Nocne informacje o planowanym zamachu na Monachium pokazują, jak łatwo zastraszyć milionowe miasto w najpotężniejszym kraju Unii Europejskiej. Kraju, który do tej pory bardzo dobrze sobie radził z kontrolowaniem radykalnych muzułmanów na swoim terytorium.
Pierwszą próbę Niemcy przeszli 17 listopada, cztery dni po krwawych zamachach dżihadystów na Paryż. Wtedy pojawiło się ostrzeżenie o ataku na nieco mniejszy od Monachium Hanower. Ale wśród potencjalnych celów była kanclerz Angela Merkel, która miała być widzem na meczu piłkarskim Niemcy-Holandia. Cały kraj nasłuchiwał wówczas wieści z Hanoweru. Aż padło wyczekiwane zdanie: „Pani kanclerz jest bezpieczna”. To były wieści jak z pola wojny. Wojny z terrorem spod czarnej flagi dżihadystów.