Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką rolę w operacji przejęcia Trybunału odegrał monitoring służb i precyzyjny harmonogram działań.
  • W jaki sposób zsynchronizowano całą akcję z zagranicznymi delegacjami prezesa TK i prezydenta RP.
  • Jakie były kulisy decyzji o przerwaniu prezydenckiej delegacji i zawróceniu samolotu znad Hiszpanii.
  • Na czym polegało niestandardowe zachowanie policji wobec Służby Ochrony Państwa podczas interwencji pod gmachem.

Przejęcie siedziby Trybunału Konstytucyjnego było precyzyjnie zaplanowanym przedsięwzięciem politycznym, w którym ogromną rolę odegrały informacje i monitoring służb. Zrekonstruowaliśmy krok po kroku, jak do tego doszło. 

W piątek, 30 października, ok. 16:30, Anna Korwin-Piotrowska i pozostali sędziowie weszli do gmachu Trybunału przez teren Kancelarii Premiera przy al. Szucha. Zgodę na to wyraził Jan Grabiec, szef KPRM. Było to możliwe, bo prezes Bogdan Święczkowski od środy do piątku przebywał w służbowej delegacji w Belgradzie w Serbii – ustaliła „Rz”.

Przed gmach zostaje ściągnięta policyjna prewencja i ustawia się pod bramą. Z informacji „Rzeczpospolita” wynika, że na wejście do siedziby zdecydowano się wtedy, gdy służby potwierdziły, że Bogdan Święczkowski nie pojawi się już tego dnia w pracy. O godz. 16 wylądował na lotnisku Okęcie w Warszawie i wyruszył w drogę na Śląsk, skąd pochodzi.

Nieobecność prezesa TK, podobnie jak wylot prezydenta Karola Nawrockiego do Senegalu dwie godziny wcześniej, zdecydowała o powodzeniu tej akcji. Według naszych policyjnych źródeł szef policji Marek Boroń pozostawał w stałym kontakcie telefonicznym z szefem MSWiA Marcinem Kierwińskim i ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem.

Opinia publiczna dowiedziała się o przejęciu Trybunału dopiero około godz. 18, z komunikatu na stronie internetowej. Napisano w nim o zarządzeniu przerwy w czynnościach służbowych: prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Podpisała je sędzia Anna Korwin-Piotrowska. 42 minuty później minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował na X, że do Trybunału skierowano wnioski o uchylenie immunitetów Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego.

Obaj nie mogli już wejść do siedziby, ich gabinety były zaplombowane.

Czytaj więcej

Kto ma rację w sporze o Trybunał Konstytucyjny? Przypominamy niedawny sondaż „Rz”

Prezes Święczkowski dowiaduje się o akcji w Trybunale 100 km od Katowic

Jak ujawniła w sobotę „Rzeczpospolita”, przejęcie Trybunału było precyzyjnie zaplanowaną operacją na poziomie politycznym, a jej powodzenie gwarantowała nieobecność dwóch kluczowych osób – prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego oraz prezydenta Karola Nawrockiego. Święczkowski od kilku miesięcy blokuje wejście nowych sędziów do TK. Uzasadnia to faktem, że nie złożyli ślubowania przed głową państwa. 

Ustaliliśmy, że Bogdan Święczkowski w środę, 28 października, wyleciał do Serbii w delegację. Powrót miał zaplanowany na piątek, 30 października. „Chwilę przed godz. 16:00 wylądował na warszawskim Okęciu i udał się w podróż do domu” – odpisuje na nasze pytania Weronika Ścibor, rzeczniczka Trybunału. Do pracy tego dnia nie miał po co wracać, po zamknięciu godzin urzędowania nie było ani żadnych innych sędziów, ani pracowników administracyjnych obsługujących TK. Jedynie ochrona.

Święczkowski pochodzi z Sosnowca, w województwie śląskim. To 300 km i ok. 3 godziny jazdy samochodem. 

Informacja o wejściu do Trybunału zastała go, kiedy był ok. 100 km przed Katowicami. Zawrócił i ruszył w drogę powrotną. Do Warszawy, pod bramę Trybunału, dotarł dopiero ok. godz. 20. Już wtedy siedziby pilnował kordon policji. Prezesa nie wpuszczono. Z oficjalnej depeszy PAP wynika, że Święczkowskiemu udało przedostać się na teren TK o godz. 21:04, po tym, jak ktoś z protestujących przeciął szlifierką łańcuch blokujący wejście na teren obiektu. Policjanci w tym nie przeszkadzali, ponieważ większość z nich przebywała w tym czasie z drugiej strony gmachu. To nic nie dało – Święczkowski nie został wpuszczony do budynku, przez megafon powiedział, że wróci razem z Prezydentem RP.

Czytaj więcej

Sędzia Korwin-Piotrowska: Po prostu Trybunał nie działał. Wyroki nie były wydawane

Prezydent decyduje o przerwaniu delegacji. Piloci mają zgodę przełożonych

Nieobecność w Polsce prezydenta Karola Nawrockiego (nie przyjął ślubowania od nowych sędziów) ma w całej sprawie kolosalne znaczenie.

