W środę do południa na tę listę zgłosiło się 66 podmiotów, z czego połowa została już zarejestrowana. Na liście są partie polityczne, stowarzyszenia i fundacje, w tym kilka już z nazwy związanych ze spółkami z udziałem Skarbu Państwa (na które może pośrednio wpływać rząd, jak fundacje PGE, ENEA, Grupy PKP, które jeszcze w środę czekały na rejestrację).
PKW ma się w tej kwestii wypowiedzieć w najbliższych dwóch dniach. Zarejestrowanym podmiotom ustawa o referendum daje prawo do prowadzenia nieodpłatnej kampanii referendalnej w mediach publicznych: w TVP i w Polskim Radiu.
Czytaj więcej
Stowarzyszenie "Straż Narodowa" Roberta Bąkiewicza, Ośrodek Badania Antypolonizmu Dariusza Mateckiego, Kluby "Gazety Polskiej", Polskie Towarzystwo...
Podmioty, np. fundacje, które chcą brać udział w tej formie kampanii referendalnej, muszą mieć w swych statutach zapisaną działalność związaną z przedmiotem referendum, co PKW bada przy wpisaniu ich na listę.
Kwestii własnościowych tych podmiotów, w szczególności udziału Skarbu Państwa, ustawa o referendum nie reguluje.
Wiesław Kozielewicz: PKW może mieć kłopoty
Pytamy więc specjalistów, co sądzą o takiej sytuacji.
– Kampanię referendalną może prowadzić i finansować każdy, kto chce – wskazuje dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Jak podkreśla ekspert, kwestii własnościowych, w szczególności udziału Skarbu Państwa polskiego czy państw innych, ustawa o referendum nie reguluje.
– Mogą to być fundacje tak spółek Skarbu Państwa, jak i chińskie czy niemieckie – mówi dr hab. Zaleśny.
I podkreśla, że te regulacje są niekompatybilne z przepisami o parlamentarnej kampanii wyborczej, bo ta może być finansowana wyłącznie przez obywateli RP oraz z dotacji i subwencji uzyskiwanych przez partie polityczne.
Połączenie wyborów z referendum pozwala więc ominąć ograniczenia finansowania kampanii wyborczej nie tylko partii rządzącej i korzystanie ze wsparcia podmiotów zewnętrznych, także z zagranicy, w formie materiałów agitacyjnych choćby w internecie czy billboardów.
Wojciech Hermeliński, sędzia TK w stanie spoczynku i były szef Państwowej Komisji Wyborczej, uważa, że udział w kampanii takich powiązanych z władzą organizacji raczej nie wpłynie na wynik referendum, bo o tym zadecydują obywatele, ale samo podjęcie decyzji o referendum nie daje władzy prawa do tak intensywnego angażowania się w kampanię referendalną, co szkodzi wizerunkowi tego przedsięwzięcia.
Wiesław Kozielewicz, prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN, i także były szef PKW, wskazuje z kolei, że ustawa o referendum nie jest dobrze napisana, na dodatek mamy niewielkie doświadczenia z referendami. I PKW może mieć kłopoty z rozliczeniem finansowania i wykorzystania środków na dwie przeplatające się różne kampanie.
– W tej sytuacji najważniejsza powinna być transparentność źródeł finansowania obu kampanii, czy chodzi o środki publiczne czy prywatne – uważa sędzia Hermeliński.
Czytaj więcej
Przed 20 laty to PiS ostrzegał przed przepisami, które pozwalają finansować referendum bez ograniczeń. Dziś sam z nich korzysta, włączając do agita...