Pierwotnie fotoradary miały służyć poprawie bezpieczeństwa na polskich drogach. Szybko jednak stały się "maszynką do zarabiania pieniędzy" dla gmin. Te zaś zachęcone dużymi zyskami poszły jeszcze dalej.

Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna do właścicieli pojazdów przyłapanych przez fotoradary trafiają bowiem gotowe blankiety, w których mogą oni skorzystać z opcji niewskazania sprawcy przekroczenia prędkości. Ci, którzy zdecydują się na ten krok, muszą zapłacić najczęściej o 100 lub 200 zł wyższy mandat, ale za to unikają punktów karnych. Są wtedy karani nie za samo przekroczenie prędkości, ale za wykroczenie z art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń. Przewiduje on grzywnę za celowe niewskazanie sprawcy wykroczenia drogowego.

– To jawne zachęcanie do zapłacenia wyższego mandatu kosztem uniknięcia dodatkowych punktów karnych – podkreśla Tadeusz Pepliński, prezes Stowarzyszenia Bezprawiu i Korupcji STOP

Zdaniem Wojciecha Kotowskiego, redaktora naczelnego czasopisma „Paragraf na drodze", takie postępowanie funkcjonariuszy budzi poważne zastrzeżenia. – Straż gminna powinna najpierw przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, aby ustalić, czy właściciel pojazdu rzeczywiście nie jest w stanie wskazać sprawcy wykroczenia – tłumaczy.

Podobnego zdania jest Piotr Saternus, skarbnik Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnych. – To pójście na łatwiznę. Funkcjonariusze powinni doprowadzić do konfrontacji z właścicielem pojazdu – wyjaśnia.

Inaczej do sprawy podchodzi prof. Ryszard Stefański, karnista z Uczelni Łazarskiego. – Ta praktyka może budzić wątpliwości etyczne, ale nie narusza żadnych przepisów. Jeżeli jednak na zdjęciu widać wyraźnie kierowcę, to straż nie powinna opierać się wyłącznie na oświadczeniu właściciela auta.

 

Przeczytaj nasz poradnik:

Wszystko o mandatach

Autopromocja
FIRMA.RP.PL

Sprawdzona, pogłębiona i kompleksowa wiedza dla MŚP

CZYTAJ WIĘCEJ

 

Zapraszamy do naszego serwisu:

» Prawo drogowe