Złotą Palmą jury obradujące pod przewodnictwem reżysera Parka Chan-wooka przyznało filmowi „Fiord” Christiana Mungiu. To opowieść o rumuńsko-norweskiej rodzinie, która przeprowadza się do Norwegii z piątką dzieci. Gdy jedna z córek zjawia się w szkole z siniakami (zresztą niewiadomego pochodzenia, może pochodzącymi z lekcji judo), norweski urząd do spraw ochrony dzieci Barnavernet zaczyna śledztwo.

Reklama
Reklama

Rodzice – dla Norwegów niestereotypowi, głęboko religijni, wychowujący dzieci bez dostępu do Internetu czy telefonów komórkowych, zostają pozbawieni prawa opieki nad nimi. Toczą walkę, by je odzyskać, ale norweskie prawo nie idzie na kompromisy. 

Mamy skłonność do stereotypowego myślenia. Nie spieszmy się więc, żeby osądzać innych

Christian Mungiu

Film – pierwszy anglojęzyczny w dorobku Mungiu, z Renate Reinsve i Sebastianem Stanem w rolach głównych – powstał na podstawie prawdziwej historii.  

– Mamy skłonność do stereotypowego myślenia. Nie spieszmy się więc, żeby osądzać innych – stwierdził podczas konferencji prasowej Christian Mungiu. 

Rumuński reżyser mówił też o tym, że dzielimy ludzi, zaliczamy ich do określonych kategorii, często postrzegamy ich jako wrogów. Tymczasem cywilizacja i współczesny świat wymagają otwartości i szacunku dla inności. Słowa ważne również w kontekście nasilającej się dziś w świecie fali emigracji. 

Dla mnie osobiście „Fiord” to film ciekawy, ale nie wysublimowany. Niczym widza nie zaskakuje. Daleki jest od mądrości, społecznej wymowy i kunsztu „4 miesięcy, 3 tygodnie i 2 dni”, za które Mungiu dostał swoją pierwszą Złotą Palmę w 2002 r. 

„Fiord” zresztą podzielił recenzentów. A w rankingu międzynarodowych krytyków drukowanym w „Screen International” pierwsze miejsce zajęła „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego. 

Miliony ludzi po obu stronach frontu marzą tylko o jednym — żeby skończyła się masakra. Jedyną osobą, która może położyć kres tej maszynce do mięsa, jesteś ty... Zatrzymaj tę rzeź, cały świat na to czeka

Andriej Zwiagincew

Najlepsza reżyseria: Paweł Pawlikowski

Jury uhonorowało polskiego reżysera nagrodą za najlepszą reżyserię. Już po raz drugi. Pawlikowski dostał już to wyróżnienie  w 2018 r. za film „Zimna wojna”.

 „Ojczyzna” kończy jego trylogię. Jej dwie poprzednie części toczyły się po II wojnie światowej. Były opowieścią o ludziach, w których życie brutalnie wdarła się historia. I o miłościach niemożliwych. Teraz Pawlikowski opowiedział historię laureata Nagrody Nobla, wybitnego pisarza Tomasza Manna, który opuścił Niemcy w 1933 r., gdy do władzy doszedł Adolf Hitler i po 16 latach, w 1949 r., przyjeżdża z Ameryki do ojczyzny. Wierzy wciąż, że jedność kraju zniszczonego przez nazistowską ideologię można odbudować. Ale trafia do kraju podzielonego, rozbitego przez odmienne systemy wartości i ideologie – dzielące ludzi, rodzące nienawiść i strach. Jak zawsze u Pawlikowskiego, także w „Ojczyźnie” na ekranie rozgrywa się dramat rodzinny. Są tu więc relacje ojca i córki. Ale również wielka miłość i zrozumienie między siostrą a bratem, również pisarzem Klausem Mannem, człowiekiem cierpiącym na depresję, który dłużej już żyć nie chce i nie może. 

Jurorzy uhonorowali w tym roku za reżyserię również Javiera Calva i Javiera Ambrossiego  za film „La Bola Negra”.

