Karol Nawrocki zaprosił na ślubowanie tylko dwóch z sześciu sędziów TK wybranych przez Sejm, a cała szóstka złożyła ślubowanie w Sejmie, ale nie przed prezydentem. Kto na tym politycznie zyska, a kto straci?

Konflikt się rozkręca i nie widać jakiegoś sensownego jego zakończenia. Przypadek Donalda Trumpa i ataku na Iran pokazuje, że rozpoczęcie konfliktu „z grubej rury” i potem jeszcze jego eskalowanie nie rokuje dobrze. Widać tu sposób myślenia, który nie skupia się na rozwiązaniu problemu, lecz na tym, jak go „wygrać” dla własnej korzyści. Do tego dochodzi koncentracja na krótkoterminowych zyskach. To nie wróży dobrze – ani krajowi, ani samemu prezydentowi.

Reklama
Reklama

Prezydent nie odmówił czwórce sędziów ślubowania.

Słaba wymówka. Z dotychczasowej praktyki wiemy, że mogliby czekać i liczyć na złożenie ślubowania „na święty nigdy”. Wiemy, że prezydent nie może odmówić ślubowania. To uzurpacja kompetencji. Nie ma żadnej procedury opisującej co zrobić, jeśli prezydentowi nie podoba się personalna decyzja Sejmu. W przypadku ustaw taka procedura jest.

Czytaj więcej

Konfederacja proponuje rozwiązanie sporu między prezydentem a rządem: reset konstytucyjny

Efekty takiej uzurpacji widać na przykładzie Michała Bilewicza, który czeka już wiele lat na to, że prezydent nada mu profesorski tytuł (dr hab. Michał Bilewicz, psycholog społeczny z UW, miał otrzymać tytuł profesora nauk społecznych w 2019 r. – red.). Okazuje się, że człowiek jest bezsilny, bo prezydent ignoruje nawet wyroki NSA. To bardzo wredne, bo np. Sejm ustawę może uchwalić raz jeszcze, natomiast drugiego wniosku o profesurę czy ponownego wyboru przez sędziów TK przez Sejm przeprowadzić się nie da, bo oni są wybrani, a brak ślubowania tego nie cofa.

Motywacja polityczna związana z przeciąganiem przyjęcia ślubowania jest dla wszystkich oczywista. Potwierdza to, kogo prezydent zaprosił do Pałacu Prezydenckiego, żeby złożyli ślubowanie. Chodzi o to, żeby podzielić rządzących – „dopieścić” te siły, które mogłyby w przyszłości zmienić stronę. Do tego dochodzi chęć zachowania pozorów funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego w obecnym kształcie. Gierki prowadzone przez strażnika konstytucji nie dodają mu powagi.

Prof. Jarosław Flis: Problemem Karola Nawrockiego jest beznadziejne umiejscowienie prezydenta w systemie władzy

Karol Nawrocki ma cztery i pół roku do wyborów, a partie tworzące rząd mają za półtora roku wybory parlamentarne.

Jeśli KO przegra wybory i odda władzę, za kolejne cztery lata może do niej wrócić. A prezydent? Bronisław Komorowski po przegranej już nie ubiegał się o prezydenturę. Powrót Trumpa był możliwy tylko dlatego, że Partia Demokratyczna zupełnie nie poradziła sobie z sukcesją po Joe Bidenie. Jednak ten spór ma jeszcze jeden wymiar. Wiadomo, że taki konflikt obozowi rządzącemu nie służy. Ale czy prezydent w Polsce rządzi czy nie? Czy jest częścią obozu władzy? Czy też wydaje mu się, że jest po prostu liderem opozycji?

Prezydent chyba chce pokazać, że jednak rządzi, a zarazem jest liderem opozycji.

Rządzi, to znaczy, że jest odpowiedzialny za konflikty wśród rządzących. Opozycja jest od krytykowania i tworzenia oraz podgrzewania konfliktów, kapitalizowania niezadowolenia społecznego, a rządzący są od tego, żeby konflikty rozwiązywać. Należy zadać pytanie – czy prezydent rozwiązuje konflikty, czy wywołuje konflikty. Jeśli wywołuje konflikty, to znaczy, że jest przedstawicielem opozycji, a jego miejsce to nie Pałac Prezydencki. To jest główne ryzyko po stronie prezydenta.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Wojna o Trybunał Konstytucyjny. W co gra Karol Nawrocki

Problemem Karola Nawrockiego jest też beznadziejne umiejscowienie prezydenta w naszym systemie władzy. O prezydenturę politycy walczą, opowiadając, jacy to będą sprawczy. Tylko po zwycięstwie okazuje się, że żadnych narzędzi tego sprawstwa się nie ma, jeśli nie stoi za prezydentem większość sejmowa. Pojawia się pokusa uzurpacji, poszerzenia pola kompetencji.

