Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Wołodymyr Zełenski, mimo trwającej wojny, rozważa przeprowadzenie wyborów prezydenckich jeszcze w tym roku.
  • Kto zyskuje w sondażach i stanowi największe zagrożenie dla reelekcji obecnego prezydenta Ukrainy.
  • Jakie fundamentalne przeszkody prawne i logistyczne utrudniają organizację głosowania w warunkach wojennych.
  • Która afera korupcyjna może stać się kluczowym tematem kampanii wyborczej i zaszkodzić urzędującej głowie państwa.

W lutym 2025 r. prezydent USA Donald Trump (po spotkaniu rosyjskiej i amerykańskiej delegacji w Rijadzie) zaproponował, by przed zawarciem porozumień pokojowych w Ukrainie odbyły się wybory prezydenckie. Wówczas nad Dnieprem wywołało to oburzenie zarówno po stronie obozu rządzącego, jak i przeciwników Wołodymyra Zełenskiego. Ukraińscy politycy jednogłośnie odrzucali możliwość przeprowadzenia wyborów przed zawieszeniem broni, a sondaże jednoznacznie wskazywały, że zdecydowana większość Ukraińców nie chce wyborów w czasie wojny.

Od tamtej pory sytuacja się zmieniła i z pojawiających się nad Dnieprem przecieków medialnych wynika, że ukraiński przywódca rozważa przeprowadzenie wyborów prezydenckich jeszcze w tym roku.

Tajne spotkanie w rezydencji pod Kijowem. Zełenski nie wyklucza przeprowadzenia wyborów w tym roku

W połowie czerwca w jednej z podkijowskich rezydencji doszło do nietypowego spotkania jak na warunki kraju toczącego piąty rok z rzędu wojnę. Waga i konfidencjonalność rozmowy, jak sugerują dziennikarze śledczy Ukraińskiej Prawdy, były na tyle duże, że kilka najważniejszych osób w państwie postanowiło opuścić Kijów i spotkać się z dala od murów budynków rządowych. Wołodymyr Zełenski miał się tam spotkać z szefem swojego biura i byłym szefem wywiadu wojskowego (HUR) gen. Kyryłem Budanowem, jego zastępcą (koordynującym działalność służb) Ołehem Tatarowem, szefem prezydenckiej frakcji Sługa Narodu w Radzie Najwyższej Dawydem Arachamiją, ministrem obrony Mychajłem Fedorowem oraz sekretarzem Rady Bezpieczeństwa i Obrony Rustemem Umerowem.

Zastanawiano się nad tym, czy przeprowadzać wybory i, jeżeli tak, to kiedy. Omawiano też potencjalnych uczestników wyścigu wyborczego. Padł nawet miesiąc ewentualnych wyborów prezydenckich – listopad. Prezydent Ukrainy miał na biurku najnowsze niejawne sondaże (zlecone przez biuro prezydenta), z których wynikało, że w piątym roku wielkiej wojny z Rosją jego poparcie wreszcie zaczyna rosnąć i pojawiła się realna szansa na reelekcję.

Zwycięstwo jego jedynych głównych potencjalnych konkurentów – gen. Budanowa i byłego dowódcy armii, a obecnie ambasadora Ukrainy w Londynie, gen. Wałerija Załużnego – w drugiej turze ewentualnych wyborów prezydenckich w starciu z Zełenskim już nie jest takie oczywiste. W starciu z Załużnym prezydent mógłby liczyć na 32 proc. głosów (były dowódca armii – 37 proc.), a gdyby przeszedł do drugiej tury z Budanowem, to otrzymałby 32 proc. (były szef HUR – 34 proc.).

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Ukraińcy popierają Wołodymyra Zełenskiego w konflikcie z Polską. Więc on eskaluje

A jeszcze wcześniej rozbieżność liczb w sondażach wskazywała na to, że obecny przywódca w drugiej turze nie miałby z nimi szans. Poparcie dla Zełenskiego wzrosło m.in. po skutecznych atakach ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie i inną infrastrukturę krytyczną. Zyskał też (co wynika z sondażu kijowskiego ośrodka KMIS) poparcie Ukraińców w sporze z Polską.