Nagrody Jury dla Zwiagincewa i Grisebach

W rankingu krytyków w „Screenie” Andriej Zwiagincew ze swoim „Minotaurem” zajął drugie miejsce. Park Chan-wook i jego jury uhonorowali go Grand Prix. Wciąż podkreślając, że reżyser od trzech lat nie mieszka już w Rosji. „Minotaur” jest poniekąd remake’iem filmu Claude’a Chabrola z 1967 r. „Niewierna żona” – opowieści o mężczyźnie, który podejrzewa żonę o zdradę.

A jednak historia z „Minotaura” jest zupełnie inna. Bo reżyser umieścił ją w Rosji (którą zagrała Łotwa), na dodatek w 2022 r., na początku napaści na Ukrainę. Z ogromną dokładnością pokazał zbrodnię: męża z premedytacją mordującego kochanka żony. I zrobił film o bezkarności w systemie totalitarnym. O okrucieństwie faceta z pieniędzmi, który bez zmrużenia oka pozbywa się niewygodnych ludzi. O kompletnej bezkarności obywateli „lepszego sortu”, zapewnionej wysokimi łapówkami. O skorumpowaniu władzy, bezsilności milicjantów, którym jedno zdanie przełożonego zamyka śledztwo. 

On sam, odbierając nagrodę, zaapelował do Putina o zakończenie wojny. Po rosyjsku powiedział: „Miliony ludzi po obu stronach frontu marzą tylko o jednym — żeby skończyła się masakra. Jedyną osobą, która może położyć kres tej maszynce do mięsa, jesteś ty... Zatrzymaj tę rzeź, cały świat na to czeka”. Podczas konferencji prasowej dodał, że chciał pokazać moralny rozpad społeczeństwa żyjącego w atmosferze przemocy i strachu. Zrobił naprawdę mocny film. 

 Zagubiony świat

Nagroda Jury przypadła filmowi „The Dreamed Adventure” Valeski Grisebach – historii archeolożki, która prowadzi wykopaliska w małym miasteczku przy granicy Bułgarii, Grecji i Turcji. Obraz, podobnie jak inny film tej niemieckiej reżyserki „Western”, został nakręcony w Bułgarii, jest próbą pokazania ogromnych napięć społecznych w Europie Wschodniej. Przemyt, a nawet handel ludźmi to codzienność pokazywanego przez Grisebach pogranicza.

Ten ponury obraz świata dopełnia świetny film Lucasa Dhonta. Akcja „Tchórza” („Coward”) toczy się w czasie I wojny światowej. Belgijski artysta pokazuje potworne okrucieństwo walk, trupy zbierane z pola bitwy, ból, cierpienie, śmierć. I na tym tle gejowski romans dwóch żołnierzy, pochodzących z różnych światów: chłopaka ze wsi niemającego po wojnie do czego wracać i syna zamożnego krawca z miasta. Obaj wiedzą, że gdy wojna się skończy, nie będą mieli szansy na wspólne życie. Wykonawców głównych ról Emmanuela Macchię i Valentina Campagneshare’a jury uhonorowało wspólną nagrodą za najlepsze role męskie. 

Również w tandemie nagrodę za najlepsze role kobiece odebrały Virginie Efira i Tao Okamoto za kreacje stworzone w filmie „All of a Sudden”. Efira gra tu dyrektorkę domu opieki, która zaprzyjaźnia się z jedną z chorych na zaawansowanego raka, japońską reżyserką. To powolna, trwająca ponad 3 godziny opowieść o starzeniu się, chorobie, odchodzeniu, śmierci.

Czytaj więcej

Świat kupuje film Pawlikowskiego „Ojczyzna". John Travolta debiutował jako reżyser

W czasie gali kończącej festiwal została również wręczona honorowa Złota Palma. Jej laureatką jest Barbra Streisand, która jednak na Lazurowym Wybrzeżu się nie pojawiła – jak napisała – z powodu kontuzji kolana. Podziękowała festiwalowi i wygłaszającej laudację Isabelle Huppert na Zoomie.

Nie było w tym roku w Cannes zbyt wielu gwiazd amerykańskich, ale twórcy z Europy i Azji godnie je zastąpili. Pokazali niespokojny, podzielony świat i ludzi, którzy muszą dać sobie radę z zagubieniem, nienawiścią, totalitarnymi systemami. I dobrze. Gdy politycy się skompromitowali, kto jak nie artyści ma dzisiaj krzyczeć, przestrzegać, przypominać o podstawowych wartościach?