– W obliczu istnienia trzech komisji śledczych uwaga opinii publicznej będzie się koncentrować wokół prac tej badającej sprawę Olewnika, bo to dramatyczna i bulwersująca dla ludzi sprawa – uważa Tomasz Nałęcz, szef pierwszej komisji śledczej w polskim Sejmie – badającej aferę Rywina.

Członkowie już działających komisji śledczych mieli inne zamiary. Żaden nie mówi tego otwarcie, ale w kuluarach można usłyszeć, że ostatnie spowolnienie i w pracach komisji dotyczącej Barbary Blidy, i w działalności komisji naciskowej jest nieprzypadkowe. W każdym razie nikogo nie martwiło. Polityczne kalkulacje były bowiem takie, by teraz dać ludziom nieco odpocząć od śledztw, a wrócić z nimi na pierwsze strony gazet w czasie kampanii przed czerwcowymi wyborami do europarlamentu.

To wtedy przed komisjami miałyby się odbyć spektakularne przesłuchania, np. byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego czy innych znaczących polityków PiS.

– To byłyby krótkie igrzyska, które w narastającym kryzysie mogłyby się obrócić przeciw PO, ale nie można wykluczyć takiej zagrywki – uważa Arkadiusz Mularczyk (PiS) z komisji naciskowej.

Członkowie komisji ds. Blidy przyznają: jeśli szybko przejdą do przesłuchań oficerów ABW, to w maju, a więc tuż przed eurowyborami, będą gotowi, by wezwać premiera Kaczyńskiego oraz Zbigniewa Ziobrę. Wiążą z tymi przesłuchaniami spore nadzieje, ale też nikt nie ma wątpliwości, że przez wszystkich będą one wykorzystywane politycznie.

– Powodem ostatnich opóźnień w żadnym wypadku nie są polityczne kalkulacje – zapewnia jednak Danuta Pietraszewska (PO) z komisji ds. Blidy. Tłumaczy, że wynikają one wyłącznie z przeszkód technicznych związanych z organizacją przesłuchań oficerów ABW. Szef komisji Ryszard Kalisz (SLD) chce, by odbywały się one jawnie. Trzeba to jednak pogodzić z koniecznością zapewnienia świadkom pełnej anonimowości.

Również Sebastian Karpiniuk (PO) z komisji naciskowej tłumaczy opóźnienia w jej pracach względami technicznymi.

– W naszym przypadku to oczekiwanie na dotyczące nas orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Następnie zaś sprawa wyboru nowego przewodniczącego po nominacji Andrzeja Czumy na ministra sprawiedliwości – wyjaśnia.

Przed politycznymi kalkulacjami posłów stanowczo przestrzega Nałęcz. – Jeśli członkowie komisji śledczych sądzą, że niczym żaba przetrwają porę suchą, by ponownie rozkwitnąć wraz z wyborczymi deszczami, to się srodze zawiodą – podkreśla. Jego zdaniem komisje ds. Blidy i naciskowa nie zdołają już złapać drugiego oddechu.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już dziś, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej

Co na to ich członkowie? Czy nie obawiają się, że powołanie nowej komisji zepchnie ich na dalszy plan?

– Trzy komisje śledcze, które działają naraz, to dużo, ale da się to pogodzić – uważa Karpiniuk. Podobnego zdania jest Marek Wójcik (PO) z komisji ds. Blidy: – Komplikacje mogą być tylko z salami do przesłuchań – dodaje.