– Pozytywne dla Ukrainy tendencje w wojnie z Rosją, ale też konfrontacja z Polską przyczyniły się do poprawy notowań Zełenskiego. By zyskać w oczach rodaków, wykonał też kilka kroków, wydając rozkaz pozwalający na przeprowadzenie parady w Moskwie czy pisząc otwarty list do Putina. To wszystko najwyraźniej wzbudziło optymizm w otoczeniu Zełenskiego. Pojawiła się szansa na zwycięstwo w wyborach prezydenckich – mówi „Rzeczpospolitej” Wołodymyr Fesenko, znany kijowski politolog.

– Założenia zwolenników przeprowadzenia wyborów w czasie wojny są następujące: wszyscy mają się zjednoczyć wokół flagi i zwierzchnika sił zbrojnych, by zagłosować na osobę, która „prowadzi Ukrainę do zwycięstwa”. Uznali, że muszą się śpieszyć, bo otworzyło się przed nimi okno możliwości, które może zniknąć za pół roku, a może i wcześniej. Pomysł ładny, ale awanturniczy i nierealistyczny – dodaje.

Fesenko uważa, że zorganizowanie rzetelnych wyborów w tak krótkim czasie jest mało prawdopodobne. – Jak mieliby głosować ludzie na terenach objętych działaniami wojennymi i co z milionami Ukraińców znajdującymi się za granicą? – pyta.

Kto może zostać prezydentem Ukrainy? Generał, bokser i były szef wywiadu

Główną przeszkodę na drodze do reelekcji Zełenskiego stanowią Załużny i Budanow i dlatego w interesie biura prezydenta jest to, by żaden z nich nie kandydował na prezydenta. Nieoficjalnie w Kijowie mówi się też o tym, że biuro prezydenta jest gotowe zaoferować im każde stanowisko w przyszłej układance politycznej po wyborach.

W takiej sytuacji ani Petro Poroszenko, ani żaden z pozostałych „starych” polityków nie miałby szans na pokonanie Zełenskiego. Generałowie oficjalnie zaś nie mówili dotychczas o swoich ambicjach prezydenckich. Ale z przecieków medialnych wynika, że były dowódca armii został zaproszony pod koniec czerwca do Kijowa. Formalnym powodem miała być dymisja premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera i temu miała być poświęcona pierwsza część rozmowy Zełenskiego z Załużnym. W pewnym momencie, jak twierdzą rozmówcy Ukraińskiej Prawdy, prezydent wprost zapytał generała o to, czy będzie startował w wyborach, jeżeli odbędą się jesienią.

– Tak, będę – miał odpowiedzieć Załużny, a kilka dni później opublikował felieton, który poświęcił znaczeniu konstytucji Ukrainy.

– Musimy wyraźnie uświadomić sobie, że front przebiega nie tylko wzdłuż linii starcia zbrojnego. Przebiega on między dwiema wizjami przyszłości. Ktoś wciąż próbuje, wykorzystując stare technologie polityczne i nowe możliwości, cofnąć nas wstecz oraz zbudować swoją własną przyszłość – napisał.

Budanow zaś, jak wynika z doniesień mediów ukraińskich, dotychczas nie zdradził ludziom z otoczenia prezydenta swoich zamiarów. W odróżnieniu od Załużnego, który niemal jest nieobecny w ukraińskich mediach, odkąd w 2024 r. został zdymisjonowany przez Zełenskiego i wysłany do Londynu, były szef HUR często udziela wywiadów, ale jak dotychczas nie poruszał w nich tematu swojego ewentualnego udziału w wyborach.

