Z zapowiedzi prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wynika, że stanowisko straci nie tylko pani premier, ale również wielu członków rządu, a nawet szefowie służb mundurowych. Za każdy kierunek współpracy zagranicznej, jak tłumaczył ukraiński przywódca, ma odpowiadać „konkretna osoba ze znaczącym doświadczeniem”.
Wskazuje na współpracę z amerykańską zbrojeniówką, przede wszystkim w kwestii udzielenia Ukrainie licencji na produkcję rakiet „Patriot”. Ale nie tylko. Zełenski mówi o potrzebie pogłębienia integracji z UE i przyspieszenia drogi do członkostwa, wspomina o Bliskim Wschodzie, Chinach, Węgrach i Polsce. A to może wróżyć zmianę ukraińskiego ambasadora w Warszawie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fatalną kondycję relacji polsko-ukraińskich w ostatnich tygodniach. Czy to oznacza, że dotychczas tymi kwestiami nie zajmowały się osoby „z wystarczającym doświadczeniem” i fundamentalne dla przetrwania Ukrainy w warunkach wojny kierunki powierzono w Kijowie amatorom? Nie. Bo prawdziwych przyczyn dymisji premier i innych członków rządu (w momencie napisania tego materiału nie było wiadomo, kto utrzyma się na stanowisku) warto szukać gdzie indziej.