Marek Migalski: Wyborcza wiosna jak początek trójskoku

Elekcja prezydencka dopiero w 2025 r., ale partie muszą o niej myśleć już dziś.

Publikacja: 24.01.2024 03:00

Marek Migalski: Jedyne, co działa na korzyść ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego, to mobilizacja jego

Marek Migalski: Jedyne, co działa na korzyść ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego, to mobilizacja jego elektoratu.

Foto: PAP/Piotr Polak

Partie koalicji rządowej postępują słusznie, przygotowując się do startu w elekcji samorządowej w dwóch blokach zamiast w czterech komitetach wyborczych. Już wiemy, że Trzecia Droga idzie jako jeden podmiot, a nie jako dwa osobne (PSL i PL2050), a media informują, że rozpoczęły się rozmowy między KO i Lewicą. Jeśli zakończą się sukcesem, obóz władzy wystartuje właśnie w dwóch blokach, co może zapewnić mu największe zyski polityczne.

Dlaczego? Bo tzw. realny próg wyborczy w walce o sejmiki jest o wiele wyższy niż 5 proc., które zapisane są w ordynacji. Nie wchodząc w szczegóły – wynika to z metody liczenia głosów oraz wielkości okręgów. Efekt jest taki, że swoją reprezentację na szczeblu wojewódzkim mają komitety co najmniej średnie, zdobywające minimum około 10 proc. Gdyby partie obozu władzy szły samodzielnie do elekcji samorządowej, realnym scenariuszem byłoby zmarnowanie dużej części oddanych na nie głosów – szczególnie na Lewicę i PL2050. W przypadku układu dwublokowego politycy rządowi mają pewność, że żaden głos popierających ich wyborców nie pójdzie na marne. Można zatem oczekiwać, że obóz władzy zwiększy swoje posiadanie w sejmikach, a opozycja będzie mogła liczyć na rządzenie w dwóch, może w trzech województwach.

Czytaj więcej

Marek Migalski: W polityce czeka nas fizyczna agresja

No właśnie – opozycja. Dla niej, a konkretnie dla PiS, sekwencja wyborów jest niekorzystna, bo najpierw jest elekcja samorządowa (najtrudniejsza dla tej partii), a dopiero potem europarlamentarna. W „terenie” partia Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie była zbyt silna i zawsze wybory samorządowe były dla niej trudne. Nie inaczej będzie i tym razem – co stanowi dla niej pewien problem. W pierwszej bowiem konfrontacji po oddaniu władzy przyjdzie jej się zmierzyć z Donaldem Tuskiem i jego sojusznikami w najtrudniejszej dla siebie elekcji. Nie może wyjść z niej zwycięsko, bo najbardziej spektakularne będą pojedynki w dużych miastach, gdzie silny jest obóz władzy, a najłatwiejsze do przeliczenia na politycznie zrozumiałe schematy będą wyniki do sejmików, w których z całą pewnością PiS dozna bolesnej klęski.

Dlaczego wyborcy PiS wychodzą na ulice

Jedyne, co działa na korzyść ugrupowania Kaczyńskiego, to mobilizacja jego elektoratu. Dziś to właśnie on wydaje się najbardziej pobudzony i gotowy do pofatygowania się do lokali wyborczych. Dlaczego? Bo czuje się upokarzany przez nowe rządy, jego „bohaterowie” siedzą w więzieniu, wprowadzane są zmiany z jego punktu widzenia niekorzystne dla Polski. Dlatego to właśnie wyborcy PiS wychodzą dziś na ulice, demonstrują, organizują się w sieci. I są najbardziej zmobilizowani do politycznego pojedynku. Z tego powodu na pewno będą chcieli dać wyraz swym emocjom w elekcji, która zazwyczaj ich nie obchodziła. Wszak ratować Polskę przed „zdrajcami z PO” da się na różne sposoby – także oddając głos w wyborach na wójta w swojej gminie.

Jednak z tej konfrontacji – jak pisałem – partia Kaczyńskiego nie może wyjść zwycięsko. Może jedynie nie ponieść druzgocącej porażki. Co innego w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się dwa miesiące później. Tu już wszystko jest możliwe i duża mobilizacja tego elektoratu może skutkować pierwszym po październikowej porażce zwycięstwem. Zwłaszcza że nie wiemy, w jakim kształcie organizacyjnym pójdzie do tych wyborów obóz rządowy. Jeśli jego liderzy zdecydowaliby się na samodzielny start wszystkich czterech partii, szanse na zajęcie pierwszego miejsca przez PiS znacząco wzrastają. Gdyby tak się stało, byłby to silny i mobilizacyjny sygnał dla zwolenników tego ostatniego ugrupowania do myślenia o tym, że nie wszystko stracone, że najgorsze już za nimi i że oto rozpoczął się powrót Kaczyńskiego do władzy. To zaś stanowiłoby ważny przełom w kształtowaniu nastrojów w partii i pozwoliło jej prezesowi na ucięcie sporów wewnątrz niej i przejście od kłopotliwych pytań o przyczyny klęski sprzed pół roku do snucia radosnych planów powrotu do rządzenia.

Czytaj więcej

Sukcesja w PiS po cichu. Kto będzie następcą Jarosława Kaczyńskiego?

To z kolei byłoby ważnym czynnikiem pozwalającym zmobilizować swoich zwolenników przed najważniejszymi wyborami, czyli elekcją prezydencką w 2025 r. Bo to ona zdecyduje, czy proces rozliczeń z bezprawiem rządów PiS będzie kontynuowany, co na trwałe uczyni sny jej liderów o powrocie do władzy nierealnymi (w przypadku zastąpienia Andrzeja Dudy kimś z obecnej ekipy rządowej – od dłuższego czasu obstaję, że będzie to osobiście Donald Tusk), czy też nastąpi odwrócenie nastrojów społecznych i otwarcie Kaczyńskiemu powrotu do władzy (w przypadku zwycięstwa kogoś z PiS – co wydaje mi się jednak mało realne).

Wyborczą wiosnę należy więc potraktować w kategoriach początku „trójskoku”, zakończonego elekcją prezydencką w 2025 r. Kto potknie się już za kilka miesięcy, znacząco obniży swoje szanse na dobry ostateczny wynik w wyborach prezydenckich, które są najważniejszą częścią tej konkurencji. I tak właśnie należy patrzeć na wybory samorządowe i europejskie.

Marek Migalski

Autor jest politologiem, prof. UŚ


Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami