Reklama

Żukowski: Doping. Rosja wciąż w oślej ławce

Rosyjscy sportowcy nie mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem. Przybywa sygnałów, że zorganizowany przez państwo doping zniszczy kariery wielu z nich.

Aktualizacja: 07.02.2017 21:59 Publikacja: 07.02.2017 20:02

Żukowski: Doping. Rosja wciąż w oślej ławce

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Jeśli dali się przyłapać, medale zostaną im odebrane, jeśli wciąż startują i są niewinni, i tak ciąży na nich domniemanie winy, na które zapracował cały sport. Rosyjski sportowiec nie ma dziś powodów do dumy, gdy wystawi nos poza ojczyznę, a rosyjski lekkoatleta jest podejrzany z definicji, nawet jeśli nie wpadł na kontroli.

Rada Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF) jednogłośnie zadecydowała, że Rosjanie nie zostaną zaproszeni na sierpniowe mistrzostwa świata do Londynu, bo ich ojczyzna nie dość szybko zrywa z dawnymi praktykami, a wypowiedzi polityków (m.in. wicepremiera Witalija Mutki) nie świadczą o tym, że zrozumieli swoje błędy i są gotowi do radykalnych zmian.

IAAF nie zamyka jednocześnie drogi na lekkoatletyczny mundial tym rosyjskim zawodnikom, którzy nigdy nie zostali przyłapani i nie byli cytowani w raporcie Richarda McLarena (kanadyjskiego profesora badającego doping w Rosji). W igrzyskach w Rio z tej możliwości skorzystała tylko trenująca w USA skoczkini w dal Daria Kliszina, teraz chętnych do startu w mistrzostwach świata pod neutralną flagą jest już ponad 30. Może to oznaczać, że u lekkoatletów rośnie świadomość, że w barwach matuszki Rosji świata szybko nie podbiją.

Federacja Lekkoatletyczna zajęła już stanowisko, choć Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) pół roku po Rio i rok przed zimowymi igrzyskami w sprawach rosyjskiego dopingu i ewentualnego odebrania Rosjanom prawa startu w Pjongczangu milczy. W niektórych dyscyplinach, np. w biatlonie, zawodnicy próbują wziąć sprawy w swoje ręce i domagają się ostrych sankcji (liderem antyrosyjskiej krucjaty jest najsłynniejszy biatlonista świata Francuz Martin Fourcade).

Być może powodem tego, że IAAF wybiegła przed szereg, jest to, że na czele tej organizacji stoi sławny brytyjski biegacz sprzed lat sir Sebastian Coe, wobec którego angielska prasa (szczególnie lewicowy „Guardian") ma wiele zastrzeżeń, jeśli chodzi o czas, gdy był zastępcą ówczesnego szefa Lamine Diacka. Senegalczyk wraz z rodziną zbudował korupcyjny system, z którego korzystali przede wszystkim Rosjanie wpadający na dopingu. Za łapówki wyniki tych kontroli tuszowano, aż do momentu, gdy proceder ujawniła niemiecka telewizja ZDF. Teraz Coe chce być twardy wobec Rosjan, by puszczono w niepamięć jego winy i zaniechania.

Reklama
Reklama

IAAF już zajęła stanowisko wobec Rosji, MKOl jeszcze nie przemówił. Trudno się dziwić, olimpijskie drażnienie Putina to o wiele poważniejsza sprawa.

Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Publicystyka
Piotr Madajczyk: Wysiedlenia znów rozpalają emocje. Niemiecko-polski powrót do przeszłości
Publicystyka
Jan Zielonka: Z kim trzyma Donald Trump? Czy jest w cichym sojuszu z Rosją Putina?
Publicystyka
Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Zgody Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem nie ma. Ale jedna osoba może ich pogodzić
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama