Ci wszyscy po nim o ludziach mówią i mówią bez końca. A Antoni Czechow, rosyjski lekarz, już nam o nich powiedział nieomal wszystko. Bez ekshibicjonizmu, nawet gdy bohaterami są ekshibicjoniści, prawie pruderyjnie.
Byłem w liceum fanem teatru, potem przestałem się do tego świata garnąć. Z wielu przyczyn, ale jedną z nich były inscenizacyjne wynaturzenia. Nie jestem tępym teatralnym konserwatystą, w latach 70. bawiła mnie Hanuszkiewiczowska "Balladyna" na motorach, bo była bardzo w duchu Słowackiego. Ale gdy aktorom każe się biegać nago po scenie, aby zagłuszyć pustkę, jest to obciach. Agnieszka Holland w "Aktorach prowincjonalnych" przedstawiła to wręcz jako eskapizm reżyserów. Tylko że PRL się skończył, a to w najlepsze trwało. Nic zaś mnie tak nie wkurzało, jak przerabianie, cięcie i łączenie Czechowa, ugniatanie go jak tworzywa. Chcecie eksperymentować, piszcie sami, nie słyszę o nowych sztukach. Ale dlaczego kroicie żywe ciało?