Od 1 marca chorzy na mukowiscydozę mają dostęp do nowych leków. Co to oznacza?

To jest przełom, który rozpoczyna nową erę leczenia mukowiscydozy. Myślę, że to wydarzenie na miarę odkrycia genu CFTR w 1989 r. Wówczas nastąpił przełom diagnostyczny, który zapoczątkował badania w kierunku terapii przyczynowych. Natomiast teraz mamy nowe otwarcie ery leczenia przyczynowego.

Jak do tej pory wyglądało leczenie w Polsce?

Pacjenci w Polsce mieli dostęp do terapii objawowych, a od 2020 r. do jednego leku przyczynowego – iwacaftor. Stosowano go w tzw. mutacjach bramkujących, rzadkich w Polsce, więc lek otrzymywało tylko kilka osób. Chorzy, którzy mogli korzystać z innych modulatorów, to byli chorzy w programie pomocowym dla czekających na przeszczepienie płuc. To była limitowana grupa.

Obecny program otwiera te możliwości dla dużo szerszej grupy pacjentów. Najbardziej oczekiwanym lekiem jest kombinacja z trzech cząsteczek – elexacaftor, tezacaftor i iwacaftor, dostępny dla chorych od 12. roku życia.

Czytaj więcej

Mukowiscydoza to choroba nieprzewidywalna

Dziś już może być stosowany od 6. roku życia.

Procedury trwają długo i kiedy składana była aplikacja, był dostępny od 12 lat. To pokazuje, jak ogromna jest dynamika tych zmian. Mamy nadzieję, że producent uzupełni tę aplikację.

Dla chorych młodszych będą dostępne zestawy dwucząsteczkowe dostępne od 6. roku życia. A dla najmłodszych dzieci, jeśli będzie taka potrzeba, będzie także dostępna starsza kombinacja dwuskładnikowa.

Musimy jednak pamiętać, że mimo szerokiego otwarcia, leki te nie obejmują 100 proc. chorych. Mamy bardzo dużo różnych mutacji genu CFTR.

Te leki jeszcze nie powstały?

Nie wszyscy chorzy mają białko, które można modulować. Niektóre mutacje powodują, że ono w ogóle nie występuje. Upraszczając – to białko pełni rolę takiej bramki w błonie komórkowej przepuszczającej jony. I jeśli ta bramka źle działa, to przepływ  jonów jest zaburzony, co skutkuje powstawaniem gęstego, lepkiego śluzu. W momencie gdy jest to prawidłowo skorygowane, tego problemu nie ma.  

Mutacje, w których nie powstaje białko, nie zareagują na leczenie modulatorami. I ci chorzy muszą czekać na kolejne postępy biotechnologii. Dlatego 10–15 proc. pacjentów  będzie miało nadal jedynie leczenie objawowe.

Jakich efektów można spodziewać się po leczeniu przyczynowym?

Różnych, w zależności od wieku chorego. Inaczej taki modulator zadziała u chorego dorosłego, który ma już bardzo dużo zmian – w jego przypadku będzie można jedynie zahamować dalszy postęp choroby. Natomiast  zmiany, które są utrwalone, już się nie wycofają. Będzie można jedynie blokować dalszy proces ich powstawania. 

Największe korzyści będą odnosili ci pacjenci, którzy zmian jeszcze nie mają. Dlatego z dostępności tych leków szczególnie cieszą się pediatrzy, bo będziemy mogli interweniować i nie dopuszczać do takiego postępu choroby.

Dla lekarzy wprowadzenie nowej cząsteczki jest trudne?

To z pewnością duże wyzwanie dla środowiska leczącego jak i samych chorych. Lekarze będą musieli zmierzyć się z potężnym, układowym leczeniem. To nie jest tylko działanie na układ oddechowy, ale też na pokarmowy czy endokrynologiczny, dlatego tak ważne jest, by zajmował się tym zespół wielodyscyplinarny. 

Jest taki zespół?

To zależy. O ile w szpitalach dziecięcych tak, o tyle w ośrodkach dla dorosłych sytuacja jest bardziej skomplikowana. Dlatego na bazie tego programu powinny powstać ośrodki leczenia  dorosłych z mukowiscydozą zgodne z międzynarodowymi standardami.

Dlaczego w pediatrii jest lepiej?

Od 2009 roku cała Polska została objęta badaniami przesiewowymi noworodków. Te placówki, które zajmowały się dziećmi z przesiewu, utworzyły siatkę ośrodków pediatrycznych. Ale te nasze dzieci dorastają i będą żyły coraz lepiej i coraz dłużej i jest paląca potrzeba, żeby każdy ośrodek pediatryczny mógł przekazywać swoich absolwentów do dorosłego ośrodka pulmonologicznego. Prowadzimy na ten temat rozmowy z Ministerstwem Zdrowia. Mamy nadzieję, że doświadczenia z ośrodków pulmonologii pediatrycznej temu posłużą.

Wprowadzane obecnie leczenie to potężne narzędzie, które można porównać do chemioterapii. To będzie przełom, który spowoduje, że ta choroba będzie chorobą przewlekłą. Natomiast będzie to musiało być monitorowane i prowadzone w sposób specjalistyczny i wnikliwy po to, by uzyskać maksymalne efekty. Na pewno jest to okazja, by doszkolić ośrodki, które ten program lekowy będą miały.

W Polsce chorzy żyją znacznie krócej niż np. we Francji.

Tak i to jest m.in. efekt braku rozbudowanej, wielodyscyplinarnej opieki dla dorosłych. Chorzy trafiają w normalny system ochrony zdrowia, czyli do poradni i przy zaostrzeniach na SOR. W chorobie, która musi być często i wnikliwie monitorowana, to za mało.

Stworzenie sieci ośrodków do programu zainicjuje powstanie sformalizowanych zespołów z prawdziwego zdarzenia. To jest warunek, żebyśmy tę potężną broń, którą właśnie otrzymaliśmy, wykorzystali dla poprawy długości i jakości życia chorych z mukowiscydozą.

Ważna jest też fizjoterapia. 

Z uwagi na zmieniony przepływ przez błonę komórkową dochodzi do powstawania gęstego, lepkiego, nieprawidłowego śluzu. Oczywiście leki przyczynowe poprawią tę sytuację, ale jeśli ktoś ma już zmiany utrwalone, to w tych częściach zniszczonych płuc śluz będzie nadal zalegał. U osób zdrowych, np. przy infekcji, śluz usuwa się przez odkaszlnięcie, u tych chorych trzeba to sprowokować zewnętrznymi metodami. To zarówno leczenie inhalacyjne, jak i różne zabiegi z dodatnim, jak i z ujemnym ciśnieniem, które pozwalają tę wydzielinę ewakuować. Bardzo ważna jest także kontrolowana aktywność fizyczna, zwłaszcza że stan wielu chorych jest bardzo dobry. My już teraz stan wydolności fizycznej nastolatków określamy poprzez testy wysiłkowe na bieżni. Myślę, że coraz bardziej program monitorowania chorych z mukowiscydozą będzie przypominał program sportowców. To będzie działo się stopniowo.

Prof. dr hab. n. med. Dorota Sands, kierownik Zakładu Mukowiscydozy Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie i Centrum Leczenia Mukowiscydozy – Kliniczny Oddział Chorób Płuc SZPZOZ im. Dzieci Warszawy w Dziekanowie Leśnym, prezes Polskiego Towarzystwa Mukowiscydozy