Wencel pisze o meczu, który odbył się wiosną 1982 roku:

Co jeśli nie „piękno futbolu”, przyciąga na stadiony takich jak my fanatyków? Ta jedna chwila unicestwia codzienność stanu wojennego. Nagle wszyscy odnajdujemy się w jądrze mitu, bo ukochany klub to nie tylko kopanie piłki. To przede wszystkim tradycja, doświadczenie wierności, honoru, nonkonformizmu i solidarności, jednym zdaniem - szkoła charakteru.

I tu właśnie Wencel przedstawia swoje oryginalne spostrzeżenie:

Kibicowanie w swoim najgłębszym sensie opiera się na tych samych zasadach, co patriotyzm, generuje podobne emocje. Jest formą, która w warunkach pokoju zastępuje prawdziwą walkę o niepodległość.

Według felietonisty należy zrozumieć emocje kibiców, którzy są dziś spychani na margines:

Kto uważa, że ta lekcja historii w kontekście futbolowym jest nie na miejscu, nigdy nie zrozumie duszy prawdziwego kibica, który skandując nazwę swojej drużyny, czuje się dokładnie tak samo, jakby krzyczał: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. (...) Decyzją Donalda Tuska prawdziwi kibice znaleźli się w grupie Polaków, dla których nie jest przewidziane miejsce we współczesnej kulturze. Czy tego chcą, czy nie, dzielą los z moherami.

A Państwu jak się wydaje? Czy wrzucanie do jednego worka polskiej walki o niepodległość z szalikowymi przyśpiewkami, o stadionowych zadymach nie wspominając, to metafora udana, chybiona czy śmieszna?