Czytaj więcej

Czego młodzi Ukraińcy uczą się o Wołyniu. Niewiele, i nie tak jak w Polsce

– Budanow jest dzisiaj takim jokerem ukraińskiej polityki. Może wszystkich zaskoczyć, stając ostatecznie po stronie prezydenta albo poprzeć Załużnego. Ale najbardziej prawdopodobne jest to, że postawi na siebie. Krążą już pogłoski o tym, że w niektórych regionach Ukrainy tworzą się już struktury, które miałyby wesprzeć go podczas ewentualnych wyborów – twierdzi Fesenko.

W mediach ukraińskich spekuluje się też, że do walki o najważniejszy urząd w państwie może stanąć także mistrz wagi ciężkiej Ołeksandr Usyk. Komentatorzy w Kijowie przypominają zaś historię mera Kijowa Witalija Kliczki, który na ogólnokrajowym ringu politycznym nie osiągnął wielkich sukcesów.

Korupcja w Ukrainie. Sprawa byłego szefa biura prezydenta Andrija Jermaka może uderzyć w Wołodymyra Zełenskiego

Trudno wyobrazić sobie prawdziwą walkę wyborczą i debaty byłego szefa wywiadu wojskowego, byłego dowódcy armii i urzędującego prezydenta w trakcie trwającej na pełną skalę wojny z Rosją.

– Wiele rzeczy, o których głośno teraz się nie mówi, zostałoby wyciągniętych w czasie takiej kampanii wyborczej. I jednym z tych tematów byłaby afera korupcyjna z udziałem byłego szefa biura prezydenta Andrija Jermaka – uważa kijowski politolog.

Pytanie o to, czy ukraiński przywódca mógł nie wiedzieć o tym, co robi jego najbliższe otoczenie, wciąż wisi w powietrzu. Zwłaszcza że jednym z figurantów afery związanej z korupcją w branży energetycznej, oprócz Jermaka, jest również m.in. były partner biznesowy i przyjaciel Zełenskiego Timur Mindicz, który przed ukraińskimi służbami ukrył się w Izraelu.

Czytaj więcej

Afera, która uderza w Zełenskiego. Były szef jego biura miał radzić się u wróżki

Wybory prezydenckie w Ukrainie miały się odbyć w 2024 r., parlamentarne – w 2023 r., ale te plany pokrzyżowała wojna. Wiele wskazuje na to, że pomysł przeprowadzenia wyborów nie znajdzie poparcia Rady Najwyższej, która musiałaby zmienić ustawę o stanie wojennym, zakazującą przeprowadzania wyborów w czasie wojny.

Ukraińcy (61 proc.), jak wynika z najnowszego sondażu kijowskiego ośrodka Rating, nie chcą przeprowadzenia wyborów prezydenckich w czasie wojny (innego zdania jest 37 proc. ankietowanych). Ale jednocześnie niemal połowa Ukraińców (49 proc.) chce wyborów do Rady Najwyższej w czasie wojny (47 proc. jest przeciwna). Z kolei ponad połowa (54 proc.) Ukraińców dopuszcza przeprowadzenie wyborów samorządowych.

– Rozmawialiśmy o tym z kolegami we frakcji i wszyscy są zgodni co do tego, że przeprowadzenie wyborów podczas wojny jest niemożliwe. Zwłaszcza patrząc na ostatni zmasowany atak Rosji na Kijów. Najpierw musi dojść do zawieszenia broni. Wątpię w to, by znalazło się wystarczająco dużo głosów, by zmienić ustawę i umożliwić głosowanie pod bombami – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z deputowanych prezydenckiej partii Sługa Narodu.

– Nie wiadomo, jak mieliby głosować wojskowi na froncie. Nie znamy też miejsca zamieszkania wielu naszych obywateli. Poza tym gdzie miałyby mieścić się lokale wyborcze? Wcześniej były w szkołach i salach sportowych, ale dzisiaj Rosja ostrzeliwuje takie miejsca szczególnie. Poza tym potrzebowalibyśmy na to pieniędzy, a przecież tegoroczny budżet jest już rozpisany i nie mamy na to wolnych środków – twierdzi.