W tym tygodniu Trump niespodziewanie ograniczył wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej, określając je jako „wrogie” wobec Korei Północnej. W środę powiedział, że spodziewa się spotkania z Kimem jeszcze w tym roku.

Według osoby poinformowanej o rozmowach między przedstawicielami USA i Korei Południowej Trumpowi zależy na wznowieniu negocjacji z Koreą Północną i osiągnięciu sukcesu na arenie międzynarodowej.

Czytaj więcej

Trump potwierdził chęć spotkania z Kim Dzong Unem. „Ma 57 głowic nuklearnych”

Perspektywa spotkania pojawia się w czasie, gdy nie widać szybkiego końca trwającej niemal sześć miesięcy wojny z Iranem. Jednocześnie Pjongjang przekazuje Rosji żołnierzy i sprzęt, w tym pociski, wspierając ją w wojnie przeciwko Ukrainie.

Korea Południowa jest prywatnie otwarta na strategię Trumpa, choć przedstawiciele władz w Seulu nadal mają wątpliwości dotyczące ograniczenia wspólnych ćwiczeń wojskowych z USA.

Trump może jeszcze w tym roku udać się na szczyt Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w Shenzhen. Jeśli Pjongjang będzie zainteresowany wznowieniem kontaktów, mogłoby to stworzyć okazję do spotkania obu przywódców w regionie.

– Stany Zjednoczone pozostają otwarte na dialog z Koreą Północną bez warunków wstępnych. Prezydent i Kim Dzong Un spotkają się ponownie w odpowiednim czasie – powiedział rzecznik Departamentu Stanu USA.

Czytaj więcej

Kim Dzong Un handluje swoimi niewolnikami. Z Putinem

Korea Północna studzi oczekiwania Trumpa

Reakcja Korei Północnej pokazuje jednak, że dobre osobiste relacje Trumpa i Kima nie są wystarczające do rozpoczęcia negocjacji. Pjongjang podkreśla, że więź między przywódcami musi pozostać oddzielona od interesów państwa.

– Osobiste więzi nigdy nie będą mogły naruszać interesów bezpieczeństwa narodowego ani wysiłków na rzecz wzmacniania zdolności wojskowych – ocenił Lim Eul-chul, profesor Instytutu Studiów Dalekowschodnich Uniwersytetu Kyungnam. – Innymi słowy, Pjongjang sygnalizuje, że osobista dyplomacja ma swoje granice i nie może przesłonić priorytetów strategicznych – dodał.

Kim Jo Dzong, wpływowa siostra północnokoreańskiego przywódcy, odrzuciła znaczenie ograniczenia ćwiczeń Ulchi Freedom Shield. Uznała, że ich kontynuowanie pozostaje działaniem agresywnym, a polityka USA wobec Korei Północnej nadal jest wroga. Zaprzeczyła również, by Trump i Kim mieli ze sobą kontakt, choć jednocześnie określiła osobistą relację obu przywódców jako „doskonałą”.

W czwartek Korea Północna wystrzeliła około 10 pocisków balistycznych w kierunku wód u wschodniego wybrzeża – poinformowało południowokoreańskie wojsko. Analitycy uznali, że mogła to być demonstracja sprzeciwu wobec trwających ćwiczeń wojskowych USA i Korei Południowej.

– Jeśli strona amerykańska spróbuje przedstawić podjęte tym razem działania jako jakiś rodzaj „gestu dobrej woli”, nie otrzyma odpowiedzi, której oczekuje – powiedziała Kim Jo Dong, cytowana przez północnokoreańską agencję KCNA.

Czytaj więcej

Wpływowa siostra Kim Dzing Una zaprzecza słowom Zełenskiego

Korea Północna stawia Trumpowi wysoką poprzeczkę

Eksperci wskazują, że Pjongjang jasno określa warunki, które mogłyby skłonić go do rozmów. Są one jednak bardzo trudne do zaakceptowania przez Waszyngton. Jenny Town, starsza analityczka waszyngtońskiego Stimson Center, wskazała na możliwość żądania zasadniczej zmiany polityki USA wobec Korei Północnej, w tym usunięcia elementów, które Pjongjang uznaje za wrogie.

Kolejnym warunkiem mogłoby być zaakceptowanie przez USA statusu Korei Północnej jako państwa nuklearnego albo przynajmniej odejście od deklaracji, że celem Waszyngtonu pozostaje denuklearyzacja kraju. – To, jak bardzo Trump będzie skłonny spełnić te warunki, aby doprowadzić do spotkania w określonym przez siebie terminie, pozostaje kwestią otwartą – powiedziała Town.

Departament Stanu USA podkreśla jednak, że Waszyngton „pozostaje zaangażowany w pełną denuklearyzację Korei Północnej”.

Trump odbył z Kimem serię spotkań na szczycie w 2018 i 2019 roku. Próby dyplomatycznego porozumienia zakończyły się jednak fiaskiem z powodu amerykańskich żądań dotyczących rezygnacji przez Koreę Północną z broni nuklearnej. Od tego czasu Trump wielokrotnie określał Koreę Północną jako „mocarstwo nuklearne”, choć jego administracja nadal deklaruje dążenie do denuklearyzacji i formalnie nie uznaje Pjongjangu za państwo posiadające broń jądrową.

Czytaj więcej

Kim Dzong Un przechadza się między wirówkami. Korea Północna prezentuje światu nowe możliwości

Kim ma dziś mniej powodów, by rozmawiać z Trumpem

Sytuacja jest dziś inna niż podczas pierwszej kadencji Trumpa. Kim Dzong Un ma mniej powodów, by wracać do negocjacji z Waszyngtonem, ponieważ jego państwo zacieśniło relacje z Chinami i Rosją.

Rosnąca wymiana handlowa z tymi państwami przyczyniła się do poprawy sytuacji gospodarczej Korei Północnej. – Korea Północna ma wybór i rozwija relacje z państwami, które nie wymagają od niej żadnych poświęceń, a jedynie przynoszą korzyści obu stronom – powiedziała Town. – Nie ma dla niego większej zachęty, by spieszyć się z powrotem do negocjacji, w których oczekuje się od niego ustępstw, tym bardziej w kwestiach, które uważa za kluczowe dla obronności kraju – dodała.

Pjongjang nie zamyka jednak drzwi do rozmów z USA

Mimo ostrej retoryki reakcja Korei Północnej może być jednocześnie sygnałem, że Pjongjang nie chce całkowicie zamykać możliwości dyplomatycznego kontaktu z Waszyngtonem.

Hong Min, starszy analityk Koreańskiego Instytutu ds. Zjednoczenia Narodowego, ocenił, że wypowiedź Kim Jo Dzong została skonstruowana w sposób pozwalający pozostawić przestrzeń do przyszłych rozmów. – Głównym celem wydaje się zachęcenie USA do bardziej ugodowego stanowiska – powiedział Hong. Jak dodał, Pjongjang prawdopodobnie celowo pominął wątek Iranu, aby nie drażnić Trumpa.

– Wypowiedź Kim Jo Dzong wydaje się mniej odrzuceniem dialogu, a bardziej próbą kształtowania postrzegania Trumpa, wpływania na jego rozumienie Korei Północnej i przygotowania gruntu pod możliwe przyszłe rozmowy USA z Koreą Północną – ocenił.