– Sąd uznał, że Jarosław Kaczyński kłamał, mówił nieprawdę, ale stwierdził jednocześnie, że nie przekroczył progu szkodliwości czynu. Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny, niezrozumiały – komentował po jego ogłoszeniu Krzysztof Brejza. Zapewnił, że choć szanuje decyzję sądu, wraz ze swoją pełnomocniczką, a prywatnie żoną Dorotą Brejzą, złożą apelację. Polityk podkreślił, że wyrok powinien być bowiem zweryfikowany przez sąd wyższej instancji dla dobra debaty publicznej.
Wydany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia, zapadł w procesie, który europoseł i były szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej prezesowi PiS wytoczył za naruszenie dóbr osobistych. Sąd umorzył postępowanie z powodu niskiej szkodliwości czynu.
Mec. Brejza również oceniła, że orzeczenie nie jest dobre „z wielu różnych powodów”. – Najmniej ważnym powodem jest osobista sprawa i poczucie naszej sprawiedliwości – zapewniała.
– Jest to wyrok (w procesie), który przez media był bardzo szeroko komentowany, który daje pewnego rodzaju sugestię opinii publicznej co do tego, co jest dozwolone, a co nie – podkreślała. I przypomniała, że w debacie publicznej nie ma zgody na kłamstwa i dezinformację, a „przypięta komuś łatka, że jest kłamcą i nie powinien funkcjonować w warunkach zaufania wyborców, może nieść za sobą ogromne konsekwencje”. – Powiedzieć, że to zdarzenie nie niesie za sobą społecznej szkodliwości, jest po ludzku kompletnie niezrozumiałe dla mnie, jako osoby, która sprawę prowadzi, ale też z punktu widzenia społecznego i edukacyjnego – oceniła.
Jarosław Kaczyński nie stawił się na ogłoszeniu orzeczenia.