Z tego artykułu dowiesz się:
- Kim jest rosyjski prawnik z azylem politycznym w Polsce, którego prokuratura oskarża o kierowanie atakami na opozycjonistów.
- Jak wyglądał mechanizm międzynarodowych napaści na współpracowników Aleksieja Nawalnego, od Argentyny po Litwę.
- Jaką rolę w sprawie miał odegrać rosyjski miliarder i co było motywem zlecania brutalnych pobić.
- Dlaczego cała sprawa może być rosyjską prowokacją, a kluczowe dowody budzą poważne wątpliwości.
Do Buenos Aires, Wilna czy Nowego Jorku – między innymi tam jeździli zwerbowani w Polsce ludzie ze środowisk kryminalnych, by przeprowadzać ataki na rozsianych po świecie rosyjskich opozycjonistów z otoczenia Aleksieja Nawalnego. Według prokuratury z Warszawy miał nimi kierować Anatolij B., prawnik, który sam był działaczem opozycji antyputinowskiej, mieszka w Polsce od niemal dekady, a od kilku lat posiada u nas azyl polityczny.
Prokurator Mazowieckiego Wydziału do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oskarżył go o pięć przestępstw, w środę przed Sądem Okręgowym w Warszawie ma rozpocząć się jego proces. Za poszczególne czyny grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności. O jaką karę wystąpi oskarżyciel? – W tej kwestii wypowiem się dopiero na rozprawie w sądzie – odpowiada „Rzeczpospolitej” prok. Lesław Bożek, autor aktu oskarżenia. Adwokat Anatolija B. odmawia komentarza, a sam zainteresowany nie przyznaje się do zarzutów, choć złożył obszerne wyjaśnienia.
Czytaj więcej
Buenos Aires, Wilno, Genewa, Nowy Jork – tam jeździli zwerbowani w Polsce ludzie ze środowisk kryminalnych, by przeprowadzać ataki na rosyjskich op...
Co mu zarzuca prokurator? Ustalenia śledztwa szczegółowo opisaliśmy rok temu, w lipcu 2025 r. Według prokuratury B. miał zlecić serię napaści na rosyjskich opozycjonistów, inspirowany przez rosyjskiego miliardera Leonida Niewzlina – byłego wiceprezesa Jukosu, który od lat mieszka w Izraelu i także jest zaangażowany w działalność opozycji demokratycznej – to wersja prezentowana przez współpracowników Nawalnego z FBK (Fundacji na Rzecz Walki z Korupcją), którzy we wrześniu 2024 r. ogłosili wyniki własnego dochodzenia. Ustalenia polskiej prokuratury mają być podobne.
Od podpalenia makiety, do ataków słownych i pobicia Leonida Wołkowa
Anatolij B. odpowie przed sądem za pięć przestępstw, z czego trzy dotyczą tzw. sprawstwa kierowniczego. Ataki dotknęły rosyjskich opozycjonistów związanych z fundacją antykorupcyjną założoną przez Aleksieja Nawalnego (który w lutym 2024 r. zmarł w rosyjskim łagrze), a prowadzoną następnie przez Leonida Wołkowa i współpracowników. Chodzi o zdarzenia z lat 2023-2024, które odbiły się echem.
Najpierw było podpalenie w Wilnie makiety celi Nawalnego, będącej kopią prymitywnej celi w kolonii karnej, w jakiej opozycjonista spędził ostatnich 300 dni swojego życia. Podpalona makieta spłonęła doszczętnie w lipcu 2023 r. Dwa miesiące później doszło do fizycznej napaści w Argentynie na mieszkającego w Buenos Aires rosyjskiego ekonomistę Maksyma Mironowa i jego żonę. Pojechał tam z Polski wynajęty do tego niejaki Grzegorz D. – na ulicy spacerującej z dzieckiem żonie Mironowa zagroził, krzycząc „trzymaj się z dala od Rosji”, i uderzył ją w twarz. Dzień wcześniej ten sam komunikat przekazał im przez domofon.
Najbardziej dotkliwy był atak na Leonida Wołkowa – pierwszy plan zakładał jego porwanie na Litwie i przewiezienie do Rosji; kolejny wariant – napaść w USA, gdzie pojechał z wykładami. Ostatecznie, w marcu 2024 r., w Wilnie wynajęci napastnicy pobili go młotkiem, gdy wjeżdżał samochodem do garażu.
Czytaj więcej
W aktach sabotażu nie chodzi o same straty materialne. Rosja chce, żebyśmy obudzili się rano i czuli, że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni – mówią ek...
