan Grigat. Podczas jednego ze swych wystąpień w 2024 r. wyraził całkowite niezadowolenie z działalności Centrum Dokumentacji Ucieczki, Wypędzenia i Pojednania w berlińskim Deutschlandhaus. Jego zdaniem wystawy w tym centrum „zbytnio koncentrują się na ogólnych aspektach związanych z tematem przymusowej migracji, zaniedbując jednocześnie swoje właściwe zadanie, jakim jest edukacja na temat wysiedlenia Niemców z ich wielowiekowej ojczyzny na historycznych terenach wschodnich Niemiec i w Europie Środkowo-Wschodniej”.

Bernd Fabritius raczej traci wpływ, ale mianowany został w maju 2025 r. pełnomocnikiem rządu federalnego do spraw wysiedleńców i mniejszości narodowych. Tym samym Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie przeszła do kompetencji niemieckiego MSW, co oznacza jej upolitycznienie. Także temu ministerstwu przekazano odebrane MSZ sprawy mniejszości niemieckich za granicą. Powrócono do dawnych rozwiązań, które wydawały się nieaktualne w obecnych realiach politycznych. W każdym razie, nie wydaje się słuszne, żeby polskie władze rozmawiały w sprawach mniejszości niemieckiej w Polsce z niemieckim resortem spraw wewnętrznych.

Kanclerz Friedrich Merz może pogorszyć relacje polsko-niemieckie

Rosnący wpływ BdV na politykę historyczną pokazuje także fakt, że MSW objęło swoją kontrolą także niektóre instytucje naukowe zajmujące się historią Europy Wschodniej i Środkowowschodniej, by wymienić Bundesinstitut für Kultur und Geschichte der Deutschen im östlichen Europa w Oldenburgu.

Podsumowując, można odnieść wrażenie, że kanclerz Merz postanowił spłacić powyborczy dług za zaangażowanie ziomkostw kosztem relacji polsko-niemieckich. Oddał im kilka instytucji, które zapewne uznał za stosunkowo nieistotne. W interesującym nas tutaj przypadku Centrum Dokumentacji nietrudno sobie wyobrazić, znając wcześniejsze emocje, że naruszenie z trudem wypracowanego konsensusu ożywi je na nowo, stanie się narzędziem sił politycznych zainteresowanych pogorszeniem relacji polsko-niemieckich. Dość wysoka cena za spłacanie długu w polityce wewnętrznej.

Piotr Madajczyk

Piotr Madajczyk

Foto: mat. prywatne

Autor

Prof. Piotr Madajczyk

Historyk z Zakładu Studiów nad Niemcami w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk

Publicystyka
Jan Zielonka: Z kim trzyma Donald Trump? Czy jest w cichym sojuszu z Rosją Putina?
Publicystyka
Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Zgody Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem nie ma. Ale jedna osoba może ich pogodzić
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Zwolennicy umowy z Mercosurem wygrali. Komu należy pogratulować?
Publicystyka
Aleksandra Pilarczyk: To nie rolnicy powinni protestować przeciw umowie z Mercosurem, ale europejscy konsumenci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama