Od soboty, 10 października, osoba, która z różnych przyczyn, np. zdrowotnych, nie może zakrywać ust i nosa, ma na wezwanie policjanta okazać zaświadczenie lekarskie. Już dziś wiadomo, że trudno je będzie zdobyć. Czasem może to być wręcz niemożliwe. A za podrabianie czy przerabianie takich zaświadczeń grozić ma do pięciu lat więzienia.

Czytaj także:

Fikcyjna kwarantanna

Tomasz Pietryga: Przerwany błogostan rządu

Do tej pory wystarczało oświadczenie osoby zatrzymanej o chorobie i sprawa była załatwiona.

– Mam astmę, niewydolność serca, jestem po ciężkiej operacji i funkcjonariusze odpuszczali. Teraz się to zmienia. Każdy, kto ze względu na stan zdrowia nie może nosić maseczki, musi mieć zaświadczenie. Policjanci będą mogli weryfikować autentyczność dokumentu u jego wystawcy, jeżeli podejrzewają, że może być podrobiony. A podrobienie albo posłużenie się fałszywym zaświadczeniem zrodzi dla takiej osoby skutki prawne związane z przestępstwem poświadczenia nieprawdy określonym w art. 270 kodeksu karnego i takiej osobie może grozić kara pozbawienia wolności nawet do pięciu lat – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji.

Nikt nie wie jednak, jakie ma to być zaświadczenie, kto ma je wydać i gdzie je zdobyć.

Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny, mówi, że zaświadczenie zwalniające z obowiązku noszenia maseczki może wystawić lekarz, który sprawuje opiekę nad pacjentem. Może to być lekarz rodzinny lub specjalista.

– Samo zaświadczenie powinno być poparte dokumentacją medyczną, w której znajduje się informacja, od kiedy pacjent się leczy, jakie bierze leki itd. Jest bardzo niewiele schorzeń, które usprawiedliwią zwolnienie z noszenia maseczki. Przy zaostrzeniu astmy lub przewlekłej obturacyjnej choroby płuc pacjent w ogóle nie powinien wychodzić na ulicę. Zawsze też istnieje możliwość zamiany maseczki na przyłbicę – uważa inspektor.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Innego zdania jest dr Bożena Janicka z Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

– Nie będzie żadnych zaświadczeń – mówi „Rzeczpospolitej". Są dwa powody. Po pierwsze, prawo ich nie przewiduje. Po drugie, lekarze nie mieliby kiedy ich wystawiać.

– W kwietniu i sierpniu weszły w życie rozporządzenia mówiące o tym, że tylko niewielka grupa osób ma przeciwwskazania do noszenia maseczek. W żadnym z rozporządzeń nie ma mowy o zaświadczeniach. A już na pewno nie może być mowy o ich wydawaniu w przypadku astmy czy niewydolności serca. To są bowiem wskazania do noszenia maseczek – uważa dr Janicka.

W podobnym tonie wypowiada się Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

– Jestem przeciwnikiem wystawiania przez lekarzy takich zaświadczeń. Nakładanie dziś dodatkowych obowiązków i biurokracji wydaje się zbędne – mówi.

Prawo jest jednak nieubłagane i przewiduje kary: albo 500 zł mandatu (za brak zaświadczenia), albo nawet do pięciu lat więzienia (za jego podrobienie).

Adwokat Rafał Rozwadowski uważa, że poświadczenie nieprawdy dotyczy różnych okoliczności. Jego zdaniem jest to poważne przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów.

– Jego popełnienie zawsze ma jakiś cel. Sankcja karna ma charakter odstraszający – tłumaczy.

Paweł Ignatjew z Kancelarii Janowski Poręcki Dąbrowska Ignatjew uspokaja.

– To sąd musi zważyć każdy konkretny przypadek. O karze zdecyduje indywidualnie w konkretnej sprawie. Przesądzi więc to, na ile zachowanie i czyn sprawcy naraziły inne osoby na niebezpieczeństwo czy straty – wyjaśnia.