Jan Zielonka: Jak uzdrowić demokrację?

Historia pokazuje, że demokrację można stopniowo ulepszać, niekoniecznie za pomocą partii. Marzy mi się Senat bez zawodowych polityków.

Publikacja: 20.12.2023 03:00

Senat bez zawodowych polityków?

Senat bez zawodowych polityków?

Foto: Twitter/Senat

PiS zrobił z pięknego akwarium demokracji zupę rybną i nie wiem, czy uda nam się wrócić do stanu poprzedniego. Nie wiem nawet, czy warto, bo choć przed rządami PiS było lepiej, to trudno powiedzieć, iż było dobrze. Parlament już wtedy przypominał spektakl pełen retorycznych uniesień bez próby dialogu, partie kolonizowały instytucje państwowe, a wiele obietnic wyborczych zostawało na papierze.

Klasyczny model demokracji zakłada, że monopol na władzę i publiczne pieniądze dzierżą państwa, którymi sterują wybrani przedstawiciele narodu. Problem w tym, iż państwa są coraz mniej zdolne do rozwiązywania problemów, które są ponadnarodowe lub lokalne. W parlamencie zaś rządzą partie, których korzenie społeczne, kręgosłup moralny i wiedza są coraz bardziej wątłe. Jednak bez partii trudno prowadzić wybory, a bez wyborów nie ma demokracji. Jesteśmy więc zakładnikami partii, do których mamy ograniczone zaufanie.  

Czytaj więcej

Jan Zielonka: Polska odmiana rasizmu

Oczywiście, są tacy, którzy kochają swoją partię, choć liczba tych z legitymacją partyjną jest skromna. Dominuje też teza, że nie ma sensownej alternatywy dla obecnej demokracji. Jednak historia pokazuje, że demokrację można stopniowo ulepszać i niekoniecznie za pomocą partii. Początkowo kobiety nie miały praw wyborczych, lecz pod presją sufrażystek uległo to zmianie. Teraz też można oddolnie wymuszać zmiany, wzmacniając niezależny nadzór, społeczną partycypację i rozdrobnienie władzy.

Gdy upartyjniony i skłócony parlament nie jest w stanie patrzeć ministrom na ręce, monitoring powinny przejąć media. Gdy media są stronnicze, trzeba angażować organizacje i ruchy społeczne, sejmiki samorządowe czy kluby wiejskie. Represje wobec pozarządowych organizacji walczących o prawa kobiet, migrantów czy ekologię pokazują, iż władza boi się niezależnej kontroli. 

Partycypacja to coś więcej niż wrzucanie kartki do urny wyborczej lub uczestnictwo w ulicznych demonstracjach. Partycypacja oznacza przejmowanie spraw publicznych w nasze obywatelskie ręce. Ochrona środowiska, edukacja, bezpieczeństwo czy zdrowie zależą od naszych osobistych i grupowych codziennych zachowań. Partycypacja zmusza władzę do dialogu, samokrytyki i rozwiązywania problemów społecznych, a nie tylko tych, które frapują partie. 

Trzeba też skończyć z monopolem partyjnego państwa na stanowienie prawa i rozdział publicznych pieniędzy. Narodowe rządy powinny dzielić władzę z miastami, gminami i Unią Europejską. Organy lokalne są bliżej obywateli, a organy europejskie mają zdolność rozwiązywania problemów, które trudno rozwiązać w granicach państwa. Marzy mi się Senat, w którym zamiast zawodowych polityków siedzą przedstawiciele organizacji pozarządowych i przedsiębiorców. 

Autor jest profesorem na uniwersytetach w Wenecji i Oksfordzie

Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami