[b]RZ: 32-latka z Minnesoty została skazana przez amerykański sąd na zapłacenie 1,9 miliona dolarów za ściągnięcie z Internetu 24 piosenek. Jedna kosztowała ją więc średnio 80 tys. dolarów. To gigantyczna kwota.[/b]
Piotr Błaszczeć: To prawda. Zastanawia mnie jednak, dlaczego ta pani nie poszła na ugodę z amerykańską Recording Industry Association of America. Wtedy musiałaby zapłacić o wiele mniejsze odszkodowanie. A tak – ze względu na obowiązujące w USA prawo precedensowe – RIAA chciała pokazać siłę. I zrobiła to skutecznie.
[b]Przeważnie RIAA żąda od użytkowników popularnego programu Kazaa – a z tego korzystała Amerykanka – od 3 do 10 tysięcy dolarów. Jakie kwoty w podobnych sprawach zasądzają sądy w Polsce?[/b]
W Polsce nie mamy prawa precedensowego, więc każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie. Utwory wyceniają przedstawiciele związków chroniących prawa autorskie np. ZPAV czy ZAIKS. Ale oczywiście tak wielkich odszkodowań jak w USA nie ma. Przeważnie chodzi o kwoty rzędu kilkuset lub kilku tysięcy złotych. Polskie prawo różni się od amerykańskiego na przykład tym, że przewiduje tak zwany dozwolony użytek. Chociaż akurat jeśli chodzi o używanie oprogramowania takiego jak Kazaa, jest to karane również w Polsce. Gdy ściągamy za jego pośrednictwem na przykład piosenki czy filmy, jednocześnie udostępniamy je innym. A to już zakazana prawem dystrybucja, za którą grozi grzywna lub nawet kara więzienia.
[b]Czyli jeśli ktoś ściągnął z sieci piosenkę, ale nie udostępniał jej kolejnym internautom, to nie musi się obawiać wizyty policji?[/b]
Zgodnie z prawem do osobistego użytku możemy korzystać z pojedynczych egzemplarzy utworu przez krąg osób pozostających z nami w związku osobistym. Jeśli ktoś ściągnął kilkanaście tysięcy MP3, to trudno mu będzie przekonać sąd, że były to utwory do jego osobistego użytku.
[b]Amerykanka twierdzi, że pliki ściągał prawdopodobnie jej były mąż lub któreś z dwojga dzieci. Czy przed polskim sądem byłby to dobry argument?[/b]
Nie ma możliwości udowodnienia, kto o danej porze korzystał z konkretnego komputera. Odpowiada więc jego właściciel.
[b]W jaki sposób można wyśledzić internautę, który nielegalnie ściągał pliki?[/b]
Internet dawno przestał być anonimowy i jeśli nie ma się naprawdę wysokich umiejętności, to trudno jest schować się w sieci. Każde wysłanie mejla czy wejście na stronę internetową jest zapisywane w logach na serwerach i na komputerze podejrzanego. Policja może więc we współpracy z administratorem sieci ustalić konkretnego użytkownika. Popularnym sposobem, w jakim policjanci dowiadują się o tym, że ktoś nielegalnie ściąga filmy lub muzykę, jest choćby donos sąsiada.