Czy weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy wprowadzającej SAFE ma w ogóle realne znaczenie polityczne, czy jest tylko elementem taktycznej rozgrywki?
Wydaje się, że to weto ma coraz mniejsze znaczenie. Po pierwsze dlatego, że sam rząd w trakcie całego sporu zaczął podkreślać, iż program i tak zostanie przeprowadzony, nawet jeśli prezydent zawetuje ustawę. To pokazuje, że z punktu widzenia samego funkcjonowania tego mechanizmu sprawa nie jest aż tak fundamentalna, jak mogło się wydawać na początku. Po drugie, zmienia się też nastawienie społeczne. Na początku wydawało się, że większość opinii publicznej raczej popiera ustawę i jej podpisanie. Dziś to już nie jest tak jednoznaczne. Przybywa osób, które zaczynają mieć wątpliwości. I rzeczywiście obozowi prezydenta, ale też części polityków, udało się te wątpliwości wzbudzić – nie tyle może wobec samej idei, ile wobec konkretnego mechanizmu. Dlatego powiedziałbym, że skutki są dziś dwojakie. Z jednej strony, jeśli chodzi o praktyczne funkcjonowanie programu, znaczenie weta nie musi być aż tak duże, skoro sam rząd zapowiada, że znajdzie sposób, by ten program realizować. Najbardziej mogą na tym stracić służby niewojskowe, bo to one – jak dziś się podkreśla – nie będą mogły w pełni skorzystać z tego rozwiązania. Z drugiej strony pozostaje znaczenie polityczne. I ono wydaje się dziś przede wszystkim polaryzacyjne. Wchodzimy więc w logikę rytualnego sporu politycznego, który ma bardziej mobilizować własnych wyborców niż realnie rozstrzygać o przyszłości programu czy o zdolnościach polskiej armii.
Politycy PiS, z którymi rozmawiałem na gorąco po wecie, podkreślają, że z ich punktu widzenia to jest akurat plus. Ich zdaniem obóz prawicy zachował w tej sprawie pełną spójność – między Karolem Nawrockim, Przemysławem Czarnkiem, Jarosławem Kaczyńskim i Mateuszem Morawieckim nie ma tu większych różnic.
Tak, to można uznać za pewien sukces tego obozu, a przynajmniej za wyraźny polityczny plus. Po pierwsze dlatego, że widać zmianę w opinii publicznej. Po drugie: po stronie prawicy udało się zachować jednolite stanowisko. Właściwie wszystkie ugrupowania i najważniejsi politycy tego obozu mają w tej sprawie podobne zdanie, a w polityce taka spójność sama w sobie jest już pewną wartością.
Czytaj więcej
Tytułowe zadanie nie jest trudne. Pod warunkiem, że Adam Glapiński rozumiejąc, że te środki są własnością narodu, wykaże dobrą wolę.
Nawet politycy Konfederacji popierają weto.
Tak, i to też jest istotne: nie chodzi wyłącznie o sam PiS, ale szerzej o cały obóz prawicy. Z tego, co było słychać, również Konfederacja miała podobne stanowisko. Pod tym względem prezydent rzeczywiście zapunktował. Jeśli wcześniej pojawiały się głosy, że może stać się patronem całego obozu prawicy, to w tej sprawie właśnie w pewnym sensie tak się stało.
Bo też Piotr Matczuk, weteran kampanii PiS, już wiele tygodni temu mówił w „Rzeczpospolitej”, że największym problemem dla PiS byłoby ewentualne rozklejenie się relacji z Nawrockim.
To rozklejenie w pewnym sensie już istnieje od dłuższego czasu. Moim zdaniem PiS mierzy się dziś z głębszym problemem, związanym ze zmianą struktury własnego elektoratu. Chodzi o to, że ten elektorat po prostu się postarzał. Udział wyborców młodych i w średnim wieku wyraźnie spadł. I to rodzi pytanie bardziej średnio- i długoterminowe: jak ta partia ma dalej funkcjonować, do kogo ma się zwracać, jak ma odbudowywać swoje społeczne zaplecze.