Decyzja o przerwaniu zadania i zmianie lotniska zgodnie z przepisami nie podlega żadnym postępowaniom sprawdzającym i wyjaśniającym

Baza Lotnictwa Transportowego obsługująca loty HEAD o zawróceniu samolotu z prezydentem Nawrockim

Start z lotniska w Warszawie wojskowego samolotu z prezydentem Nawrockim na pokładzie odbył się o godz. 15:04 czasu polskiego. Kiedy maszyna była na południu Hiszpanii, niedaleko Gibraltaru, prezydent Nawrocki podjął decyzję o powrocie do kraju.

Według informacji „Rz” decyzję o zmianie zadania i wyborze lotniska lądowania podjął dysponent, czyli Kancelaria Prezydenta, o godzinie 17:57. Samolot należy do Bazy Lotnictwa Transportowego odpowiedzialnej m.in. za transport najważniejszych osób w państwie (VIP). Pilotami są wojskowi, lot ma status lotu HEAD i zmiana decyzji jest zgodna z instrukcją dla lotów o tym statusie z 2020 r. Nie dotyczy bowiem czynności związanych z techniczną stroną lotu, za którą odpowiada wyłącznie pilot. Samolot zawraca w powietrzu.

„Decyzja została przekazana wyższym przełożonym i zrealizowana z zachowaniem obowiązujących procedur. Decyzja o przerwaniu zadania i zmianie lotniska zgodnie z przepisami nie podlega żadnym postępowaniom sprawdzającym i wyjaśniającym” – odpowiada na nasze pytania Baza Lotnictwa Transportowego.

Samolot od chwili decyzji o powrocie do wylądowania pokonuje trasę nie w trzy, ale w cztery godziny (powodem był manewr zawracania w powietrzu).

Z informacji przekazanych „Rz” przez BLT, czas oczekiwania na zgodę na zmianę trasy lotu przez ATC (Air Traffic Control, czyli kontrolę ruchu lotniczego) wyniósł około 10 minut. Kiedy piloci wojskowi otrzymali zgodę na powrót, prezydent Nawrocki (godz. 18:12) napisał w serwisie X, że wraca do Polski. Prezydencki samolot wylądował w Warszawie o godz. 21:42. Karol Nawrocki pojechał najpierw do Pałacu. Tam spotkał się z I prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim. Na spotkanie wszedł także Bogdan Święczkowski. Dopiero później ok. godz. 0.40 w nocy, prezydent ze swoimi asystentami i szefem Kancelarii Zbigniewem Boguckim dociera do siedziby Trybunału.

Dodatkowe posiłki policji „pod prezydenta”

Policyjna prewencja zjawia się pod gmachem Trybunału zaraz po tym, jak sędziowie instalują się wewnątrz. Na początku jest ich kilkunastu. To młodzi funkcjonariusze prewencji, w tym ściągnięci z kraju. Dopiero kiedy media coraz intensywniej informują, że samolot z prezydentem dolatuje do Warszawy, policyjny kordon przed głównym wejściem do Trybunału zagęszcza się, a funkcjonariusze podchodzą pod samo ogrodzenie TK.

Czytaj więcej

Konflikt o Trybunał Konstytucyjny krok po kroku. Ściąga dla laika

Z relacji telewizyjnych wynika, że znajdujący się tam posłowie grzęzną w tłumie, nie są w stanie przecisnąć się.

– Musiały być dyspozycje w tym zakresie. Przesunięcia policyjnych sił były obliczone na to, żeby prezydentowi uniemożliwić wjazd czy wejście do budynku – ocenia sytuację były dowódca, mający za sobą wieloletnie doświadczenie w zabezpieczaniu imprez masowych przez oddziały prewencji.

Zabezpieczeniem przed TK kierował sam zastępca komendanta stołecznego insp. Tomasz Znajdek.

Podczas podobnych działań na miejscu (lub w pobliżu) znajduje się dowódca takiej operacji. W przypadku najważniejszych osób w państwie, które ochrania Służba Ochrony Państwa – a więc prezydenta, premiera czy marszałków – to interes SOP ochraniającej takich VIP-ów staje się niejako nadrzędny, a policja zwykle podporządkowuje się stawianym przez SOP wymogom. W tym przypadku było inaczej.

Policja nie wycofała się ani na krok, nie utorowała drogi prezydentowi, Karol Nawrocki musiał przeciskać się przez tłum, torując drogę funkcjonariuszom SOP. To ewenement, jaki dotychczas się nie zdarzył. Oceni to prokuratura.

Zawiadomienia w tej sprawie, m.in. naruszenia nietykalności prezydenta RP i nadużycia uprawnień (pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej dowódcy zabezpieczenia) funkcjonariuszy policji, trafiły do prokuratury od osoby prywatnej.