Politycy PiS, którym towarzyszył szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, zjawili się rano na placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdzie znajduje się Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. Członkowie delegacji z uwagi na obecność protestujących oraz zabezpieczającej wydarzenie policji mieli problem z przedostaniem się pod pomnik z wieńcami.
Doszło do spięcia i wymiany zdań. W dyskusję z funkcjonariuszami wdał się prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz szef Kancelarii Prezydenta. Politycy podnosili, że protestujący nie mają prawa zakłócać uroczystości.
Miesięcznica smoleńska. Spięcie przed pomnikiem ofiar na pl. Piłsudskiego
Na miejscu doszło do przepychanek, ale bez udziału polityków – pewien mężczyzna uderzył innego statywem fotograficznym. Ostatecznie przybyłym udało się złożyć kwiaty w pobliżu pomnika. Cała uroczystość była – jak co miesiąc – wielokrotnie przerywana przez jej przeciwników, którzy posługiwali się megafonem.
Po złożeniu wieńców Jarosław Kaczyński wygłosił kilkuminutowe wystąpienie, w którym krytykował fakt, że policja nie reaguje na zakłócanie uroczystości.
– Mamy dzisiaj do czynienia z eskalacją, z eskalacją działań tej grupy, która podejmuje swoje akcje, jak można sądzić, nie na własny rachunek, ale albo na zlecenie obecnych władz polskich, albo na zlecenie jakichś zewnętrznych ośrodków; akcję, która ma bronić Putina, ma bronić Rosję przed straszliwym zarzutem dokonania zabójstwa na 96 osobach, dokonania zbrodni, która w relacjach międzypaństwowych (...) zdarza się naprawdę bardzo rzadko i która całkowicie dezawuuje państwo, które dopuszcza się tego rodzaju zbrodni – powiedział były premier.
Jarosław Kaczyński: Policja reaguje na „nie bać Tuska”, ale nie na to, co się tutaj dzieje
– Dzisiaj mamy w Polsce taką sytuację: jeżeli ktoś zawiesi napis „nie bać Tuska”, to przybywa policja, przybywa straż pożarna, żeby to zlikwidować, żeby ten napis zdjąć, i taki człowiek jest stawiany przed sądem. Natomiast to, co się tutaj dzieje, nie wywołuje żadnych reakcji ze strony policji, a także (...) ze strony wymiaru sprawiedliwości – dodał.
Prezes PiS przekonywał, że opisywana przez niego sytuacja to objaw „głębokiej choroby, całkowitego kryzysu i wymiaru sprawiedliwości, i po prostu państwa”. – Przy władzy są ludzie, którzy niezależnie od tego, że są w gruncie rzeczy przedstawicielami innego państwa, tylko że tego z zachodu, ale być może także i tego ze wschodu, ale przede wszystkim jeszcze do tego w ogóle nie potrafią rządzić – kontynuował. Jarosław Kaczyński ocenił, że sprawujący władzę w Polsce są do tego „kompletnie nieprzygotowani” i nie potrafiliby dobrze zarządzać „nawet gminą”.
Lider Prawa i Sprawiedliwości oświadczył, że sytuacja musi się zmienić. – Naszą nadzieją są wybory, tylko tych wyborów trzeba dopilnować, żeby nie zostały sfałszowane, bo ta władza jest zdolna do wszystkiego, no i te wybory trzeba wygrać – mówił.
Prezes PiS mówi o powrocie do władzy. „Wtedy zostanie zaprowadzony tutaj porządek”
Nie wymieniając jej z nazwy i nazywając ją „partią, która rządziła” prezes PiS przekonywał, że tylko kierowana przez niego formacja „potrafiła Polską dobrze rządzić”. – Mam nadzieję, że ta władza wróci, a wtedy zostanie zaprowadzony tutaj porządek. Ale ten porządek będzie musiał sięgać także bardzo głębokiej reformy i wymiaru sprawiedliwości, i różnych służb państwowych – oświadczył.
Będziemy walczyli o to, żeby zbrodnia smoleńska została w końcu ujawniona (...). Ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść
Kaczyński mówił, że to, co w piątek wydarzyło się przed Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku nie może się powtórzyć przed żadnym pomnikiem. – Także pod pomnikiem ludzi, którzy nie są naszymi bohaterami, ale są bohaterami innych ugrupowań, innych formacji społecznych – zaznaczył. – I to pewnego dnia nastąpi, ale mam nadzieję, że nastąpi już w przyszłym roku – dodał, nawiązując do faktu, że w 2027 r. odbędą się wybory parlamentarne.
Czytaj więcej
Prokuratura Krajowa umorzyła dwa wątki w śledztwie dotyczącym zdrady dyplomatycznej po katastrofie smoleńskiej. Chodziło o rzekome działania m.in....
– Wiemy, że ludzie, którzy rządzili Polską w 2010 r., liczyli, że sprawa katastrofy, a w istocie zamachu smoleńskiego, zostanie zapomniana. Nie może zostać zapomniana, bo to jest sprawa naszej suwerenności, naszej godności. Nie możemy być narodem, który wolno zabijać. Nie możemy być takim narodem i dlatego dzisiaj walczymy o naszą godność w relacjach z Ukrainą i dlatego będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska została w końcu ujawniona i – jeśli tylko będą takie możliwości – ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać. I tak będzie – zakończył Jarosław Kaczyński.