Prezydent próbuje poszerzać swoje prerogatywy, bo ustawa zasadnicza z 1997 r. została źle skonstruowana. Wygląda tak, jakby była pisana z założeniem nieustającej dobrej woli polityków. Po zwycięskich wyborach prezydent ma same złe wyjścia. Jeśli się „rozpycha”, może wyrosnąć na najbardziej zacietrzewionego polityka w kraju. Jeśli się „nie rozpycha”, to nie wiadomo, co też ma robić z rządem, który natychmiast będzie go ignorował, jak Jarosław Kaczyński Andrzeja Dudę.

Dziś to wygląda tak, jakby Karol Nawrocki o niczym innym nie marzył, jak o zamianie rządu na pochodzący ze swojej opcji. Jak będzie pokazywał swoją sprawczość wobec rządu PiS? Czy premier Czarnek będzie chciał się z nim dzielić swoimi ewentualnymi sukcesami? Czy Nawrocki będzie chciał wspierać „swój” rząd, gdy ten napotka jakieś rafy? Przecież próba odcinania się od własnego środowiska również nie pomoże Nawrockiemu. Taką sytuację dobrze obrazuje anegdotyczna rozmowa premiera Tuska z prezydentem Komorowskim.

Czytaj więcej

Najnowszy sondaż i rekordowy wynik Koalicji Obywatelskiej. Wzrosła jej przewaga nad PiS

Proszę przytoczyć.

W 2012 r. na jednej z uroczystości doszło ponoć do wymiany zdań pomiędzy premierem a prezydentem. Donald Tusk powiedział do Bronisława Komorowskiego: „Spadły nam notowania”. Na co prezydent odpowiedział: „Mhmm… spadły wam”. Cóż z tego przyszło Komorowskiemu? Dzisiaj Donald Tusk jest ponownie premierem, a Bronisław Komorowski występuje w telewizji jako komentator.

Trudności w utrzymaniu kontaktu z rzeczywistością są stałym problemem prezydentów. Na starcie kampanii w 2020 r. PiS też marzył o tym, że Andrzej Duda wygra wybory w I turze. Rafał Trzaskowski również był faworytem, jeszcze pół roku przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Nagle okazuje się, że w wyborach prezydenckich chodzi o coś innego, niż w sondażach robionych przez całą kadencję.

Premier Donald Tusk i prezydent elekt Karol Nawrocki

Premier Donald Tusk i prezydent elekt Karol Nawrocki

Foto: PAP

Nawrocki, atakując Tuska, sam wpada w sprzeczność. Bo jeśli Tusk jest „wcielonym złem”, to czemu prezydent podpisuje ponad połowę ustaw jego rządu? Przecież „zło” nie robi tylko części rzeczy źle, tylko wszystko. Rola prezydenta jest trudniejsza, niż się wydaje i w dłuższym czasie może się to dla niego źle skończyć. Jeśli rząd utrzyma się po 2027 r., to raczej prezydent będzie tracił na znaczeniu – podobnie jak Lech Kaczyński po wyborach w 2007 r. Trudno sobie też wyobrazić, żeby Nawrocki powiedział: „To dzięki mnie Tusk się ogarnął i zyskał uznanie wyborców!”.

Inna pułapka dla prezydenta to pytanie, co się stanie, jeśli do władzy znów dojdzie PiS. Co wtedy zrobią ci, którzy mówili, że głosujemy na Nawrockiego, żeby prezydent i premier nie byli z tej samej opcji? Przecież tak mówił nie tylko PiS, lecz i cała Konfederacja. Czyli – gdy PiS wróci do władzy, to może Karol Nawrocki powinien nie kandydować w przyszłych wyborach prezydenckich? Przecież chodziło mu o to, żeby prezydent nie był z tej samej opcji.

Czytaj więcej

Nowi sędziowie TK domagają się dopuszczenia do orzekania. Znamy treść pisma

Prof. Jarosław Flis: Prezes TK Bogdan Święczkowski jest czołowym napastnikiem w walce z rządem

Czy prezydent włączając się w spór o sędziów Trybunału Konstytucyjnego będzie szybciej się zużywał?

