Po serii napaści seksualnych ze strony cudzoziemskich kierowców świadczących przewozy najpierw (tydzień temu) Uber, a teraz Bolt wprowadza nowe rozwiązania mające poprawić jakość przejazdów taksówkami zamawianymi przez aplikacje. Kluczowa zmiana sprowadza się do tego, że zanim kierowca zacznie wozić ludzi, jego dokumenty dokładnie sprawdzą pracownicy Bolta. Dotąd dochodziło do nadużyć – kierowcy używali cudzych czy fałszywych dokumentów, co wykazały niedawne kontrole policji.

Rewolucyjne zmiany Bolt ogłosił w poniedziałek, kilka dni po tym, gdy pojawiły się sugestie, że Główny Inspektorat Transportu Drogowego może odebrać firmie licencję.

Auta do znakowania

Bolt (jak i Uber) uruchomi w całym kraju punkty obsługi kierowców – pierwszy na początku przyszłego roku w Warszawie, kolejnych 11 powstanie w największych miastach. Tam kierowców dokładnie sprawdzą – będą musieli przedstawić m.in. prawo jazdy, zaświadczenie o niekaralności, badania medyczne i psychologiczne, a także licencję taksówkarską. Wszystkie te dokumenty przed dodaniem do platformy szczegółowo osobiście zweryfikuje przeszkolony zespół Bolt.

Czytaj więcej

Przybywa kobiet zgwałconych w taksówkach zamawianych przez aplikacje

Do tego wszystkie samochody na platformie będą oznakowane jako taksówki (kierowca musi dostarczyć zdjęcie), co – jak podkreśla firma – „pozwoli uniknąć jakichkolwiek pomyłek”. Z kolei identyfikator kierowcy będzie w widocznym miejscu w aucie.

– Poprzez zaostrzenie wymogów wobec partnerskich kierowców i flot potwierdzamy, że Bolt traktuje poważnie swoje zobowiązania wobec polskich władz i lokalnej społeczności – mówi Paweł Kuncicki, country manager Bolt w Polsce.

Rząd do działań zmotywowała Aleksandra Gajewska z PO

Kierowcy i floty mają czas na dostarczenie dokumentów do końca grudnia. W nowe rozwiązania Bolt zainwestuje 10 mln zł.

To zmiany w podobnym kierunku jak zapowiedziane ostatnio przez Ubera, który także zaostrzył badanie kierowców – muszą zgłaszać się osobiście do Centrum Wsparcia, by potwierdzić tożsamość i uprawnienia, a zdjęcia ma im robić pracownik firmy „na specjalnym tle”.

Dotąd weryfikacja dokumentów kierowców – cudzoziemców, często z dalekich krajów – była fikcją, co pokazały zwłaszcza ostatnie miesiące. W Warszawie – o czym pisaliśmy – doszło do plagi gwałtów, których sprawcami byli kierowcy obu sieci. W marcu br. w stolicy toczyło się 20 śledztw, dziś ponad 30. Jak wykazała kontrola policji w Warszawie, co szósty sprawdzony kierowca taxi „z aplikacji” jeździł na fałszywych dokumentach. Byli to Gruzini, Uzbecy, Tadżycy, Algierczycy. Apogeum napaści miało miejsce w wakacje, od września ich liczba wyraźnie zmalała.

Obawa o licencje

Niezależnie od aktywności Bolta i Ubera – jak pisaliśmy w „Rz” – gruntowne zmiany w trosce o pasażerów „w środkach transportu zamawianych przez aplikacje” wprowadza projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym. Rząd także chce obowiązkowej i realnej weryfikacji tożsamości kierowców – tego, by firma sprawdzała jego dokumenty, zobowiązując go „do osobistego stawiennictwa i wykonania zdjęcia umożliwiającego ustalenie wizerunku jego twarzy oraz odwzorowania cyfrowego okazanych dokumentów” – wskazuje KPRM.

„Największym problemem było to, że kierowcy, rejestrując się w systemie, dołączali fałszywe dokumenty i nie można było ocenić, czy przewóz wykonuje osoba faktycznie zarejestrowana. Teraz kierowcy będą musieli osobiście stawić się w firmie i okazać dowód czy prawo jazdy” – mówił nam Janusz Cieszyński, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa.

Rząd do działań w tym zakresie zmotywowała posłanka Aleksandra Gajewska (KO), która wskazywała na pilną potrzebę lepszego sprawdzania kierowców i większą odpowiedzialność w tym zakresie przez platformy, w ramach których wykonują przewozy.

Co szósty sprawdzony kierowca taxi „z aplikacji” jeździł na fałszywych dokumentach - wykazała kontrola policji w stolicy

Kilka dni temu część mediów informowała, że główny inspektor transportu drogowego chce odebrać licencję firmie świadczącej przewozy „z aplikacji”, a nieoficjalnie pojawiały się sugestie, że chodzi o Bolta.

– Zostało wszczęte takie postępowanie. Chodzi o firmę świadczącą usługi pośrednictwa przy przewozie osób za pomocą aplikacji, która zlecała wykonywanie przewozów przedsiębiorcom, którzy nie mieli licencji na przewóz osób – mówi nam Monika Niżniak, rzeczniczka GITD, ale nazwy firmy nie chce podać.

Bolt nie potwierdza, by to skłoniło go do działań.