By podjąć decyzję, który z członków klanu Sobocińskich będzie głównym bohaterem opowieści, reżyser przez wiele miesięcy zgłębiał archiwa – także wyjątkowo bogate rodzinne. Stworzyli je m.in. Witold Sobociński i jego syn, Piotr Sobociński. Obaj, dziś już nieżyjący, byli wybitnymi operatorami filmowymi: Witold (1929-2018) pracował m.in. z Andrzejem Wajdą, Wojciechem Jerzym Hasem, Romanem Polańskim, Piotr (1958-2001) z Krzysztofem Kieślowskim, Luisem Mandokim.

Reklama
Reklama
plakat filmu "Magic Hour" w reż. Marcina Borchardta

plakat filmu "Magic Hour" w reż. Marcina Borchardta

Foto: mat.pras. KFF

To bardzo prywatny zapis, dający wgląd w życie ważnej rodziny z punktu widzenia polskiej kultury.

Od filmów z Kieślowskim do Hollywood

– Życie rodzinne dokumentowała też Hanna Mikuć, żona Piotra, aktorka, a także dwaj synowie – Michał i Piotr jr – wtedy jeszcze dzieci, dziś dorośli, którzy kilka lat później podążyli drogą ojca i dziadka – wyjaśnia Marcin Borchardt. – Nieraz wydarzenia rejestrowały też osoby przypadkowe. W sumie przejrzałem około 250 godzin nagrań. Nie spodziewałem się, że odnajdę materiały związane z historią polskiego kina – na przykład z planu filmowego „Faraona”, przy którym Witek był operatorem kamery – nieoglądane dotąd ujęcia z Egiptu, Uzbekistanu i z Mazur. Bardzo mnie zaskoczyły sytuacje na planie amerykańskich filmów Piotra. Ujawnia się w nich bezwzględna mechanika tamtejszej produkcji filmowej, wymagająca nie tylko talentu, ale i całkowitego podporządkowania wszystkich członków ekipy realizatorskiej, a w tym przypadku Piotra Sobocińskiego, chyba najbardziej zapracowanego człowieka na planie. Hollywood potrzebowało wtedy europejskiego, artystycznego dotknięcia operatorskiego, bo brakowało im wykończenia perfekcyjnych produkcji. I Piotrek im to dawał.

I właśnie z perspektywy Piotra Sobocińskiego opowiadana jest historia.

kadr z filmu "Magic Hour" w reż. Marcina Borchardta, na zdjęciu Piotr Sobociński

kadr z filmu "Magic Hour" w reż. Marcina Borchardta, na zdjęciu Piotr Sobociński

Foto: mat.pras. KFF

– Nie interesowało mnie stworzenie typowego filmu biograficznego – tłumaczy autor filmu. – Wybrałem jako bohatera Piotra, ze względu na jego wrażliwość, a także dramat, który stał się jego udziałem. Bardzo chciał dorównać swemu bardzo wymagającemu ojcu. Krzysztof Kieślowski, z którym Piotr pracował m.in. przy „Czerwonym”, dał mu wiarę, że może być autonomicznym artystą. Jeszcze w czasie ceremonii oscarowej, na której był, mając nominację do tej statuetki za zdjęcia, dostał hollywoodzkie propozycje. Sukcesy za oceanem przyszły szybko, zrealizował m.in. zdjęcia do obrazu „Ransom” w reżyserii Rona Howarda. A potem był już film za filmem, tylko że nie miał już takiego partnera, jakim był Kieślowski.

Gorzki smak sukcesu Piotra Sobocińskiego

Film pokazuje Piotra Sobocińskiego i jego bliskich w czasie świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy, urodzin, wspólnych wakacji, wyjazdów zagranicznych.

– Od szarej siermięgi czasów PRL-u, poprzez pstrokaty kapitalizm początku lat 90., aż do nagłego przeskoku do limuzyn, bogatego życia, apartamentu na Manhattanie, domu w Malibu na plaży i wielkiej kariery – wylicza Marcin Borchardt. – Przeskok, który nastąpił niemalże z dnia na dzień i na który w pewnym sensie rodzina nie była przygotowana.