Po pół roku prezydentury Karol Nawrocki ma więcej wrogów niż Lech Kaczyński i jest gorzej oceniany niż Aleksander Kwaśniewski. Trudno interpretować fakt, że Bronisław Komorowski miał lepsze notowania – dużo lepsze. Wiemy, jak ta kadencja się skończyła.

Sondaż zaufania IBRiS (5-16 lutego)

Sondaż zaufania IBRiS (5-16 lutego)

Foto: PAP

Rozwiązaniem dla Karola Nawrockiego może być pójście tropem Aleksandra Kwaśniewskiego, który mniej więcej po roku od wyborów, zajmował się przeczołgiwaniem rządu AWS, żeby ten wybory do Sejmu na pewno przegrał. Tylko Kwaśniewski robił wtedy za „dobrego glinę”, oddając rolę „złego gliny” Leszkowi Millerowi. Teraz takich strategii nie widać – wszyscy w PiS chcą być „złymi glinami”, w tym prezydent i jego ministrowie.

Karol Nawrocki na tle poprzedników po pół roku prezydentury wypada słabiej?

Jeśli dla kogoś to ważne, to da się sprawdzić, że byli od niego lepsi. Kwaśniewski i Komorowski mieli korzystniejsze wyniki poparcia. Nieco mniej zwolenników miał Kaczyński i Duda w obu swoich kadencjach. Jednak tylko Nawrocki ma zdecydowanie więcej wrogów. Ma ich mniej więcej na takim poziomie, jak Duda po pierwszym roku kadencji, wyraźnie więcej niż Komorowski i Kaczyński. O Kwaśniewskim nie wspominając. Choć ma trochę mniej wrogów, niż miał Duda w 2021 r., nie wiem, czy to jest jakaś pociecha.

Zaangażowanie prezydenta w spór polityczny albo też generowanie sporów nie służy prezydentowi?

Sondaże na cztery i pół roku są słabym wyznacznikiem tego, co będzie się działo. W czasie tego czasu zdarzy się naprawdę dużo, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Pytanie, czy prezydent utrzyma takie poparcie jako aktywna strona sporów. Angażowanie się w walkę o SAFE czy Trybunał Konstytucyjny wzmacnia go na pewno w twardym elektoracie opozycji. Tylko po stronie opozycji jakiegoś sondażowego szału nie ma. Po sukcesie wyborczym Nawrockiego notowania partyjne PiS nie ruszyły w górę.

Jakby to zależało od posłów PiS i szeregowych działaczy partii, to Jarosław Kaczyński powinien być premierem przez cały czas od 2015 r.

Prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Karol Nawrocki jest liderem opozycji, która nie ma miażdżącej przewagi. PiS ma słabsze notowania niż rok temu o tej porze. Trudno powiedzieć, żeby w sprawie Trybunału Konstytucyjnego toczyła się walka o coś, co ktokolwiek w Polsce uważa za coś cennego i trwałego. Z całym szacunkiem, ale pan Święczkowski jako prezes TK też nie jest postrzegany jako osoba bezstronna. Nawet w PiS nie zauważyłem, żeby ktoś obecny skład Trybunału Konstytucyjnego traktował jako arbitra. Obecny prezes TK to nie jest arbiter, tylko czołowy napastnik w rozgrywce z rządem. Przypomnę tylko, że gdy opozycja w pierwszej kadencji rządów PiS protestowała przeciw majstrowaniu przy praworządności, to jej notowania także nie rosły.

Foto: Tomasz Sitarski

PiS z partiami prawicowymi ma więcej w sondażach niż obecna koalicja rządowa.

Jest tu sporo złudzeń, bo niewiele trzeba, żeby po przeliczeniu głosów na mandaty, wyszedł remis. Klarowności obrazu nie poprawia też kilka niuansów. Partia Razem raczej obu Konfederacji i PiS nie wesprze w rządzie. Na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla pięciu partii i raczej na pewno dojdzie do przegrupowania przed wyborami. Porozumienia w obrębie obozu rządzącego, wbrew pozorom, mogą być łatwiejsze.

Przemysław Czarnek ma solidną konkurencję w swoim obozie politycznym

Partie opozycyjne dzieli więcej. Do tego potrzebują jakiejś nadziei, żeby się zmobilizować. Dziś mają problemy i cały czas konkurują o podobnego wyborcę. Słabo też wygląda ewentualna perspektywa połączenia sił. Jarosław Kaczyński w 2015 r. odniósł sukces także dlatego, że wziął na swoje listy Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina, którzy jeszcze rok wcześniej ostro konkurowali z PiS w wyborach europejskich – odebrali mu wtedy zwycięstwo nad PO.