Grzegorz D., zwerbowany do „zlecenia” w Argentynie, był niekarany, ale zadłużony. Dostał screen zdjęcia Mironowa, żeby wiedział, kto jest celem. I on wpadł pierwszy. Pobicia Wołkowa dokonali z kolei powiązani ze środowiskiem pseudokibiców Maksymilian K. i Igor C. A do Nowego Jorku udał się Rafał Ł. ps. Adidas, ale plan skatowania Wołkowa nie wypalił, bo Ł. musiał się wycofać.
Według prokuratury w werbunku wykonawców miał pośredniczyć Białorusin Viktar P., mieszkający w Polsce, który jednocześnie utrzymywał kontakty z Anatolijem B. Z kolei B., zlecając serię napaści, miał być inspirowany przez rosyjskiego miliardera Leonida Niewzlina, z którym miał być w stałym kontakcie w czasie, kiedy wynajęci osiłkowie dokonywali napaści. A motywacją miliardera miało być ukrócenie ataków pod jego adresem ze strony osób ze środowiska Nawalnego.
Werbownik „sypie” Anatolija B., SMS-y z komunikatora od zaskakującego źródła
Jakie dowody na taką wersję posiada prokuratura? Dowiemy się dopiero w sądzie. Według naszych informacji ma posiadać m.in. screeny korespondencji pomiędzy miliarderem a Anatolijem B. pochodzące z czasu trwania ataków. Czy jednak zbadano ich autentyczność – nie wiadomo.
Oskarżonego prawnika obciąża swoimi zeznaniami Viktar P. (mieli się poznać w kasynie). Zwerbowani bezpośredni wykonawcy nie wiedzieli, czyje zlecenie wykonują.
W sprawie jest więcej zagadek – jak ta, że SMS-y (fragmenty korespondencji, jaką mieli wymieniać ze sobą Anatolij B. z miliarderem Niewzlinem) dostarczył do fundacji niejaki Andriej Matus, nazwany przez współpracowników Nawalnego „załatwiaczem” związanym z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa i światem kryminalnym. Matus miał przejmować telefony napastników po atakach, w tym telefon Anatolija B., i ściągnąć SMS-y rzekomo pomiędzy nim a Niewzlinem. Podobno po to, by przekazać je fundacji Nawalnego, jak i rosyjskim służbom.
Czy gdyby istotnie B. i miliarder byli zaangażowani w ataki, zachowywaliby się tak nieostrożnie, żeby na gorąco wymieniać wskazówki? To, podobnie jak i wszystkie inne dowody, oceni sąd.
Czytaj więcej
Odkąd prezydent Władimir Putin rozpoczął inwazję na Ukrainę, za ataki i prześladowania Rosjan – znaczących lub nie – obwinia się agentów Moskwy w c...
W polskim śledztwie – według naszych informacji – Leonid Niewzlin nie został przesłuchany. Wcześniej, kiedy nagłośniono sprawę, miliarder na Telegramie zaprzeczył, aby miał cokolwiek wspólnego z „zamachami na ludzi”, a opublikowane treści określił jako „zmontowane w Moskwie »wrzutki«”.
Zastanawiające jest, że fragmenty korespondencji (m.in. SMS-y z szyfrowanego komunikatora), jakie opublikowała FBK, pojawiły się w stacji Russia Today – tubie propagandowej Kremla. Oryginalnych nośników, pozwalających ocenić, czy treści są autentyczne – według naszej wiedzy – śledczy nie posiadają.
Nasi rozmówcy sugerowali, że cała sprawa wygląda jak rosyjska prowokacja nastawiona na skłócenie opozycji antyputinowskiej, podzielonej na dwa ośrodki (ośrodek Chodorkowski-Niewzlin oraz drugi, skupiony wokół nieżyjącego już Nawalnego).
Wykonawcy ataków (łącznie 10 osób) to Polacy z kryminalną przeszłością – dostali zarzuty, na krótko trafili do aresztu. Dzisiaj wszyscy, w tym także Viktar P., są na wolności. W areszcie pozostaje tylko Anatolij B. To dlatego, że sprawa jest „aresztowa”, sąd wyznaczył pierwszą rozprawę już po czterech miesiącach od wpłynięcia aktu oskarżenia.
Anatolij B. od trzech lat posiada azyl polityczny w Polsce, a mieszka tu dłużej. W przeszłości osiem lat spędził w kolonii karnej, skazany przez reżim Putina.