Premier jest w ofensywie, wszędzie go pełno. A to oznacza, że szef rządu ma świadomość, iż jego partia utkwiła w błocie po kolana. Czy i teraz wyjdzie z tego cało? (…)
Jak na liczbę wpadek, gaf i błędów sondażowe tąpnięcie z początku roku to i tak łagodna kara. Premier jednak najwyraźniej uznał, że od takich potknięć może się zacząć prawdziwy zjazd na dno. Więc tak jak jesienią w kampanii zdecydował, że to on bierze na siebie bitwę o końcowy wynik, tak i tym razem usunął ministrów w cień. I pokazuje, że bycie kanclerzem to jego życiowa rola.
Jednak ten kij ma także swój drugi koniec:
Jeśli szef rządu będzie firmował każdą z nietrafionych decyzji swoich ministrów, wkrótce się okaże, że plecak z problemami jest tak ciężki, że przygniecie nawet tak sprytnego gracza jak Tusk. W karierze każdego polityka jest punkt krytyczny, po którym wszystko, nawet racjonalne i rozsądne posunięcia, zaczyna wyborcom przeszkadzać. Premier już raz tego doświadczył, kiedy bezlitośnie wytykano mu nawet nieczęstą wśród polskiej klasy politycznej umiejętność przepraszania. Stał się nieomal polskim Mr Przepraszam.
Durczok podsumowuje:
Jeśli zaś utrzymanie kursu „na lidera" okaże się trwałe, Polacy będą mieli dosyć Tuska jak niewielu polityków w najnowszej historii. I to niezależnie, czy będzie się chował przed opinią publiczną - jak w pierwszych miesiącach po wyborach, czy też wyjdzie z okopów na front - jak ostatnio.
Donald Tusk rozsmakował się we władzy samodzielnej. Dzieli się nią tylko tam, gdzie materia jest zawiła, skomplikowana i ewidentnie przekracza jego kompetencje. Tak jest w finansach czy funduszach unijnych. Stąd tak silne pozycje ministrów kierujących tymi resortami. W całej reszcie zagadnień szef rządu porusza się w swojej opinii całkiem sprawnie. Więc gani, ruga i strofuje ministrów, przejmując i wchodząc w ich role. Póki nie uzna, że warto się podzielić władzą - a być może i sukcesami - po zostanie mu rola supernadzorcy. Rola, w której na końcu III aktu, kiedy zamiast braw usłyszy gwizdy, będzie mógł tylko wyrzucić swoich aktorów z teatru. Tyle że zaraz potem widownia podziękuje i jemu.
Proszę, proszę, nawet red. Durczok twierdzi, że koniec jest nieuchronny. Świat się kończy. Świat Donalda Tuska?