Rzeczpospolita: Czy Węgry czują się dobrze w NATO?

Péter Szijjártó: Oczywiście. To najsilniejszy sojusz militarny świata, jeżeli kraj jest jego członkiem, może się czuć bezpiecznie

Dlaczego pytam? Otóż pod koniec stycznia „Wall Street Journal” pisał, że premier Viktor Orbán w rozmowie z amerykańskim dyplomatą wspominał, że Węgry chcą być państwem neutralnym, takim jak Austria.

Nigdy tego nie powiedział.

Węgry jako jedno z niewielu państw sojuszu nie wysłało swoich żołnierzy na flankę wschodnią, do batalionów NATO, które są w trzech państwach bałtyckich i w Polsce. Dlaczego?

Nasze wojska ćwiczyły w państwach bałtyckich w 2017 roku, w tym roku od kwietnia do lipca to nasze samoloty będą strzegły tych państw w ramach misji Baltic Air Policing. I zawsze popieraliśmy decyzję o wzmocnieniu flanki wschodniej.

Węgry nie wysłały swoich żołnierzy do żadnego batalionu NATO, do Polski, Estonii, na Łotwę czy na Litwę.

Bo my bierzemy udział w ochronie tego regionu w innej formie.

Czy dlatego, że Rosja nie byłaby zadowolona z wysłania węgierskich żołnierzy do któregoś z batalionów?

To nas nie obchodzi. Ja się nie zajmuję roztrząsaniem tego, co inne kraje myślą o naszych decyzjach. Węgry prowadzą politykę zagraniczną zgodnie ze swoimi interesami narodowymi. Byłoby dużym błędem, gdybyśmy się zastanawiali, jak Rosja ocenia węgierskie decyzje w zakresie obrony.

Czy nie dostrzega pan innego nastawienie Polski i Węgier do Rosji?

Możemy mieć inne podejście, które wynika z tego, że wy jesteście Polakami, a my Węgrami. Nierealistyczne jest oczekiwanie, by dwa kraje miały identyczną politykę zagraniczną, wobec wszystkich państw. Mamy inną historię, inne położenie geograficzne, inne poglądy. Ale dlaczego to miałoby być problemem? Szanujemy stanowisko Polski wobec Rosji, nigdy go nie krytykujemy, nawet rozumiemy, a gdy Polska prosi o wsparcie, to go udzielamy. Z drugiej strony mam już dość rozpowszechnionego w mediach, a także wśród polityków europejskich poglądu, że Węgry prowadzą jakąś bliską współpracę z Rosją. A czy pan pytał Niemców czy Francuzów, dlaczego robią z Rosjanami wielkie interesy za miliardy euro? To niesprawiedliwe przedstawiać Węgry w ten sposób. Nasze stosunki z Moskwą są całkowicie przejrzyste, mamy jedno rocznie spotkanie na najwyższym szczeblu, czyli mniej niż czołowe państwa zachodnie, zapowiadamy oficjalnie takie spotkania. 80 proc. dostaw gazowych na Węgry pochodzi z Rosji, od strony infrastruktury zrobiliśmy wszystko, by otrzymywać gaz z innych miejsc. Ale nasi sojusznicy nas nie wsparli, to co mieliśmy zrobić? Oskarżanie Węgier o prorosyjskość jest nie fair, to nie nasze przedsiębiorstwa budują Nord Stream 2. Robią to koncerny zachodnioeuropejskie.

Jakie jest stanowisko Budapesztu w sprawie NS2? Za czy przeciw?

Nie mamy z tym nic wspólnego. To powstaje daleko od nas.

Cała rozmowa dziś o 21 na rp.pl i w jutrzejszej "Rzeczpospolitej"