Ubezwłasnowolnienie sądu broniącego konstytucji nie mieści się im w głowie. Jest niezgodne z tym, co charakteryzuje ich system polityczny. To check and balance – wzajemna kontrola, równoważenie się różnych organów państwa, ewentualne blokowanie decyzji jednego z nich przez drugi.
– Ta równowaga to fundament demokracji – mówią wyraźnie w dzisiejszej „Rzeczpospolitej" Amerykanie.
Gdy krytyka nadchodzi z Brukseli czy Berlina, to Jarosław Kaczyński sugeruje, że zbyt mało nam, Polakom, oferują (pieniędzy na autostrady itp.), by wymagać, abyśmy się wyrzekli decydowania o fundamentalnych dla naszego kraju sprawach.
Zastosowanie podobnej taktyki wobec USA wydaje się wątpliwe. Co prawda one też za mało nam oferują, ale mimo to rząd PiS chce związki z Amerykanami umacniać, a nie rozluźniać – jak z UE. Po to, by oferta w najważniejszej – jak wynika z niedawnego exposé szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego – dla Polski kwestii, czyli bezpieczeństwa, była lepsza.
USA to najważniejszy partner w rozgrywce o, jak się to teraz realistycznie nazywa, wzmocnienie wschodniej flanki NATO. Im bardziej to wzmocnienie będzie przypominało stałe bazy, tym większa szansa na uznanie za sukces lipcowego szczytu sojuszu w Warszawie. Najważniejsza impreza międzynarodowa za czasów PiS zależy od stanowiska Waszyngtonu. A ten mówi: znajdźcie najpierw polityczny kompromis w sprawie Trybunału, a przed szczytem Barack Obama na poważnie porozmawia z Andrzejem Dudą.