Nie kwestionując prawa Izraela do obrony przed terrorem i terroryzmem (Hezbollah od miesięcy ostrzeliwuje północ kraju), nie wydaje się, że każda metoda walki jest równie akceptowalna. Akcja z pagerami pozornie nie ma precedensu. W istocie, jeśliby traktować operację jako uzbrojenie i wykorzystanie w roli broni systemu komunikacyjnego, na taką skalę i z taką perfekcją nikt tego jeszcze nie dokonał.

W Libanie pagery Hezbollahu mogły ranić cywilów, osoby postronne

Tyle że to perspektywa fałszywa; rozdysponowane między członków Hezbollahu uzbrojone pagery były niczym innym jak wymierzoną w człowieka miną pułapką, których stosowanie jest zabronione międzynarodowymi konwencjami. Dlaczego? Bowiem mina pułapka może razić każdego; niekoniecznie żołnierza. Także osoby cywilne.

Czytaj więcej

W całym Libanie wybuchają radiotelefony Hezbollahu. Trzy osoby nie żyją

W tym przypadku pagery były sprzętem przeznaczonym dla wojska. Nie ma jednak gwarancji, że w polu rażenia materiału wybuchowego nie było dzieci, kobiet czy ludzi starszych. Izraelskie służby eksplozje wyzwoliły „w ciemno”, nie mając żadnych gwarancji, że atakiem będą dotknięci tylko bojownicy.

Inną sprawą jest precedensowość użytej technologii. Uderzenie skoordynowane i masowe. Do tej pory zakamuflowane miny pułapki używane były jednostkowo (np. Ahmad Szah Masud zginął od bomby umieszczonej w kamerze reporterskiej). Po akcji Mosadu nowa technologia śmierci stała się „wspólnym dobrem całej ludzkości”; tylko czekać na naśladowców działających w mniej uzasadnionej intencji.

Karetka pogotowia w Bejrucie - akcja służb po eksplozji pagera członka Hezbollahu, fotografia z 17 w

Karetka pogotowia w Bejrucie - akcja służb po eksplozji pagera członka Hezbollahu, fotografia z 17 września

Foto: PAP/EPA/WAEL HAMZEH

Czy Viktor Orbán świadomie wziął udział w wojnie z Hezbollahem?

I jeszcze jedna sprawa. Nie chciałbym być dziś na miejscu Tajwańczyka czy Węgra w Libanie, Syrii, czy Iranie. Co prawda prezes oferującej technologię tajwańskiej firmy Gold Apollo Hsu Ching-kuang wije się jak piskorz i tłumaczy rodzimym służbom, że z akcją nie miał nic wspólnego, ale otwarta pozostaje kwestia udziału w operacji Węgrów. Tu możliwe są dwa scenariusze. Albo węgierski producent pagerów BAC Consulting współpracował z izraelskim wywiadem, mając pełną świadomość, że zamiast niewinnych pagerów wytwarza zabójczą broń, albo był po prostu oddziałem Mosadu działającym pod przykrywką cywilnej firmy znad Dunaju.

Czytaj więcej

Hezbollah zaatakowany pagerami. Już wiadomo, gdzie zostały wyprodukowane

Niezależnie od wersji, otwarte pozostaje pytanie o stosunek do sprawy węgierskich władz. Czy tamtejszy wywiad temat znał i informował o tym rząd? Oraz czy gabinet Viktora Orbána był świadom operacji i wyraził na nią zgodę? Jeśli nie, mielibyśmy dowód skrajnej niekompetencji i braku kontroli rządzących nad państwem. Jeśli tak, to Orbán świadomie wziął udział w wojnie z Hezbollahem, narażając swój kraj i węgierskich obywateli na Bliskim Wschodzie na działania odwetowe. Gdyby do takiego odwetu doszło, za ewentualne ofiary poniesie osobistą odpowiedzialność. I tym razem pustą retoryką się nie wywinie.