Jakie tematy zdominują tegoroczną kampanię wyborczą do parlamentu? Politycy, niezależnie od przynależności partyjnej, odpowiadają bez wahania: Smoleńsk i drożyzna. Plus tzw. wrzutki, czyli tematy dorzucane przez któreś z ugrupowań.

– Tematy kampanii będą takie, jakie wrzucą specjaliści Platformy od propagandy – mówi „Rz" Jarosław Kaczyński. Prezes PiS podaje przykład „wojny stadionowej" zainicjowanej przez Donalda Tuska. – Istnieje problem przemocy na stadionach, ale wszystkie statystyki pokazują, że jest tego coraz mniej. Co się takiego stało, że Platforma zauważyła to właśnie teraz? – pyta Kaczyński.

Prezes PiS, oskarżając PO o zastosowanie wrzutki, przyznaje jednocześnie, że ton kampanii nadaje Tusk. Przyznają to zresztą politycy wszystkich partii. Warto zauważyć, że przestaje mieć sens pytanie, „jaka będzie kampania wyborcza", ponieważ ona już trwa. Trzy główne partie od dawna pracują w kampanijnym rytmie.

– Tematy kampanii? Te, które najaktywniejsi narzucą innym – odpowiada Rafał Grupiński, osoba współtworząca strategię PO.

Na razie tematy narzuca jego partia. Najlepszym przykładem jest walka z chuliganami stadionowymi. Według informacji „Rz" kierownictwo Platformy zamówiło badania opinii publicznej po zamieszkach wywołanych przez polskich kiboli w Wilnie i Kownie. Ich wynik skłonił do zaprezentowania ostrej postawy premiera i rządu. Opłaciło się, bo mimo krytyki dużej części mediów 54 proc. Polaków od razu poparło działania rządu.

Kolejną wrzutką był transfer Bartosza Arłukowicza, którego celem jest pokazanie PO jako partii skupiającej postaci lubiane i cenione, niezależnie od dzielących je poglądów.

Wrzutki jednak nie będą w stanie całkowicie wypchnąć tematów zasadniczych.

– Smoleńsk, drożyzna, nienawiść – wylicza poseł PSL Janusz Piechociński. Temat „nienawiść" będzie wzajemnym licytowaniem się, która partia używa języka nienawiści, a która nie.

Dominacji tematu katastrofy smoleńskiej (wbrew pozorom) nie chce PiS. – Ale chce Platforma. A ona ma przewagę – dodaje Piechociński.

Smoleńsk pogrąża PiS jako partię jednego tematu. Na dodatek odsuwa na plan drugi temat niewygodny dla PO, czyli drożyznę. – Będzie ogłoszony raport na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej (przez szefa MSWiA Jerzego Millera – red.), gdzie wina za tragedię zostanie przesunięta w stronę prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ludzi z jego kancelarii. PiS jest zupełnie nieodporny na takie zaczepki i w ten sposób sam zostanie wepchnięty w jeden temat – przewiduje rzecznik SLD Tomasz Kalita.

Politycy PiS mają tego świadomość. Widać wyraźnie, że od dłuższego czasu nie wypowiadają się na temat katastrofy. Jednocześnie mają też nadzieję, że raport komisji Millera będzie kłopotem przede wszystkim dla premiera i jego ministrów.

Obie partie opozycyjne: PiS i SLD, chcą narzucić temat drożyzny. Jest charakterystyczne, że słowa „drożyzna" używają chętnie politycy obydwu tych ugrupowań. Przedstawiciele Platformy unikają go, wolą mówić o cenach dość abstrakcyjnie. Tu PO rzeczywiście ma kłopot. Na pytanie o wysokie ceny politycy Platformy jak mantry używają jednego zdania: rząd nie ma wpływu na ceny.

To tłumaczenie brzmi jednak bezradnie. Dlatego będziemy świadkami prób rozszerzenia lub zawężenia debaty o drożyźnie i gospodarce. Politycy Platformy będą chcieli mówić o gospodarce w możliwie najszerszym kontekście, by pokazać, że podobne procesy dzieją się i w innych krajach, oraz by pochwalić się pozytywnymi wskaźnikami (np. wzrostem produkcji lub płac).

Opozycja przeciwnie – będzie zawężała debatę do rozmowy o wzroście cen podstawowych artykułów.

Prawdopodobnie spór o ceny zmarginalizuje temat prezydencji. Rząd od dawna robił sobie wielkie nadzieje, że widowiskowe uroczystości, na których Donald Tusk będzie podejmował przywódców państw Unii, dodadzą mu splendoru. – A my wtedy pokażemy, że Polacy nie mają co do garnka włożyć, gdy Tusk pławi się w przepychu – zapowiadają politycy opozycji. To metoda demagogiczna, ale wygląda na to, że skuteczna, co przyznają także politycy koalicji.