W trakcie kadencji kluczowa dla sukcesu na jej koniec – w 2019 r. – była zmiana premiera. Co prawda wystawienie Beaty Szydło na premiera było dobrym gambitem w 2015 r., lecz już po roku uspokojenie przeciwników udało się dzięki postawieniu na „technokratę” Morawieckiego. Wcale nie jest powiedziane, że Donald Tusk nie zrobi tu jakiegoś zaskakującego manewru.

Donald Tusk może wskazać innego kandydata na premiera

Może pojawić się inny kandydat na premiera ze strony Koalicji Obywatelskiej?

Może, jeśli Donald Tusk zauważy, że nie jest liderem zaufania społecznego i obciąża swoją osobą notowania obozu rządzącego. Największą słabością obozu Tuska są teraz notowania rządu, które są kompletnie nieadekwatne w stosunku do oceny własnego samopoczucia i dobrostanu Polaków.

Jeśli przyjrzymy się badaniom CBOS, to od 2012 r. notowania rządu zmieniały się w rytm zmian dobrostanu Polaków. Spadały, gdy wyborcy mieli problemy, jak w drugiej kadencji PiS. Teraz wyborcy nie mają poważnych problemów, mają taki poziom zadowolenia z życia, jaki mieli w 2019 r. przed wyborami, przed pandemią, w apogeum szczęśliwości. Tylko notowania rządu za tym nie podążają. Może na rok przed wyborami ktoś się zacznie zastanawiać, czy to aby nie jest problem, na który zaradzi zmiana rzecznika rządu.

Czy dla dobra koalicji 15 października Tusk powinien usunąć się w cień?

Trudno odpowiedzieć. Są tacy przywódcy, którzy są niezastąpieni, tym bardziej, że całe otoczenie im wmawia, że są bogami. Jakby to zależało od posłów PiS i szeregowych działaczy partii, to Jarosław Kaczyński powinien być premierem przez cały czas od 2015 r. Tylko on się najwyraźniej przychylał do zdania tych, którzy patrzyli z boku i ostrzegali, jak by się skończyło.

Umocnienie Tuska we własnym obozie jest też skutkiem bojowej postawy Nawrockiego – ona zintegrowała obóz rządzący po kryzysie z Hołownią.

A czy efekt Przemysława Czarnka jest widoczny?

Za mało czasu upłynęło, żeby miarodajnie odpowiedzieć. Jak dotąd nie ma widocznego skoku. Przemysław Czarnek nie jest postrzegany jako lider, bo do tej roli aspiruje Karol Nawrocki. Trudno traktować Czarnka jako ucieleśnienie opozycyjności względem Tuska. Tym bardziej, że Czarnek ma ten problem, że z jednej strony jest Morawiecki, który cały czas gra z Kaczyńskim, a z drugiej jeszcze Zbigniew Bogucki, stale obecny w mediach. Przemysław Czarnek ma solidną konkurencję w swoim obozie politycznym.

Mateusz Morawiecki rośnie w siłę?

Mateusz Morawiecki walczy o to, żeby utrzymać się na powierzchni polityki i PiS nie do końca wie, co z tym zrobić. Gdyby Czarnkowi powinęła się noga, to wiadomo, kto jest wtedy pierwszy w kolejce po oficjalne poparcie PiS w walce o fotel premiera. Przemysław Czarnek może podzielić los Beaty Szydło, Marcina Mastalerka, Adama Hoffmana, bo widzieliśmy już w PiS wiele gwiazd, które pojawiły się i szybko zgasły.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Co ciekawe, Mateusz Morawiecki wypracował sobie pozycję w PiS o nieporównywalnej wadze z Elżbietą Witek, Jackiem Sasinem, Markiem Kuchcińskim i z wieloma osobami, które w minionych 10 latach obsadzały istotne stanowiska z ramienia partii. Zbudował mocniejsze grono swoich zwolenników, ale pytanie, czy to jest pozycja na miarę jego aspiracji? W sumie, to po obu stronach sporu łatwiej wymienić problemy, niż atuty. Być może stąd się bierze klincz, w którym się znalazły – także ten w sprawie sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Rozmówca

Jarosław Flis

Doktor habilitowany nauk społecznych, socjolog, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, znawca systemów wyborczych