To jedno z ustaleń, które zapadły podczas spotkania premiera Japonii Sindzo Abe z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

- Rozmawialiśmy o wspólnej działalności gospodarczej na czterech północnych wyspach. Japończycy i Rosjanie wspólnie będą tam prowadzić hodowlę ryb i morskich jeży (jeżowców) - cytuje rosyjskiego prezydenta agencja Nowosti. Jeżowce to w Japonii prawdziwy przysmak. Japończycy jedzą wiele morskich stworzeń. A okrucieństwo sposobu ich podawania wzbudza w Europejczykach odruch wymiotny (np. w restauracjach serwuje się Ikizukuri - żywe ryby, które goście ze smakiem obgryzają po kawałku, obserwując mękę zwierzęcia). Jeżowce też podaje się żywe. Przekrawa na pół i wyjada łyżką.

Premier Abe, który odwiedził Moskwę w końcu kwietnia, dodał, że na Wyspach Kurylskich ma się też rozwijać turystyka; zostaną też stworzone nowe, korzystne warunki dla japońskiego biznesu, który chciałby tam zainwestować. Kuryle - wulkaniczne wyspy leżące w obwodzie sachalińskich na Morzu Ochockim od końca drugiej wojny światowej pozostają kością niezgody między Japonią a Rosją. Z powodu zajęcia ich przez Rosję oraz japońskich roszczeń (przed wojną należały do Japonii), oba kraje do dziś nie podpisały traktatu pokojowego.

Japończycy domagają się zwrotu największych wysp południowej części grupy - Iturupu, Kunaszyru, Szikotanu oraz grupy Chabomai. Nazywają je swoimi Terytoriami Północnymi. Za czasów ZSRR stacjonowała tam Armia Czerwona i działały zakłady rybne. Po rozpadzie ZSRR Kuryle opuściło wojsko, zakłady upadły a większość ludzi wyjechała.

Dzięki temu wyspy są dziś wyjątkowym miejsce rozwoju dzikiej przyrody, z czynnymi wulkanami, bogatymi w stworzenia morskie wodami. Burzliwe wody, jesienne cyklony i gęste mgły utrudniają odwiedzenie wysp, ale kto raz tam zabłądził, wracał oczarowany.

Rosji zależy na ochronie wód wokół Kuryli przed ekspansją japońskich kutrów. A jest ich w ostatnich latach coraz więcej. Stąd dopuszczenie Japończyków do wspólnego biznesu, by móc choć częściowo go kontrolować.