Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jakiej historycznej podstawie Jan Zbigniew Potocki rości sobie prawo do urzędu prezydenta.
  • Jak funkcjonowała jego prywatna gwardia i dlaczego jej członkowie stanęli przed sądem.
  • Za jakie działania samozwańczy prezydent został skazany na karę pozbawienia wolności.
  • Czym zajmuje się po wyjściu z więzienia i jakie teorie wykorzystuje do pozyskiwania zwolenników.

Dziesięć oraz osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata – taki wyrok usłyszało dwóch członków uzbrojonej gwardii Jana Zbigniewa Potockiego. Zostali skazani za posiadanie broni gazowej bez zezwolenia. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, zapadły prawomocne wyroki w sprawie, o której pisaliśmy przed rokiem. Informowaliśmy wówczas o szokujących zeznaniach mężczyzn, z których jeden powiedział w prokuraturze, że „gotów jest poświęcić życie dla swojego prezydenta”.

Czytaj więcej

Polski samozwaniec stworzył własną gwardię. „Gotów poświęcić życie dla prezydenta”

Sformułowanie „prezydent” nie jest tu przypadkowe. Ochraniany przez nich Jan Zbigniew Potocki jest bowiem najbardziej znanym w Polsce samozwańcem, przedstawiającym się jako jedyny legalny prezydent.

Potocki rzekomą legalność swojego urzędu opiera na konstytucji kwietniowej

O jego „karierze politycznej” pisaliśmy już wielokrotnie w „Rzeczpospolitej”. Jan Zbigniew Potocki legalność swojego urzędu opiera na konstytucji kwietniowej, w myśl której w czasie wojny, z uwagi na brak możliwości przeprowadzenia wyborów, prezydent po prostu wskazuje swojego następcę. Ponieważ Polska i Niemcy nigdy formalnie nie podpisały klasycznego dwustronnego traktatu pokojowego kończącego II wojnę światową, na zasadzie wyznaczania następcy funkcjonowali kolejni polscy prezydenci na uchodźstwie, kończąc na Ryszardzie Kaczorowskim. W pewnym momencie, w 1972 r., po śmierci prezydenta Augusta Zaleskiego dwie osoby stwierdziły, że zostały wyznaczone przez niego na swojego następcę: Stanisław Ostrowski, uznany przez większość środowiska emigracyjnego, oraz Juliusz Nowina-Sokolnicki. Ten drugi powszechnie był traktowany jako samozwaniec, a tuż przed śmiercią na następcę wyznaczył właśnie Potockiego.

Czytaj więcej

Pamięci prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego

Ten ostatni zasłynął z prowadzenia własnej kancelarii prezydenckiej, powoływania urzędników i wydawania dekretów. „Rzeczpospolita” jest w posiadaniu wielu takich pism, w tym o nadaniu Orderu Orła Białego i zastosowaniu prawa łaski. W pewnym momencie głównym obszarem działalności Potockiego stało się wydawanie zwolennikom dowodów tożsamości. Oczywiście za opłatą. Działalność tę rozwinął w czasie pandemii, gdy rozpowiadał, że „dowody suwerena” chronią przed konsekwencjami reżimu sanitarnego.

Potocki głosił też teorie spiskowe. W jednym z wywiadów powiedział np., że Polska jest w zagrożeniu, bo będzie bezpiecznym schronieniem dla Żydów podczas spodziewanego „przemagnesowania Ziemi”. Hitem w mediach społecznościowych była inna jego wypowiedź, że „pod Krakowem jest instytut, forteca nie do zdobycia, gdzie są dzieci, które urodziły się z głową kota, głowy dwie”. Z wywiadu wynikało też, że „przez rzekę przepływają tam ciała pół-ludzkie, pół-rybie”.

Jak ujawniliśmy na początku 2025 r., Potocki trafił do więzienia, skazany na dwa lata. Odsiadka była skutkiem powoływania się na wpływy w zamian za korzyść majątkową w związku z tzw. kaliską piramidą finansową. Twórcy piramidy oszukali około 600 osób na co najmniej 47 mln zł, a Potocki obiecał im, że dzięki jego protekcji unikną kary więzienia. Za protekcję dostał pół miliona złotych, ale jego wpływy okazały się fikcyjne. Oprócz powoływania się na wpływy, Potockiego skazano też za posiadanie broni gazowej bez zezwolenia.

