Przez najbliższe dwa tygodnie, które zostały rządowi do przedstawienia odpowiedzi na wyrok TSUE dotyczący Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (IDSN), toczyć się będzie walka o duszę i przyszłość Zjednoczonej Prawicy. Po jednej stronie jest premier Mateusz Morawiecki, po drugiej Zbigniew Ziobro. Jarosław Kaczyński pełni rolę arbitra, który ostatecznie zdecyduje o tym, jaki będzie ostateczny kierunek działania w tej sprawie.

Choć tuż po orzeczeniu TSUE Morawiecki posługiwał się retoryką podobną do Ziobry, między oboma politykami istnieje fundamentalna rozbieżność dotycząca sposobu rozwiązania obecnego kryzysu. Premier zdaje sobie sprawę, że w konsekwencji ostrego sporu z Brukselą Polska może poważnie ucierpieć finansowo, a miliardy euro z Unii były pomyślane jako koło zamachowe Polskich Ładów, Krajowych Planów Odbudowy itp.

Ale chodzi tu o coś więcej. W swoich wypowiedziach od dłuższego czasu Ziobro obwiniał Morawieckiego o to, że to on był zwolennikiem ustępstw w sprawach sądownictwa, które miały doprowadzić do kompromisu. W chwili obecnej nie ma zaś ani kompromisu, ani udanej reformy. Potencjalne zaostrzenie konfliktu z Brukselą byłoby Ziobrze na rękę, ponieważ mógłby wówczas powiedzieć: „Miałem rację. Trzeba było wetować budżet, ostrzegałem, że jeśli zgodzimy się na mechanizm powiązania wypłaty środków unijnych z tzw. oceną praworządności, stracimy nie tylko suwerenność, ale również pieniądze".

Dlatego też działania Ziobry po wyroku TSUE można odczytywać jako próby eskalacji sporu. Domaga się on kontynuowania reform, które miałyby m.in. spłaszczyć struktury sądownictwa, co byłoby pretekstem do kolejnych czystek. Ziobro wychodzi też z kolejnymi pomysłami, takimi jak np. skarga do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej na Europejską Konwencję Praw Człowieka. To na jej podstawie Trybunał w Strasburgu (nie mylić z Trybunałem Sprawiedliwości, który jest organem Unii Europejskiej) wydawał wyroki krytykujące polskie zmiany w sądownictwie, ostatnio właśnie Izbę Dyscyplinarną. Środowisko Ziobry uważa, że wyrok TK, który zakwestionował możliwość zawieszania IDSN jako środka zabezpieczającego przez TSUE, jest podstawą, by niekorzystny wyrok zignorować. Ale takie działanie doprowadziłoby do czołowego zderzenia z Brukselą.

Dlatego Morawiecki w Telewizji Republika w poniedziałek stwierdził, że działanie Izby Dyscyplinarnej nie spełniło oczekiwań PiS. I dlatego chce zmian, które jednocześnie usatysfakcjonowałyby UE. Przypomnijmy, zdaniem TSUE działalność IDSN może naruszać polityczną niezawisłość sędziów, ponieważ sama Izba nie spełnia warunków wymaganych od niezależnych sądów.

– Generalnie stoję na stanowisku, że polska konstytucja jest aktem prawa najważniejszym. Jednak sytuacja jest zawiła, bo jesteśmy częścią Unii Europejskiej, chcemy być w UE, korzystamy bardzo na wolności handlu, na jednolitym rynku. Polskie firmy wzrastają, polskim pracownikom rosną wynagrodzenia – tłumaczył szef rządu.

Słowa Morawieckiego to też odpowiedź na wywiad prezes SN Małgorzaty Manowskiej, która w „Rzeczpospolitej" stwierdziła, że jeśli politycy nie rozwiążą sporu wokół IDSN, to odejdzie z urzędu. Zaapelowała wprost do premiera i prezydenta o reakcję.

Morawiecki przy okazji dorzucił parę słów krytyki pod adresem niewydolności wymiaru sprawiedliwości. Bo niezależnie, co zdecyduje Kaczyński, czy pójdziemy z Unią na udry, czy na kompromis, wciąż toczyć się będzie w obozie władzy spór o to, kto jest winien tego, że sześć lat zmian w sądownictwie wiele PiS kosztowało, ale nie przełożyło się na poprawę efektywności tego systemu.