Piotr Sobociński zmarł w 2001 r. na zawał serca w Vancouver, w czasie pracy nad filmem „Trapped” w reżyserii Louisa Mandokiego. Wyjątkowo poleciał do pracy sam, choć zazwyczaj wszystkie podróże zawodowe odbywał z rodziną.

– Czytałem wywiad, którego udzieliła Hania Mikuć po śmierci Piotra. Powiedziała m.in.: »W pewnym momencie zabrakło życia w życiu«. Strasznie uderzające i symboliczne. Praca na planie filmowym daje nieprawdopodobną liczbę bodźców, permanentną adrenalinę. Z czasem jest się ciągle w pracy, życie schodzi na plan dalszy. Pytanie brzmi: czy warto dawać z siebie tak wiele. Życie wystawia rachunki. Piotr zapłacił najwyższą cenę, a wykończyła go praca marzeń.

Film został zmontowany z archiwów. Tylko ostatni kadr dokumentu został dokręcony.

– To jedyne ujęcie współczesne – wyjaśnia dokumentalista. – Bohaterowie mojego filmu oglądają to, co oglądają widzowie. To rejestracja ich reakcji.

Dokumenty w roli głównej

Poruszający film Marcina Borchardta jest jednym z blisko 180, które będą mogli obejrzeć widzowie 66. KFF. Oprócz dokumentów będą też, jak co roku – animacje i krótkometrażowe fabuły. Najważniejsze w historii KFF (najstarszy festiwal w Polsce – istnieje od 1961), stanowiące o jego wyjątkowości były zawsze dokumenty. O udział ubiegało się w tym roku 970 takich filmów. 52 dokumenty będą prezentowane w 4 konkursach: 3 międzynarodowych (dokumentalny, krótkometrażowy i DocFilmMusic), w konkursie polskim oraz w licznych pokazach specjalnych. O Lajkoniki ubiega się w Konkursie Polskim 41 filmów – fabuł, dokumentów i animacji.

Marcel Łoziński uhonorowany

Po raz pierwszy zostanie przyznana Nagroda Dokumentalna im. Marcela Łozińskiego (1940–2025), jednego z najważniejszych polskich dokumentalistów, nominowanego za film „89 mm od Europy” do Oscara. Nagrodę przyznawaną filmowi dokumentalnemu, który poszerza swoją artystyczną formę, otrzymał w tym roku debiutancki czarno-biały film „Kuba, na zachód od Zapaty” w reżyserii Davida Bima.

kadr z filmu "Kuba, na zachód od Zapaty” w reżyserii Davida Bima

kadr z filmu "Kuba, na zachód od Zapaty” w reżyserii Davida Bima

Foto: mat.pras.KFF

Kim Longinotto odbierze Smoka Smoków, wręczane po raz 30. najwyższe wyróżnienie Rady Programowej Krakowskiej Fundacji Filmowej, za wkład w rozwój światowej kinematografii w dziedzinie filmu dokumentalnego i animowanego. Longinotto jest drugą po Helenie Trestikovej dokumentalistką otrzymującą to wyróżnienie. Zrealizowała ponad 20 filmów – portretów bohaterek codzienności z różnych kontynentów. W retrospektywie tej dokumentalistki zostanie zaprezentowanych 8 filmów.  

W nowej sekcji Krakowskiego Festiwalu Filmowego „Osobowości” prezentującej twórców z różnych dziedzin sztuki, pokazany zostanie m.in. debiutancki dokument „In-I in Motion” wyreżyserowany przez znaną francuską aktorkę Juliette Binoche. Wystąpiła w nim równocześnie jako bohaterka, powracając do artystycznego eksperymentu z 2007 r., kiedy wraz z brytyjskim choreografem i tancerzem Akramem Khanem stworzyła spektakl „In-I”.

Krakowski Festiwal Filmowy potrwa do 7 czerwca.