Potocki wyszedł już z więzienia, wcześniej skazano członków jego „gwardii”

W tym samym czasie, gdy samozwaniec trafił za więzienne mury, trwał proces dwóch członków uzbrojonej gwardii Potockiego. „Jest to jednostka wojskowa powołana dekretem prezydenta II RP na podstawie prolongaty zawartej w Konstytucji kwietniowej z 1935 r. Do zadań gwardii należy zabezpieczenie imprez z udziałem prezydenta, zapewnienie bezpieczeństwa jego i rodziny oraz ochrona gabinetu prezydenta II RP przed wojną napastniczą” – wyliczał jeden z członków gwardii swoje obowiązki podczas zeznań w prokuraturze. „Podczas zatrzymania byłem w trakcie obowiązków służbowych. Wyjeżdżałem do Warszawy celem zabezpieczenia manifestacji z udziałem prezydenta Potockiego. (…) Jestem żołnierzem, zaś środki te są potrzebne do wykonywania zadań, prowadzenia szkoleń. Musimy być gotowi na zagrożenie” – dodawał.

Przede wszystkim umiejętnością jest walka wręcz. Jestem przeciwnikiem broni ostrej. Jestem też przeciwnikiem używania broni białej. W działaniach ochronnych stawiałem na kamizelki nożoodporne

zeznania jednego z członków „gwardii”

Sąd Rejonowy w Radomsku, przed którym toczył się proces, informuje nas, że wyrok skazujący na więzienie w zawieszeniu zapadł we wrześniu ubiegłego roku i uprawomocnił się, bo nie odwołali się ani skazani, ani prokurator. Oprócz kar więzienia w zawieszeniu, skazani muszą też zapłacić grzywnę.

I nie jest to jedyna ważna decyzja sądu, dotycząca środowiska Jana Zbigniewa Potockiego. Jak ustaliliśmy, samozwańczy prezydent opuścił już mury więzienia, a resztę kary odbywa w systemie dozoru elektronicznego.

Tej informacji nie udało nam się oficjalnie potwierdzić. Sąd Okręgowy w Kaliszu odesłał nas do Sądu Rejonowego w Kaliszu, a ten z kolei do Sądu Okręgowego w Radomiu. Jednak informacja o zwolnieniu Potockiego jest jasno komunikowana przez jego zwolenników. „Tak, Szanowni Suwereni!!! Może jeszcze Prezydent Jan Zbigniew Potocki nie odzyskał w pełni tej wolności... ale jest już z Rodziną od kilku dni. Liczymy na szybki powrót do formy i jak najszybsze przystąpienie do pracy. Naród, Suwereni czekają Panie Prezydencie, bo źle się dzieje z nami, Polakami, Słowianami! Dziękujemy za wytrwanie na posterunku” – napisała w mediach społecznościowych osoba przedstawiająca się jako „szef Kancelarii Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźctwie, sekretarz stanu Jacek Roman Gumowski” (pisownia oryginalna).

„Drodzy Suwereni! Nasz Prezydent opuścił więzienne mury i jest wśród nas!!! Aktualnie przebywa ze swoją rodziną, gdzie wśród bliskich mu osób nabiera sił i wraca do zdrowia. Pan Prezydent wyraża wdzięczność wszystkim wspierającym Go w czasie ciężkiej próby, której był poddany” – czytamy z kolei na oficjalnej stronie internetowej Potockiego.

Czytaj więcej

Kłopot z tytułem szlacheckim. Kandydat na prezydenta kłamie?

Marek Łajtar, jedna z osób poszkodowanych przez Potockiego, twierdzi, że po wyjściu z więzienia samozwaniec powrócił już do charakterystycznej dla siebie działalności. – Ze środowiska Potockiego docierają do mnie informacje, że tym razem obiecuje ludziom pomoc przed rzekomymi wysiedleniami, które mają mieć miejsce po powstaniu polsko‑ukraińskiego państwa Ukropolin – mówi Marek Łajtar. – W zasadzie cała działalność publiczna Potockiego sprowadza się do wyłudzania pieniędzy przy powoływaniu się na rzekome wpływy. Ważny jest tutaj profil psychologiczny zwolenników Potockiego. Są to osoby mocno kontestujące rzeczywistość, wierzące w teorie spiskowe, posiadające jakieś problemy finansowe bądź prawne – wylicza.